(05-10-2025, 15:33)raven.second napisał(a): Wiedźmy (1990). Bardziej jak baśń, niż pełnoprawny horror, ale... no właśnie, ale. Gdybym to obejrzał za dzieciaka to pewnie miałbym koszmary, bo serio, design wiedźm (zwłaszcza głównej) jest świetny, sama koncepcja pozbycia się dzieciaków poprzez zamianę w myszki by ginęły z łap kotów czy w pułapkach, od trutek czy innych deratyzatorów również mocna... aż mam ochotę na coś w podobnym klimacie, z wiedźmami, czarownicami i innymi tego typu atrakcjami :) 7/10, a co.Scena z obrazem spokojnie by się znalazła w pełnoprawnym horrorze. W podobnym klimacie jest animowany Wielkomilud z 1989 r. (będący męskim odpowiednikiem Wiedźm), gdzie też są mroczne sceny. I polecam obczaić również Księżniczkę i chochliki, znacznie mniej mroczny animek, ale też mniej cukrząca baśń. A jak chcesz pełny mrok, to koniecznie Baśnie braci Grimm od Nippon Animation. Ich adaptacje Jasia i Małgosi, Sinobrodego, Kryształowej kuli i Starej wiedźmy z lasu to nightmare fuel pełną gębą (na youtube są wszystkie odcinki po polsku w wersji nieocenzurowanej).
Pomiot Cronenberga za mną, a teraz przede mną znów Cronenberg za sprawą nocnego plemienia Barkera i przy okazji pierwsza amerykańska pozycja w tegorocznym spooktoberze:
Nightbreed - ze wszystkich tytułów zgromadzonych na październik ten chciałem obejrzeć najbardziej. I jak większość tytułów, pierwszy raz oglądam. Oczywiście w wersji reżyserskiej, bo słyszałem że były młyny z wersją kinową. Jakby odniosło to sukces, to jestem pewien otrzymałby własny Saturday morning cartoon z linią zabawkową. BTW Potwory skojarzyły się mi z Little Monsters z Savage'em i Mandelem. Zwłaszcza jak Lori weszła do tabernakulum.
Gdybym był młodszy, pewnie bym się zakochał, bo ma wszystko. Mrok, różnorakie bestie, element fantastyczny, walka z bigotami, którym należy się utylizacja.
Z kolei muzyka Elfmana bardzo przywodzi na myśl Batmana. W sumie też mnie się podoba, choć widać, że to zaczątek czegoś większego. Ale z kolei reżyser postarał się, by stanowiło to jako tako zamkniętą całość. Główny hero zdecydowanie bezbarwny i to przykład, gdzie protagonista jest najsłabszym bohaterem i ciekawsza jest reszta. Aktorka Lori urocza i nie chce, żeby coś się jej stało. Przy okazji Cronenberga, zaskoczyłem się widząc go wymienionego jako aktora i to o dużej roli. Ludzie straumatyzowani jego twórczością (jak moja siostra po seansie Muchy) powinni być usatysfakcjonowani, bo gra złoczyńcę. Cronenberg widać, że nie jest aktorem, ale w przypadku to działa na korzyść, bo czuć że coś jest nie tak w tym kolesiu. I można szybko się domyśleć twistu, ale nie spodziewałem się, że tego co policja zrobiła po wyjściu Aarona z cmentarza.
Komentarz społeczny jest ewidentnie widoczny, zwłaszcza najgorszymi postaciami są tu najbardziej wredne białe psiarskie, wzięte z koszmarów dindu. Ale jednocześnie Barker ma jakieś wyczucie i jednoznacznie nie wiąże nocnego plemienia z jakąś konkretną ciemiężoną grupą. Zaskoczyło, że ksiądz przymuszony do roboty, też okazał się dobry.
Widać większy budżet, i choć nie mogę odmówić reżyserskiej ręki i znakomitej charakteryzacji, to są pewne niedociągnięcia w fx-ach, jak kilka kiepskich matte-paiting. Stop-motion też nie lepsze i jednak lepiej, że potwory odgrywali aktorzy, choć projektowani w większości na jedną modłę (czyli dwunogi). Ja zaliczam ten film do kategorii nieoszlifowanego diamentu. Nie ma rozczarowania, ale czuć że Barker chciał połapywać za dużo sroczych ogonów.
7/10
05-10-2025, 22:37






