"Dangerous Animals" (2025)
Ciekawy australijski reżyser ("The Loved Ones" super, "The Devil's Candy" już wyraźnie słabszy ale miał swoje momenty), tematyka spoko i bardzo w moim klimacie, czyli seryjniak plus rekiny a efekt końcowy niestety mocno przeciętny i rozczarowujący. Fabuła bez cudów ale sam motyw interesujący i w miarę oryginalny (coś trochę podobnego było w słabiutkim "Shark Night 3D"), spokojnie można było wycisnąć z tego dużo więcej.
I choć w sumie wszystko jest tutaj na swoim miejscu to sporo rzeczy mi tutaj nie do końca zagrało - być może całość jest zbyt oklepana i pomimo tego ciekawego pomysłu wyjściowego za bardzo bazująca na totalnych schematach i głupocie bohaterów. Na pewno rażą różne zagrywki typu - killer leży bez ruchu a bohaterka zamiast go ubić ucieka, choć nie ma za bardzo gdzie i inne tego typu kwiatki, końcowe sceny też raczej wywołujące uśmiech politowania i zażenowania, nie pomaga kiepskie momentami CGI (ujęcie wyskakującego z wody żarłacza białego spokojnie do kolekcji najgorszych scen tego roku).
Klimatu też tyle tutaj co kot napłakał i choć aktorzy starają się jak mogą (szczególnie Jai Courtney wypada zadziwiająco spoko jako seryjniak ale znana z "Yellowstone" Hassie Harrison wcale nie ustępuje mu kroku) to jednak nie mają zbytnio z czym tutaj poszaleć. Za bardzo to wszystko zachowawcze, momentami jakby ugrzecznione - w szczególności sceny ataku rekinów są bardzo rozczarowujące. Ogólnie nie ma ich tutaj zbyt dużo i jest to zdecydowanie bardziej film "o seryjnym mordercy" niż "film o rekinach", ale tym bardziej te nieliczne momenty z nimi powinny robić dużo większe wrażenie.
Koniec końców dostajemy obrazek, który można obejrzeć bez większego bólu i zgrzytania zębami ale tylko wtedy, gdy przymkniemy oko na niezbyt rozgarnięte zachowania bohaterów. Potencjał był sporo większy ale zachowawczość mocno tutaj zabija jakiekolwiek ciekawe pomysły czy próby wyjścia poza schemat i całość niestety tonie w morzu przeciętności.
Tak na marginesie - ogóle strasznie słaby jest ten filmowy rok, poza "Nosferatu" Eggersa nie przypominam sobie nic, co zrobiłoby na mnie jakiekolwiek wrażenie, nawet pod względem czysto warsztatowym, dużo więcej było rozczarowań czy totalnych kasztanów.
Ciekawy australijski reżyser ("The Loved Ones" super, "The Devil's Candy" już wyraźnie słabszy ale miał swoje momenty), tematyka spoko i bardzo w moim klimacie, czyli seryjniak plus rekiny a efekt końcowy niestety mocno przeciętny i rozczarowujący. Fabuła bez cudów ale sam motyw interesujący i w miarę oryginalny (coś trochę podobnego było w słabiutkim "Shark Night 3D"), spokojnie można było wycisnąć z tego dużo więcej.
I choć w sumie wszystko jest tutaj na swoim miejscu to sporo rzeczy mi tutaj nie do końca zagrało - być może całość jest zbyt oklepana i pomimo tego ciekawego pomysłu wyjściowego za bardzo bazująca na totalnych schematach i głupocie bohaterów. Na pewno rażą różne zagrywki typu - killer leży bez ruchu a bohaterka zamiast go ubić ucieka, choć nie ma za bardzo gdzie i inne tego typu kwiatki, końcowe sceny też raczej wywołujące uśmiech politowania i zażenowania, nie pomaga kiepskie momentami CGI (ujęcie wyskakującego z wody żarłacza białego spokojnie do kolekcji najgorszych scen tego roku).
Klimatu też tyle tutaj co kot napłakał i choć aktorzy starają się jak mogą (szczególnie Jai Courtney wypada zadziwiająco spoko jako seryjniak ale znana z "Yellowstone" Hassie Harrison wcale nie ustępuje mu kroku) to jednak nie mają zbytnio z czym tutaj poszaleć. Za bardzo to wszystko zachowawcze, momentami jakby ugrzecznione - w szczególności sceny ataku rekinów są bardzo rozczarowujące. Ogólnie nie ma ich tutaj zbyt dużo i jest to zdecydowanie bardziej film "o seryjnym mordercy" niż "film o rekinach", ale tym bardziej te nieliczne momenty z nimi powinny robić dużo większe wrażenie.
Koniec końców dostajemy obrazek, który można obejrzeć bez większego bólu i zgrzytania zębami ale tylko wtedy, gdy przymkniemy oko na niezbyt rozgarnięte zachowania bohaterów. Potencjał był sporo większy ale zachowawczość mocno tutaj zabija jakiekolwiek ciekawe pomysły czy próby wyjścia poza schemat i całość niestety tonie w morzu przeciętności.
Tak na marginesie - ogóle strasznie słaby jest ten filmowy rok, poza "Nosferatu" Eggersa nie przypominam sobie nic, co zrobiłoby na mnie jakiekolwiek wrażenie, nawet pod względem czysto warsztatowym, dużo więcej było rozczarowań czy totalnych kasztanów.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
23-07-2025, 20:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-07-2025, 21:00 przez slepy51.)






