Death of a Unicorn (2025)
Szkoda fajnej obsady czyli Jenny Ortegi (pojawia się tak często co Tomasz Schuchardt w polskim kinie ostatnio, ale jeszcze nie przejadła mi się), Richarda E. Granta, Willa Poultera, którzy za wiele do grania nie mają. Jeśli bym kogoś wyróżnił z obsady to Anthony Carrigana najlepiej znanego z serialu HBO "Barry" gdzie grał najsympatyczniejszego gangusa Noho Hanka i Paula Rudda. Szczególnie bym wyróżnił Ant-mana, który pierwszy raz nie kojarzył mi się właśnie z Ant-manem ani nie gral kolejny raz Rudda, jak choćby w nowych Ghostbustersach, tylko zagrał zupełnie nową postać, ojca z problemami, który nie potrafi dogadać się z córką. Szanuję za próbę zagrania czegoś nowego, gościa do którego bardzo długo dociera, co źle robi. Doceniam też pomysł na film, ale film ostatecznie zamienia się w rzeźnię, trochę to taka tania wersja czegoś w stylu Parku Jurajskiego (choć akurat kiepskie CGI to najmniejszy problem filmu) tylko z jednorożcami zamiast dinozaurów i bardziej krwawa, dużo flaków na ekranie podlana sosem satyry i czarnej komedii. Coś ostatnio nie każdy film studia A24 dowozi, mimo swojej oryginalności w pomysłach, a Śmierć jednorożca to jedna z takich produkcji, czyli zmarnowany potencjał na dobrą rozrywkę. Ocena: 5/10.
The Phoenician Scheme (2025)
Pierwsze parę minut z katastrofą samolotu kupiło mnie i przyznaję, że kilka razy śmiechłem przez cały film, a role del Toro, Threapleton, a na drugim planie Michaela Cery (nie wiem czy to jego debiut u Wesa, a jeśli tak to dziwne, że dopiero teraz się pojawił, bo idealnie pasuje) i Richarda Ayoade zasługują na wyróżnienie, tak samo jak muzyka Desplata, ale czym dłużej film trwał to mnie zaczął trochę męczyć, choć nie jest za długi. Z Wesem Andersonem jest gorzej niż z Timem Burtonem, którego nowe filmy i seriale jak Wednesday jeszcze dostarczają mi czasami niezłej rozrywki, ale z Wesem jest tak że został tylko podziw dla realizacji, a emocji brak, więc byłem coraz bardziej znudzony, a jednocześnie ciężko uznać tą produkcje, że jest słaba, bo strona formalna jest tak jak zawsze mistrzowska. Ale trzeba odnotować jeden mały szczegół, zauważyłem małą ewolucję warstwy formalnej, bo statyczne ujęcia są burzone, są zoomy czy jazdy kamerą np w zabawnej scenie z plaskaczem. Więc coś tam Anderson dodał do swojej formy. Jest minimalnie lepiej niż w ostatnich filmach Andersona więc niech będzie naciągane 6/10.
Drop (2025)
Śmierć nadejdzie dziś była fajna, a dwójka jeszcze lepsza, choć wiem, że jestem w mniejszości, bo nie wszystkim podobało się to, że twórcy odeszli daleko od czegoś w stylu Krzyku do produkcji bliższej komedii SF w stylu Powrotu do przyszłości, ale kolejne filmy Christophera Landona uważam za nie najlepsze. Może jeszcze Freaky ujdzie, ale z Mamy tu ducha nic nie pamiętam, a to film z 23 roku i oglądałem jak sprawdziłem. No i właśnie zobaczyłem Przyjmij/Odrzuć, który ma ciekawy pomysł, choć oryginalności w scenariuszu za wiele nie ma i fajną dwójkę bohaterów granych przez Meghann Fahy (czy tylko mnie przypominała w niektórych scenach Michelle Pfeiffer?) i Brandon Sklenara (znam go ze spinoffa Yellowstone z Fordem i Mirren), ale film czym dłużej trwał to budził coraz mniejsze moje zainteresowanie, a zwłaszcza dobiła mnie koncówka, więc nie mogę dać więcej niż 4/10.
