Dotychczas były różne gatunkowe straszydła, to teraz coroczny minicykl universalowych straszydeł. I pierwszy jest Władek Drakula:
Dracula (1979) - chyba to największe zaskoczenie tego spooktoberu. Jakoś miałem w opinii, że to jeden z bardziej średnich ekranizacji, bo mniej się ją przywołuje, a to okazała się całkiem zajebista produkcja. Dużo dała ta ówczesna estetyka lat 70. W pierwszej scenie wąpierz wyrywa gardło jakiemuś nieszczęśniku. A na taśmie dominują zimne, zdesaturowane kolory. Ogólnie atmosfera smętna jak ogon lisa po świerzbie - m.in. Yorkshire, wystrój upiornego psychiatryka, niezbyt ogładne klasy robotnicze czy bolesna śmierć Miny.
Film to tak naprawdę ekranizacja sztuki Hamilton Deane'a, więc sporo też jest zmian względem Stokera (czy sztuki, która też swoje zmieniała - nie wiem) - akcja dzieje się wyłącznie w Anglii, a też nieco później, bo w epoce edwardiańskiej. Ale też sporo jest wiernych elementów - to chyba pierwsza i jedyna znana mi ekranizacja, gdzie wzorem powieści Drakula jest Seklerem. Ale w przeciwieństwie do powieści faktycznie wampir góruje i to ludzcy bohaterowie błądzą jak dzieci we mgle, a także zadbano o realizm. Jak Lucy jak słyszy, że Minę zabił wąpierz, to jak każdy normalny człowiek bierze to za ciemnogrodzkie brednie (podobnie Jonathan). I łatwiej można uwierzyć, czemu uczony jakim jest Van Helsing jest w stanie w nie uwierzyć, bo Mina jest jego córką i facio w swej rozpaczy jest zdesperowany. Nie spodziewałem się tak dobrze wyglądającego filmu. Czuć ten syf Whitby, a z kolei Carfax wygląda jak rezydencja Władcy Ciemności z Legendy. W ogóle przyłożyli do realizacji i widać większy budżet względem poprzednich ekranizacji. Wita nas ujęcie robione z helikoptera. A wilka gra wilk, a nie jakiś pies.
Langella jest inny od interpretacji Lugosiego czy Lee. Idzie w stronę tego przystojniaka, który cię uwiedzie sadząc łzawe i czułe słówka i skutecznie wprowadzi ten syndrom sztokholmski. Harker też fajny, mniej pipowaty i patrzy z jawną wzgardą, gdy Drakul podbija do jego narzeczonej. Za to największe pochwały się należą Kate Nelligan. Widać jej rozpacz po śmierci przyjaciółki, a potem zmienia się w niejednoznacznego upiora, równie groźnego co jej groomer.
Co bym skrytykował, to że Władek dał się w finale pokonać jak złoczyńca ze Scooby-Doo, gdy wcześniej był potężnym i mającym 5 planów do przodu Batmanem. Ale tak, to ten film urasta do czołówki straszdziernika 2025.
8/10 ze wskazaniem na 9/10
Dracula (1979) - chyba to największe zaskoczenie tego spooktoberu. Jakoś miałem w opinii, że to jeden z bardziej średnich ekranizacji, bo mniej się ją przywołuje, a to okazała się całkiem zajebista produkcja. Dużo dała ta ówczesna estetyka lat 70. W pierwszej scenie wąpierz wyrywa gardło jakiemuś nieszczęśniku. A na taśmie dominują zimne, zdesaturowane kolory. Ogólnie atmosfera smętna jak ogon lisa po świerzbie - m.in. Yorkshire, wystrój upiornego psychiatryka, niezbyt ogładne klasy robotnicze czy bolesna śmierć Miny.
Film to tak naprawdę ekranizacja sztuki Hamilton Deane'a, więc sporo też jest zmian względem Stokera (czy sztuki, która też swoje zmieniała - nie wiem) - akcja dzieje się wyłącznie w Anglii, a też nieco później, bo w epoce edwardiańskiej. Ale też sporo jest wiernych elementów - to chyba pierwsza i jedyna znana mi ekranizacja, gdzie wzorem powieści Drakula jest Seklerem. Ale w przeciwieństwie do powieści faktycznie wampir góruje i to ludzcy bohaterowie błądzą jak dzieci we mgle, a także zadbano o realizm. Jak Lucy jak słyszy, że Minę zabił wąpierz, to jak każdy normalny człowiek bierze to za ciemnogrodzkie brednie (podobnie Jonathan). I łatwiej można uwierzyć, czemu uczony jakim jest Van Helsing jest w stanie w nie uwierzyć, bo Mina jest jego córką i facio w swej rozpaczy jest zdesperowany. Nie spodziewałem się tak dobrze wyglądającego filmu. Czuć ten syf Whitby, a z kolei Carfax wygląda jak rezydencja Władcy Ciemności z Legendy. W ogóle przyłożyli do realizacji i widać większy budżet względem poprzednich ekranizacji. Wita nas ujęcie robione z helikoptera. A wilka gra wilk, a nie jakiś pies.
Langella jest inny od interpretacji Lugosiego czy Lee. Idzie w stronę tego przystojniaka, który cię uwiedzie sadząc łzawe i czułe słówka i skutecznie wprowadzi ten syndrom sztokholmski. Harker też fajny, mniej pipowaty i patrzy z jawną wzgardą, gdy Drakul podbija do jego narzeczonej. Za to największe pochwały się należą Kate Nelligan. Widać jej rozpacz po śmierci przyjaciółki, a potem zmienia się w niejednoznacznego upiora, równie groźnego co jej groomer.
Co bym skrytykował, to że Władek dał się w finale pokonać jak złoczyńca ze Scooby-Doo, gdy wcześniej był potężnym i mającym 5 planów do przodu Batmanem. Ale tak, to ten film urasta do czołówki straszdziernika 2025.
8/10 ze wskazaniem na 9/10
17-10-2025, 19:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-10-2025, 20:13 przez OGPUEE.)





