Piknik pod Wiszącą Skałą - tym razem krótka piłka poza trybem straszdziernika. Aczkolwiek jak widziałem zapowiedzi w TVP za dzieciaka, z tą ponurą muzyką sprawiała wrażenie jakiegoś dreszczowca*. Zwłaszcza, że motywem jest tajemnicze zniknięcie w odludnej lokalizacji. I za sprawą szczecińskiego Pioniera wreszcie ujrzałem (i to na dużym ekranie).
W Australii nawet kupa kamieni potrafi być śmiertelna (w filmie pada kwestia, żeby pensjonariuszki uważały na jadowite mrówki i węże). Przede wszystkim bardziej dramat subtelnie mówiący o konwenansach. Idzie to w skupienie się na nastrojach po zaginięciu. Pokazano też dramat dyrektorki, której szkoła traci reputację. I też niewiele wyjaśnia - nie tyle co los zaginionych, ale . Wzmaga to oniryczny klimat wspierany przez zdjęcia i fletnie Pana. Sama skała ma jakby ludzkie rysy. Mnie zaskoczył spory wątek angielskiego Rudolfa i jego australijskiego kumpla z niższych warstw, bo spodziewałem się pełnej kobiecocentryczności (początek z uczennicani skojarzył się z Madeline ;)). Szczerze mówiąc trochę czego innego spodziewałem i inne filmy Weira bardziej przypadły mi do gustu. I dobrze się stało, że dopiero oglądałem, bo może ocena byłaby gorsza.
Wahałbym się pomiędzy 7 a 8/10.
* Na końcowym spotkaniu z Leszkiem Hermanem jeden z prowadzących stwierdził, że książkowy oryginał ma vibe horroru, zwłaszcza w opisach.
W Australii nawet kupa kamieni potrafi być śmiertelna (w filmie pada kwestia, żeby pensjonariuszki uważały na jadowite mrówki i węże). Przede wszystkim bardziej dramat subtelnie mówiący o konwenansach. Idzie to w skupienie się na nastrojach po zaginięciu. Pokazano też dramat dyrektorki, której szkoła traci reputację. I też niewiele wyjaśnia - nie tyle co los zaginionych, ale . Wzmaga to oniryczny klimat wspierany przez zdjęcia i fletnie Pana. Sama skała ma jakby ludzkie rysy. Mnie zaskoczył spory wątek angielskiego Rudolfa i jego australijskiego kumpla z niższych warstw, bo spodziewałem się pełnej kobiecocentryczności (początek z uczennicani skojarzył się z Madeline ;)). Szczerze mówiąc trochę czego innego spodziewałem i inne filmy Weira bardziej przypadły mi do gustu. I dobrze się stało, że dopiero oglądałem, bo może ocena byłaby gorsza.
Wahałbym się pomiędzy 7 a 8/10.
* Na końcowym spotkaniu z Leszkiem Hermanem jeden z prowadzących stwierdził, że książkowy oryginał ma vibe horroru, zwłaszcza w opisach.
14-10-2025, 20:29
Spoiler