To jeden z bardziej niedocenianych horrorów ostatnich lat, z kapitalnym 20 minutowym początkiem, ktory można traktować jak osobną całość, taką krótkometrażówkę, a potem ogląda się tą produkcje jakby ją zrobil ukryty pod pseudonimem David Fincher. Film trzyma w napięciu, straszy, choć nie ma jump scarów, co jest plusem. Film jedzie głównie klimatem, ma świetną muzykę, zdjęcia, dobrze zagrany przez wszystkich i wyreżyserowany. Jak na horror to jest dość nietypowy, bo za wiele zgonów nie ma i brutalnych scen też mało. W sumie to można powiedzieć , że jest to kryminał, w którym bohater rozwiązuje sprawę o naturze paranormalnej.
Szkoda fajnej obsady czyli Jenny Ortegi (pojawia się tak często co Tomasz Schuchardt w polskim kinie ostatnio, ale jeszcze nie przejadła mi się), Richarda E. Granta, Willa Poultera, którzy za wiele do grania nie mają. Jeśli bym kogoś wyróżnił z obsady to Anthony Carrigana najlepiej znanego z serialu HBO "Barry" gdzie grał najsympatyczniejszego gangusa Noho Hanka i Paula Rudda. Szczególnie bym wyróżnił Ant-mana, który pierwszy raz nie kojarzył mi się właśnie z Ant-manem ani nie gral kolejny raz Rudda, jak choćby w nowych Ghostbustersach, tylko zagrał zupełnie nową postać, ojca z problemami, który nie potrafi dogadać się z córką. Szanuję za próbę zagrania czegoś nowego, gościa do którego bardzo długo dociera, co źle robi. Doceniam też pomysł na film, ale film ostatecznie zamienia się w rzeźnię, trochę to taka tania wersja czegoś w stylu Parku Jurajskiego (choć akurat kiepskie CGI to najmniejszy problem filmu) tylko z jednorożcami zamiast dinozaurów i bardziej krwawa, dużo flaków na ekranie podlana sosem satyry i czarnej komedii. Coś ostatnio nie każdy film studia A24 dowozi, mimo swojej oryginalności w pomysłach, a Śmierć jednorożca to jedna z takich produkcji, czyli zmarnowany potencjał na dobrą rozrywkę. Ocena: 5/10.
The Phoenician Scheme (2025)
Pierwsze parę minut z katastrofą samolotu kupiło mnie i przyznaję, że kilka razy śmiechłem przez cały film, a role del Toro, Threapleton, a na drugim planie Michaela Cery (nie wiem czy to jego debiut u Wesa, a jeśli tak to dziwne, że dopiero teraz się pojawił, bo idealnie pasuje) i Richarda Ayoade zasługują na wyróżnienie, tak samo jak muzyka Desplata, ale czym dłużej film trwał to mnie zaczął trochę męczyć, choć nie jest za długi. Z Wesem Andersonem jest gorzej niż z Timem Burtonem, którego nowe filmy i seriale jak Wednesday jeszcze dostarczają mi czasami niezłej rozrywki, ale z Wesem jest tak że został tylko podziw dla realizacji, a emocji brak, więc byłem coraz bardziej znudzony, a jednocześnie ciężko uznać tą produkcje, że jest słaba, bo strona formalna jest tak jak zawsze mistrzowska. Ale trzeba odnotować jeden mały szczegół, zauważyłem małą ewolucję warstwy formalnej, bo statyczne ujęcia są burzone, są zoomy czy jazdy kamerą np w zabawnej scenie z plaskaczem. Więc coś tam Anderson dodał do swojej formy. Jest minimalnie lepiej niż w ostatnich filmach Andersona więc niech będzie naciągane 6/10.
