OGPUEE napisał(a):Gaslight (1944) - odkładałem i odkładałem. Aż w końcu ujrzałem. Można domyślić się tożsamości mordercy w momencie czytania listu w 20. minucie filmu. I gdy Cotten pojawił się w Tower, całkiem można dodać dwa do dwóch. Ale na tyle idzie interesująco, że sam ciekawiłem przebiegiem intrygi i jej motywami. Interesujące jest to, iż mamy tu męża-oprawcę, który powziął inną formę przemocy. Jest uprzejmy, daje słuszne uwagi i nie strofuje żony za jakieś błahostki. Taki złowieszczy Pepé Le Pew. Dużo zasługi w tym znakomitego Boyera. Bergman też świetnie zagrała, oddając stopniowe załamanie nerwowe. Z kolei pochwalę też Lansbury, która wciela się w niezłego małpiszona. Plus, nie sądziłem też, że to był jej debiut (myślałem, że Dorian Gray z jej udziałem powstał wcześniej). I miło, że nie tworzyli trójkąta miłosnego z postacią Cottena (zwłaszcza, że ten jest kawalerem). No i daje radę atmosfera wzmagana przez zdjęcia i scenografię.Ha, ja właśnie preferuję wersję brytyjską. Jest bardziej drapieżna, zdecydowanie mniej w niej hollywoodzkiego melodramatu. Amerykańska wersja wydała mi się jakaś taka... konwencjonalna.
8/10
Gaslight (1940) - dowiedział żem się, że jest wcześniejsza adaptacja sztuki. Brytyjska. Bardziej kameralny i mniej wystawniejszych ujęć u Amerykanów typu włoski zameczek. Za to ma ciekawszą czołówkę i parę rozwiązań inscenizacyjnyuch, jak pionowe cienie na ciele leżącej żony symbolizujące jej więzienie w toksycznym związku. Też widać, że wrażliwość anglosaskich cenzorów jest inna po obu stron Atlantyku - tu jest pokazane całe morderstwo poprzedniej właścicielki domu. I jawniej pokazują romans męża z Nancy. Intryga mniej oczywista, ale mąż bardziej śliski i apodyktyczny. Dlatego wolę podejście amerykańskie, bo mąż był bardziej zniuansowany, przez co bardziej groźny. Aktorzy może nie tak dobrzy co w remake'u, ale dobrze się sprawują, szczególnie główna para, zwłaszcza aktorka oddała trwający od dłuższego czasu wrak psychiczny. Warto zobaczyć chociażby dla porównania.
6/10
marsgrey21 napisał(a):Lake Mungo to priorytet.Lake Mungo to skończone arcydzieło nieoczywistej grozy które od lat rekomenduję na forum. Przerażająco smutny egzystencjalny horror z TYM ujęciem.
Co sam bym polecił z horrorów? Cóż, zawsze i wszędzie polecam Martina oraz The Invitation, choć to drugie pewnie sporo osób widziało.
29-09-2025, 22:23





