Mental napisał(a):twoje zdanie na temat "jednego z najlepszych filmów końca roku" (to musiała być zaiste koszmarna końcówka roku) przeczytałem i wynika z niego tyle, co z mini-recki zamieszczonej w tele tygodniu, czyli nic.A co ma wynikać? Miało coś wynikać? Nie dostałem tego okólnika.
Mental napisał(a):ja wiem, że dla ciebie każda filmowa życiówa to z automatu wybitne dzieło do refleksji i roztrząsańNie każda. Każda _dobra_. A to jest dobre kino, tak po prostu. Tak, sumiennie spisałeś wykorzystane przez Aronofsky'ego klisze. I co z tego wynika? Gucio. Powtarzam do znudzenia, że w kinie opowiedziano już o wszystkim i to sto pięćdziesiąt razy, więc nie w tym rzecz, O CZYM mówisz, a JAK. Aronofsky'emu udało się z tych klisz zbudować bardzo prawdziwą w swoim wydźwięku opowieść -- owszem, byłaby nieporównywalnie mniej prawdziwa, gdyby nie niósł jej na swoich barkach Rourke. Ujmę to tak: jak myślisz, skąd się biorą te wszystkie klisze? Powiem krótko (krótko, bo naprawdę nie uważam, żeby tu było o czym dyskutować): z życia. Jeszcze raz przejrzałem Twoją staranną listę i nie ma tam praktycznie niczego fałszywego. Na tym polega sztuka, że z przysłowiowych "okruchów życia" można zmontować film telewizyjny, który poleci w tvn7, a można zmontować kopiące po jajach dziełko. Aronofsky kopie po jajach.
Btw, nie dam głowy, bo nie pamiętam, gdzie tego szukać, ale coś mi się wydaje, że "blubry wymyślone przez scenarzystę w pijackim widzie" były po części improwizowane czy może napisane przez Rourke'a praktycznie o sobie samym. To raz, a dwa, że ta przemowa z ringu nie jest niczym niezwykłym w tym "sporcie". W filmie Aronofsky'ego nawet to, co nie jest prawdziwe, jednak jest.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
17-01-2009, 12:58






