Conclave - no nie jest to poważny film, chociaż nakręcony, aby za takowy uchodzić. Zaskoczyła mnie prostota, czy nawet prostactwo fabuły i linie podziału narysowane tak grubą kreską, jakby autor powieści nie wykonał żadnego researchu w temacie, tylko napisał całość na podstawie nagłówków prasowych. Po Konklawe i Dwóch papieżach można pomyśleć, że w Watykanie nie dzieje się nic innego tylko trwa zażarty konflikt między zwolennikami uśmiechniętego, tolerancyjnego katolicyzmu spod znaku permisywizmu moralnego oraz fundamentalistami, którzy tylko marzą o tym, aby od jutra przywrócić msze po łacinie, kamieniować gejów i jakby się dało, to ruszyć na jakąś krucjatę. Liczyłem na trochę więcej subtelności, albo przynajmniej bardziej sensowne złożenie kilku motywów w całość, bo gdyby je trochę pogłębić i oprzeć cały film na którymś z nich (szantaż murzyna kochanką z przeszłości, zamachy bombowe, zwolnienie jednego z kardynałów tuż przed śmiercią papieża, czy końcowy zwrot akcji związany z chorobą nowo wybranego papy), to mogłoby się to udać, a tak to mamy rzucany kolejny wątek na zasadzie "coś mocnego się musi dziać". Niesamowite, że Oscar wpadł akurat za scenariusz - gdzie te czasy, gdy ta statuetka była gwarancją naprawdę niezłej historii?
Jasne, że ładnie to nakręcone, ale czego innego można się było spodziewać: żaden producent nie dałby złamanego grosza na taki projekt bez zapewnienia, że pokażemy piękne widoczki z Watykanu. Aktorstwo: Fiennes jak to on, gra bardzo dobrze, ale nawet nominacja oscarowa to pewna przesada, zresztą podobnie jak u Rossellini, która również gra bez zarzutu, jednak nominację to bardziej dostała za nazwisko i z chęci wyróżnienia jej pod koniec kariery. Cała reszta postaci sprawia wrażenie NPC z jakiegoś RPG, bo oni właściwie tylko dostarczają informacji i wydarzeń na które główny bohater musi reagować.
Dopiero po seansie spojrzałem kim jest reżyser Edward Berger i wiele się wyjaśniło, bo to reżyser okrutnie wg mnie przecenianego Na zachodzie bez zmian, gdzie schemat był ten sam, czyli, że przykrywamy wszelkie płycizny fabularne dostojeństwem tematu i ślicznymi zdjęciami, a krytycy się dają na to nabrać. Niniejszym pan Berger trafia na listę reżyserów, których zwyczajnie nie lubię.
5/10
Jasne, że ładnie to nakręcone, ale czego innego można się było spodziewać: żaden producent nie dałby złamanego grosza na taki projekt bez zapewnienia, że pokażemy piękne widoczki z Watykanu. Aktorstwo: Fiennes jak to on, gra bardzo dobrze, ale nawet nominacja oscarowa to pewna przesada, zresztą podobnie jak u Rossellini, która również gra bez zarzutu, jednak nominację to bardziej dostała za nazwisko i z chęci wyróżnienia jej pod koniec kariery. Cała reszta postaci sprawia wrażenie NPC z jakiegoś RPG, bo oni właściwie tylko dostarczają informacji i wydarzeń na które główny bohater musi reagować.
Dopiero po seansie spojrzałem kim jest reżyser Edward Berger i wiele się wyjaśniło, bo to reżyser okrutnie wg mnie przecenianego Na zachodzie bez zmian, gdzie schemat był ten sam, czyli, że przykrywamy wszelkie płycizny fabularne dostojeństwem tematu i ślicznymi zdjęciami, a krytycy się dają na to nabrać. Niniejszym pan Berger trafia na listę reżyserów, których zwyczajnie nie lubię.
5/10
30-04-2025, 10:40






