W tym roku polskim przedstawicielem straszdziernika został ten obraz.
I też pierwsze większe rozczarowanie. Znaczy się, domyślałem się, iż to polski horror z czasów gdy był komedią. I także nie mogę odmówić klimatu, aktorstwo i sprawnej ręki reżysera. Jednak widać, że to ten okres, gdy z tego typu kinem gatunkowym jeszcze się błąkano u nas. I gdyby powstał w kraju o większych tego typu tradycjach, to byłby obowiązkowym klasykiem. No i jest parę niezamierzenie śmiesznych momentów, jak pogoń za myszowatym Jerzym Stuhrem przypominająca Benny'ego Hilla. A Michał Bajor sposób biegu zgapił od Seagala.
Ładnie oddany klimat lat 30. A nieliczne efekty wizualne nie budzą o dziwo żenady. Nawet jest fikuśne przechylenie kamery. Jak to dobrze, że doczekał się rekonstrukcji i można faktycznie obiektywnie ocenić, bo z dawnymi kopiami to wypadało różnie. No i też dużo wiarygodności dodają aktorzy - np. Szapołowska z kruchej i niepewnej nauczycielki do wyuzdanego wampa. Czy Stuhr będący wpierw tchórzliwym szaraczkiem, a potem wyrachowanym pionkiem. Zelnik jaki tu przystojny.
Gdyby nie nazwisko Krzesimira Dębskiego w czołówce, przysiągłbym że muzę robił Andrzej Korzyński. No i jak Kryst mówił, Koprowicz zrozumiał, iż horror polega na atmosferze i nie trzeba wielkich fajerwerków. Np. klimatyczna też była mieścina Orwiczów, jak ulał pasująca do horrorowej scenerii.
Widać te ambicje Koprowicza i miło, że nie porywał się z motyką na słońce i tym nie wykopyrtnął. Ale faktycznie można określić jako "niezły" i szczerze mówiąc z chęcią ujrzałbym remake. Na pewno bardziej by temu filmowi pasowałby niż Nieśmiertelnemu czy Pamięci absolutnej.
7/10
I też pierwsze większe rozczarowanie. Znaczy się, domyślałem się, iż to polski horror z czasów gdy był komedią. I także nie mogę odmówić klimatu, aktorstwo i sprawnej ręki reżysera. Jednak widać, że to ten okres, gdy z tego typu kinem gatunkowym jeszcze się błąkano u nas. I gdyby powstał w kraju o większych tego typu tradycjach, to byłby obowiązkowym klasykiem. No i jest parę niezamierzenie śmiesznych momentów, jak pogoń za myszowatym Jerzym Stuhrem przypominająca Benny'ego Hilla. A Michał Bajor sposób biegu zgapił od Seagala.
Ładnie oddany klimat lat 30. A nieliczne efekty wizualne nie budzą o dziwo żenady. Nawet jest fikuśne przechylenie kamery. Jak to dobrze, że doczekał się rekonstrukcji i można faktycznie obiektywnie ocenić, bo z dawnymi kopiami to wypadało różnie. No i też dużo wiarygodności dodają aktorzy - np. Szapołowska z kruchej i niepewnej nauczycielki do wyuzdanego wampa. Czy Stuhr będący wpierw tchórzliwym szaraczkiem, a potem wyrachowanym pionkiem. Zelnik jaki tu przystojny.
Gdyby nie nazwisko Krzesimira Dębskiego w czołówce, przysiągłbym że muzę robił Andrzej Korzyński. No i jak Kryst mówił, Koprowicz zrozumiał, iż horror polega na atmosferze i nie trzeba wielkich fajerwerków. Np. klimatyczna też była mieścina Orwiczów, jak ulał pasująca do horrorowej scenerii.
Widać te ambicje Koprowicza i miło, że nie porywał się z motyką na słońce i tym nie wykopyrtnął. Ale faktycznie można określić jako "niezły" i szczerze mówiąc z chęcią ujrzałbym remake. Na pewno bardziej by temu filmowi pasowałby niż Nieśmiertelnemu czy Pamięci absolutnej.
7/10
07-10-2025, 18:17





