Dla mnie Brooks jest trochę przereklamowany. Nie bijcie - te jego filmy są sympatyczne, ale są lepsze w odtwarzaniu określonych cech filmów, które parodiują, niż w tym, żeby to rzeczywiście było zabawne. Trafiają się w nich naprawdę świetne, zabawne sceny, ale zwykle jest ich ledwie kilka na cały film. Oczywiście to kwestia indywidualnego odbioru, ale ja na filmach Brooksa najczęściej miałem tak, że kilka razy rzeczywiście się zaśmiałem, ale przez większość filmu czekałem, kiedy znowu będzie coś śmiesznego.
Nie dotyczy "Robin Hooda", gdzie rzeczywiście jest beka od początku do końca i nawet jeśli nie wszystkie żarty siadają, to jest naprawdę duże zagęszczenie tych dobrych. Jedyny film Brooksa, do którego co jakiś czas wracam i się nie zawodzę. Oczywiście pod warunkiem, ze oglądam z jedynym słusznym tłumaczeniem (czyli tym, gdzie padają perełki takie jak "Bierze ją na wieżę i tam ją rozbierze", "Bez myta nie napełnimy koryta", "Niedobrze jest zabijać mima mimochodem").
W ogóle to kocham tutaj czołówkę - te ogniste napisy i muzykę, która jest po prostu epicka (do tego stopnia, że dobrze sprawdziłaby się również w filmie "na poważnie"). A na koniec czołówki zawsze mam banana na twarzy ("Czy napisów nie da się zrobić inaczej?" "Właśnie! Zawsze, kiedy kręcą film o Robin Hoodzie, muszą nam sfajczyć wioskę!", no i oczywiście "Leave us alone, Mel Brooks!").
Nie dotyczy "Robin Hooda", gdzie rzeczywiście jest beka od początku do końca i nawet jeśli nie wszystkie żarty siadają, to jest naprawdę duże zagęszczenie tych dobrych. Jedyny film Brooksa, do którego co jakiś czas wracam i się nie zawodzę. Oczywiście pod warunkiem, ze oglądam z jedynym słusznym tłumaczeniem (czyli tym, gdzie padają perełki takie jak "Bierze ją na wieżę i tam ją rozbierze", "Bez myta nie napełnimy koryta", "Niedobrze jest zabijać mima mimochodem").
W ogóle to kocham tutaj czołówkę - te ogniste napisy i muzykę, która jest po prostu epicka (do tego stopnia, że dobrze sprawdziłaby się również w filmie "na poważnie"). A na koniec czołówki zawsze mam banana na twarzy ("Czy napisów nie da się zrobić inaczej?" "Właśnie! Zawsze, kiedy kręcą film o Robin Hoodzie, muszą nam sfajczyć wioskę!", no i oczywiście "Leave us alone, Mel Brooks!").
17-04-2025, 08:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2025, 08:34 przez al_jarid.)





