Rebel Ridge - było tu kilka zachwytów forumowych, no ale... Pomijam już typowo współczesny, rzygowy wygląd filmu, który daje się we znaki już w prologu (CGI potrącenie) oraz całą tę ewidentną namiastkę światopoglądową (czarni dobrzy, nienagannie wychowani, prawi i wykorzystywani przez system / biali źli / kobiety aseksualne i wykorzystywane przez system), ale ten film zwyczajnie nie działa. Nie działa główny bohater, który może i dobrze wygląda, lecz przez bite dwie godziny zachowuje się jak android, a nie jak człowiek (i w sumie cała obsada jedzie na podobnej mimice i braku emocji); nie działa jego misja tudzież stawka, o którą walczy (czemu on w ogóle leci ratować kuzyna, a nie np. brata to jest zonk), nie działa dramaturgia (ponad 2 godziny dla maksymalnie 90 minutowego akcyjniaka bez bardziej skomplikowanej fabuły), nie działają też podstawowe zasady świata przedstawionego. Porównania do Rambo kompletnie nie trafione/na wyrost - zupełnie nie ten poziom społecznej problematyki czy realizacji. Powaga obu filmów też bez porównania, bo tam gdzie Rambo po prostu działa, tam RR powtarza wydumany schemat Green Room i łatwo balansuje na granicy autoparodii. Ale, żeby nie było, to na plus mamy ze dwie sceny akcji oraz równe Pierwszej krwi, w miarę realistyczne podejście do sytuacji zamiast bezmyślnej sieczki na oślep i żądzy krwi. Tylko, że tam, gdzie w Rambo służyło to budowaniu napięcia i desperacji Johna, tak tutaj nie prowadzi to w sumie do niczego innego poza sztampą. No i te wyjaśniające wszystko dialogi...
typowy netflix/10
typowy netflix/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
10-06-2025, 03:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-06-2025, 03:31 przez Mefisto.)