Drop (2025)
Śmierć nadejdzie dziś była fajna, a dwójka jeszcze lepsza, choć wiem, że jestem w mniejszości, bo nie wszystkim podobało się to, że twórcy odeszli daleko od czegoś w stylu Krzyku do produkcji bliższej komedii SF w stylu Powrotu do przyszłości, ale kolejne filmy Christophera Landona uważam za nie najlepsze. Może jeszcze Freaky ujdzie, ale z Mamy tu ducha nic nie pamiętam, a to film z 23 roku i oglądałem jak sprawdziłem. No i właśnie zobaczyłem Przyjmij/Odrzuć, który ma ciekawy pomysł, choć oryginalności w scenariuszu za wiele nie ma i fajną dwójkę bohaterów granych przez Meghann Fahy (czy tylko mnie przypominała w niektórych scenach Michelle Pfeiffer?) i Brandon Sklenara (znam go ze spinoffa Yellowstone z Fordem i Mirren), ale film czym dłużej trwał to budził coraz mniejsze moje zainteresowanie, a zwłaszcza dobiła mnie koncówka, więc nie mogę dać więcej niż 4/10.
(29-09-2025, 23:01)samuuel napisał(a):(29-09-2025, 21:07)Norton napisał(a): Co tam macie w planach na horrorowy październik? Porównajmy notatki:Empty Man bardzo mi się podobał jako supernatural neo-noir i mocno przesiąknięte Lovecraftem dzieło, i może wielu czepiało się tego filmu, ale mam słabość do takich rzeczy i dla mnie to pure fun.
- The Empty Man
Z pewnością nie znajdę czasu na obejrzenie wszystkich, więc w razie czego przestrzegajcie i polecajcie (również tytuły spoza listy). Coraz mniej interesujących, nieobejrzanych horrorów (większość powyższych wybrana z braku laku), a nie będę przecież co chwila oglądał staroci w stylu Häxan czy Körkarlen (choć niezgorsze to ciekawostki).
To jeden z bardziej niedocenianych horrorów ostatnich lat, z kapitalnym 20 minutowym początkiem, ktory można traktować jak osobną całość, taką krótkometrażówkę, a potem ogląda się tą produkcje jakby ją zrobil ukryty pod pseudonimem David Fincher. Film trzyma w napięciu, straszy, choć nie ma jump scarów, co jest plusem. Film jedzie głównie klimatem, ma świetną muzykę, zdjęcia, dobrze zagrany przez wszystkich i wyreżyserowany. Jak na horror to jest dość nietypowy, bo za wiele zgonów nie ma i brutalnych scen też mało. W sumie to można powiedzieć , że jest to kryminał, w którym bohater rozwiązuje sprawę o naturze paranormalnej.
Nie dziwię się, że nic o filmie nie słyszałem bo niby z 2020 roku, ale z napisów końcowych, wynika że to film z 2018 roku i przeleżał dwa lata na półce, bo to jeden z ostatnich filmów FOXA przed przejęciem wytwórni przez Disneya, a jak wyszedł to zebrał bardzo złe recenzje. No i dziwie się trochę, bo to dobra rozrywka. Choć może właśnie dlatego nie podoba się, bo takiego klasycznego horroru w The Empty Man jest bardzo mało. Wielu widzów też narzekało na nudę i zbyt długi czas trwania. Ja nie nudziłem się, film kupił mnie klimatem od pierwszych scen. Uważam też, że druga połowa jest dobra, a zwrot akcji z końcówki kupiłem (zresztą łatwo się go domyślić), ale pewnie dla wielu widzów za mało jest horroru w tym horrorze, więc uznali za przekombinowany film. Film był taką klapą, że nic więcej David Prior nie nakręcił, robi głownie w serialach. W 2022 roku wyreżyserował dobry odcinek Autopsja w serialu w antologii Cabinet of Curiosities od del Toro i to wszystko. Facet całkowicie zniknął, a powinien robić tak często filmy co Eggers czy Aster.
30-09-2025, 01:24





