Palm Springs
W końcu nadrobiłem film, o którym szczerze mówiąc nie słyszalem złego słowa. Czy to znajomi, czy to jakieś podcasty filmowe, wszędzie raczej pozytywny odbiór. I w sumie się nie dziwię, bo na tle innych tytułów z gatunku komedii romantycznej, Palm Springs jest jak haust świeżego powietrza w grudniowy, zimny i ponury wieczór, gdzieś na Dolnym Śląsku albo innym Krakowie.
Przede wszystkim film autentycznie zabawny, kilka scen bardzo mocno mnie rozbawiło. Po drugie kapitalna chemia pomiędzy Sambergiem, a Cristin Milioti. Laska jest tak cudownie naturalna i urocza, że ciężko jej nie polubić. Po "Pingwinie" zostałem jej fanem (chociaż oczywiście znałem ją wcześniej z "Jak poznałem waszą matkę"), a Palm Springs tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest przewspaniała.
Plus sam film pod kołderką luźnej komedii romantycznej przemyca mądre przesłanie o popadaniu w rutynę i stangację. Łatwo się z tym utożsamić, tym bardziej jeśli miało się na pewnym etapie życia podobne problemy - lęk przed zmianą i generalnie brak sensu w życiu. Jak wiadomo, nie każdy jest simkiem :P
Na minus trochę za łatwy ten finał plus nie do końca wykorzystana postać grana przez J.K. Simmonsa. Można było się z motywem polowania na Samberga nieco bardziej pobawić.
Tak czy srak pozytywny seans i jeden z najlepszych feel-good-movie od dawien dawno, który obejrzałem - 8/10 i wielkie serducho :)
W końcu nadrobiłem film, o którym szczerze mówiąc nie słyszalem złego słowa. Czy to znajomi, czy to jakieś podcasty filmowe, wszędzie raczej pozytywny odbiór. I w sumie się nie dziwię, bo na tle innych tytułów z gatunku komedii romantycznej, Palm Springs jest jak haust świeżego powietrza w grudniowy, zimny i ponury wieczór, gdzieś na Dolnym Śląsku albo innym Krakowie.
Przede wszystkim film autentycznie zabawny, kilka scen bardzo mocno mnie rozbawiło. Po drugie kapitalna chemia pomiędzy Sambergiem, a Cristin Milioti. Laska jest tak cudownie naturalna i urocza, że ciężko jej nie polubić. Po "Pingwinie" zostałem jej fanem (chociaż oczywiście znałem ją wcześniej z "Jak poznałem waszą matkę"), a Palm Springs tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest przewspaniała.
Plus sam film pod kołderką luźnej komedii romantycznej przemyca mądre przesłanie o popadaniu w rutynę i stangację. Łatwo się z tym utożsamić, tym bardziej jeśli miało się na pewnym etapie życia podobne problemy - lęk przed zmianą i generalnie brak sensu w życiu. Jak wiadomo, nie każdy jest simkiem :P
Na minus trochę za łatwy ten finał plus nie do końca wykorzystana postać grana przez J.K. Simmonsa. Można było się z motywem polowania na Samberga nieco bardziej pobawić.
Tak czy srak pozytywny seans i jeden z najlepszych feel-good-movie od dawien dawno, który obejrzałem - 8/10 i wielkie serducho :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-05-2025, 12:56





