Damian McCarthy? Kojarzę, kojarzę. Brylancik do oszlifowania, potencjał na awans do horrorowej ekstraklasy. Błyskawicznie objawia talent do budowania napięcia bez uciekania się do tanich sztuczek. Niech no tylko nieco dopracuje skrypty...
Paradoksalnie kardynalna wada Caveat stanowi zarazem spory atut. Fabuły starczyłoby na krótki metraż, takoż przez 90 minut (a więc niewiele) unaoczniają się braki w materiale bazowym. Reżyser, chcąc nie chcąc, zmuszony jest zaszywać ubytki skrawkami z innych bel. Kiecka może i przykrótka, ale robi wrażenie (zwłaszcza na fetyszystach). McCarthy upodobał sobie minimalizm; do wytworzenia "klimaciku" wystarczy mu prosty rekwizyt (dziwaczna figurka królika z bębenkiem). Może i zbytnio udziwnia i buduje opowieść na "wydumanych" fundamentach (bolączka nieco mniej irytująca w późniejszym Oddity*), ale ostatecznie broni się w najistotniejszej kwestii: wzbudzaniu strachu/niepokoju. Nie wykłada też kawy na ławę i pozwala widzowi samodzielnie uzupełnić puste pola, przez co wspomniana, z pozoru prościutka historyjka, nabiera głębi. Zaraz minie pełna doba od seansu, a film nie opuszcza łba, bo dostrzegam kolejne, nieoczywiste zrazu warstwy. Doceniam tego typu subtelne tworzenie tła opowieści (bogatego na tyle, by starczyło na... co najmniej kolejny szorcik, hehe). Kurde, polecam Caveat. Żaden tam geniusz, ale zaskakująco udana próba.
* Oddity też dobre, może nawet lider grupy pościgowej (obok Empty Mana i ciut przed Bering Her Back) wśród horrorków z tej dekady. Udziwnienia jakby lepiej wpasowane w fabułę, a kilka zgrabnie zastosowanych patentów przeobraziło się w straszakowe perełki.
Paradoksalnie kardynalna wada Caveat stanowi zarazem spory atut. Fabuły starczyłoby na krótki metraż, takoż przez 90 minut (a więc niewiele) unaoczniają się braki w materiale bazowym. Reżyser, chcąc nie chcąc, zmuszony jest zaszywać ubytki skrawkami z innych bel. Kiecka może i przykrótka, ale robi wrażenie (zwłaszcza na fetyszystach). McCarthy upodobał sobie minimalizm; do wytworzenia "klimaciku" wystarczy mu prosty rekwizyt (dziwaczna figurka królika z bębenkiem). Może i zbytnio udziwnia i buduje opowieść na "wydumanych" fundamentach (bolączka nieco mniej irytująca w późniejszym Oddity*), ale ostatecznie broni się w najistotniejszej kwestii: wzbudzaniu strachu/niepokoju. Nie wykłada też kawy na ławę i pozwala widzowi samodzielnie uzupełnić puste pola, przez co wspomniana, z pozoru prościutka historyjka, nabiera głębi. Zaraz minie pełna doba od seansu, a film nie opuszcza łba, bo dostrzegam kolejne, nieoczywiste zrazu warstwy. Doceniam tego typu subtelne tworzenie tła opowieści (bogatego na tyle, by starczyło na... co najmniej kolejny szorcik, hehe). Kurde, polecam Caveat. Żaden tam geniusz, ale zaskakująco udana próba.
* Oddity też dobre, może nawet lider grupy pościgowej (obok Empty Mana i ciut przed Bering Her Back) wśród horrorków z tej dekady. Udziwnienia jakby lepiej wpasowane w fabułę, a kilka zgrabnie zastosowanych patentów przeobraziło się w straszakowe perełki.
16-10-2025, 19:30





