To żebyś nie czuł się samotny:
Ewangelia wg św. Mateusza - Pasja Pasoliniego. I spodziewałem się po nim czegoś lepszego, bo film nie jest wyjątkowy w żaden sposób. Ba! To wręcz zaskakujące jak grzeczny i wierny jest źródłom, biorąc pod uwagę antyreligijność reżysera. Dzisiaj twórcy nie mają szacunku nawet do prozaicznych rzeczy pokroju serii czy ikonicznych postaci oraz ekranizacji komiksów, swoje niepowodzenia zrzucając na karb toksycznych fandomów, a kiedyś nawet taki niegrzeczny chłopiec jak PPP potrafił z godnością przenieść na filmową taśmę coś, czemu był generalnie przeciwny. Całość jest jednak mocno nierówna, bo raz mamy fragmenty, gdzie celebruje się moment, a innym razem skaczemy po kolejnych wydarzeniach nie pozwalając im w żaden sposób wybrzmieć. Przykładowo Piłat tu praktycznie nieistnieje, nie odgrywa żadnej roli - to wręcz "cameo". Zdjęcia ładne, ale daje się we znaki zbytnia przyziemność, by nie rzec: teatralność widowiska (brak koloru nie pomaga - pewnie dlatego go potem dodali ręcznie). Niektóre sceny są tak biedne, jak przedszkolne jasełka, a część stoi na granicy parodii, bo jest tak niezgrabna i mocno "budżetowa". Ale (s)twórca przynajmniej nie przynudza, mimo dość długiego metrażu. Szacunek dla PPP, że nie wyszedł ani jednym dialogiem poza cytaty z Pisma Świętego, dzięki czemu wspomniana teatralność nosi znamiona szekspirowskich adaptacji. Z drugiej strony sporo tu też ciszy i opowiadania obrazem, za co też należy się duży plus. Tylko co z tego, skoro nie robi to zupełnie żadnego wrażenia. No i najgorszy aspekt, czyli Jezus, w którym drzemie właściwie jedyna kontrowersja twórczego stylu. W wywiadach PPP przyznawał, iż chciał zrobić jak najbardziej przyziemny film z możliwych, a Syna Bożego pokazać jako zaślepionego fanatyka. Niestety sam dobór aktora był mocno niefortunny, bo ze swoją oślizgłą twarzą i monobrwią jawi się bardziej niż wcielenie szatana, a nie mesjasza. Pozbawiony charyzmy, wdzięku/uroku i jakiejkolwiek wyjątkowości zmiękcza całą historię, bo trudno uwierzyć, żeby szły za nim tłumy, a ludzie widzieli w nim coś, czemu trudno się oprzeć. W dodatku często jest agresywny, bucowaty, krzykliwy i wkurzający, więc finalnie trudno się dziwić, że podkurwił towarzystwo i został sprzedany oraz zabity. No wzruszenie ramion po prostu.
Dam 6/10
PS. Warto obadać wypowiedzi PPP o narodzie wybranym - nagle jego zabójstwo także przestaje dziwić...
Ewangelia wg św. Mateusza - Pasja Pasoliniego. I spodziewałem się po nim czegoś lepszego, bo film nie jest wyjątkowy w żaden sposób. Ba! To wręcz zaskakujące jak grzeczny i wierny jest źródłom, biorąc pod uwagę antyreligijność reżysera. Dzisiaj twórcy nie mają szacunku nawet do prozaicznych rzeczy pokroju serii czy ikonicznych postaci oraz ekranizacji komiksów, swoje niepowodzenia zrzucając na karb toksycznych fandomów, a kiedyś nawet taki niegrzeczny chłopiec jak PPP potrafił z godnością przenieść na filmową taśmę coś, czemu był generalnie przeciwny. Całość jest jednak mocno nierówna, bo raz mamy fragmenty, gdzie celebruje się moment, a innym razem skaczemy po kolejnych wydarzeniach nie pozwalając im w żaden sposób wybrzmieć. Przykładowo Piłat tu praktycznie nieistnieje, nie odgrywa żadnej roli - to wręcz "cameo". Zdjęcia ładne, ale daje się we znaki zbytnia przyziemność, by nie rzec: teatralność widowiska (brak koloru nie pomaga - pewnie dlatego go potem dodali ręcznie). Niektóre sceny są tak biedne, jak przedszkolne jasełka, a część stoi na granicy parodii, bo jest tak niezgrabna i mocno "budżetowa". Ale (s)twórca przynajmniej nie przynudza, mimo dość długiego metrażu. Szacunek dla PPP, że nie wyszedł ani jednym dialogiem poza cytaty z Pisma Świętego, dzięki czemu wspomniana teatralność nosi znamiona szekspirowskich adaptacji. Z drugiej strony sporo tu też ciszy i opowiadania obrazem, za co też należy się duży plus. Tylko co z tego, skoro nie robi to zupełnie żadnego wrażenia. No i najgorszy aspekt, czyli Jezus, w którym drzemie właściwie jedyna kontrowersja twórczego stylu. W wywiadach PPP przyznawał, iż chciał zrobić jak najbardziej przyziemny film z możliwych, a Syna Bożego pokazać jako zaślepionego fanatyka. Niestety sam dobór aktora był mocno niefortunny, bo ze swoją oślizgłą twarzą i monobrwią jawi się bardziej niż wcielenie szatana, a nie mesjasza. Pozbawiony charyzmy, wdzięku/uroku i jakiejkolwiek wyjątkowości zmiękcza całą historię, bo trudno uwierzyć, żeby szły za nim tłumy, a ludzie widzieli w nim coś, czemu trudno się oprzeć. W dodatku często jest agresywny, bucowaty, krzykliwy i wkurzający, więc finalnie trudno się dziwić, że podkurwił towarzystwo i został sprzedany oraz zabity. No wzruszenie ramion po prostu.
Dam 6/10
PS. Warto obadać wypowiedzi PPP o narodzie wybranym - nagle jego zabójstwo także przestaje dziwić...
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
21-04-2025, 03:43





