Też się odbiłem od Młodego Frankensteina, poza początkiem i Feldmanem nic mnie tam nie śmieszyło, no jeszcze Hackman był zabawny, wiadomo, ale to tylko epizod. Ten film to taki komediowy remake pierwszych trzech Frankensteinów, po których byłem na świeżo i oglądanie znów tego samego męczyło. Plus fakt, że to czerpie dużo ze stylistyki tamtych filmów a zostało wyprodukowane w latach 70 jakoś mnie wytrącał z immersji. Niby mógłbym zrobić powtórkę w oderwaniu od filmów z Karloffem, ale wątpię czy wiele to zmieni. Takiego komediowego Abbotta i Costello spotykających Frankensteina wciągnąłem na raz i bawiłem się o wiele lepiej. I z filmów Brooksa też wolę inny komediohorror - Draculę z Nielsenem.
(16-04-2025, 21:06)Pelivaron napisał(a): Ten film ma jednak taki problem, że pierwsza godzina to jebana nuda, ciągnie się jak flaki olejem, a my patrzymy jak bliźniacy grani przez Jordana (generalnie raczej mehowa podwójna rola, dopiero pod koniec coś zaczyna się lepszego dziać) szykują się do otwarcia klubu nocnego. Jeżdża tu i tam, łatwią pracowników, kucharke, no kurde nuuuuuuda.Ryan Coogler zawsze miał nieco ociężałą rękę do reżyserii albo nie umiał stworzyć ciekawego protagonisty z jasną motywacją.
17-04-2025, 00:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2025, 00:44 przez samuuel.)





