Wpierw ujrzałem dwie twarze doktora Jekylla, a potem innego Brytola z tego samego roku:
Peeping Tom (1960) - przyznam się... Nie wiem co powiedzieć. Bardziej to film psychologiczny niż straszak, bo sporo jest skupienia na psychice głównego bohatera, dając mu sporo sympatii i zrozumienia, iż Mark potrzebuje pomocy psychologa. Jeśli chodzi o klasycznej grozy, to głównie występuje obawa czy główny bohater nie zdecyduje skrzywdzić swej sąsiadki. Prócz trochę ambitniejszej fabuł, to postarano się także o realizację, chociażby bardziej wysmakowane zdjęcia (jak spadające pisadła w slow-mo czy poczatek w jakichś slumsach). I kolorowiutki jak w argentowej Suspirii. Nic dziwnego, skoro za całość odpowiadał Michael Powell, ten od The Archers. O ile Carl Boehm wiarygodnie odegrał seryjniaka, a jego partnerka też jest OK, tak reszta aktorów najwyżej przeciętna. I reżyser w postaci angielskiego Louisa de Funèsa też niezbyt pasował. Rozczarowaniem bym nie nazwał, ale czegoś mi zabrakło.
7,5/10
Peeping Tom (1960) - przyznam się... Nie wiem co powiedzieć. Bardziej to film psychologiczny niż straszak, bo sporo jest skupienia na psychice głównego bohatera, dając mu sporo sympatii i zrozumienia, iż Mark potrzebuje pomocy psychologa. Jeśli chodzi o klasycznej grozy, to głównie występuje obawa czy główny bohater nie zdecyduje skrzywdzić swej sąsiadki. Prócz trochę ambitniejszej fabuł, to postarano się także o realizację, chociażby bardziej wysmakowane zdjęcia (jak spadające pisadła w slow-mo czy poczatek w jakichś slumsach). I kolorowiutki jak w argentowej Suspirii. Nic dziwnego, skoro za całość odpowiadał Michael Powell, ten od The Archers. O ile Carl Boehm wiarygodnie odegrał seryjniaka, a jego partnerka też jest OK, tak reszta aktorów najwyżej przeciętna. I reżyser w postaci angielskiego Louisa de Funèsa też niezbyt pasował. Rozczarowaniem bym nie nazwał, ale czegoś mi zabrakło.
7,5/10
12-10-2025, 13:33





