Heart Eyes (2025)
Morderca (dość oryginalna maska) poluje na zakochanych w walentynki, ale tym razem się pomylił, bo wziął za cel dwóch pracowników firmy produkującej biżuterie, którzy dopiero co zaczęli ze sobą współpracować i próbują wymyślić nową reklamę na której firma planuje zarobić dużo kasy. Udane połączenie slashera z komedią romantyczną. Twórcy bawią się kliszami tych gatunków, szczególnie romcomu. Dwójka głównych (nie) zakochanych to sympatyczni bohaterowie, którym się kibicuje w walce z mordercą. Morderstwa są odpowiednio krwawe , mamy też zabawne dialogi, ogólnie to cały czas się coś dzieje. Z zainteresowaniem obserwuje się Olivię Holt i Masona Goodinga grających Ally i Jaya, jak się docierają na (nie) randce, a jednocześnie walczą z psychopatą. Przez cały film miałem wrażenie, że oglądam kolejną produkcje Christophera Landona, bo film ma podobny klimat co Freaky, Śmierć nadejdzie dziś (ale jedynka), i niewiele się pomyliłem, bo nie jest reżyserem, ale jednym ze współscenarzystów. Ocena: 6/10.
M3GAN 2.0 (2025)
Doceniam to, gdy twórcy filmów idą w sequelach w inne rejony, bawią się gatunkami, i tak zrobił Gerard Johnstone, który z wariacji nad "nawiedzonym dzieckiem" mającej w sobie elementy horroru w dwójce porzuca całkowicie takie klimaty i robi coś w stylu Terminatora 2 co już widać od pierwszych scen, a oprócz tego mamy w pewnym momencie coś w stylu pierwszej Szklanej Pułapki i nawet w jednej scenie musical. Nie mam nic przeciwko temu, ale nie przypominam sobie filmu, który oglądałbym na trzy posiedzenia (serio, to mój pierwszy raz, nawet na dwa posiedzenia nigdy żadnego filmu nie oglądałem). A nie byłem zmęczony, niewyspany, po prostu nie dałem rady tak mnie film znudził, choć doceniam za próbę zrobienia czegoś nowego i innego, ale to jest nieudany eksperyment. Ale żart z Seagalem na początku filmu, który wraca pod koniec doceniam. No i podobała mi się aktorka grająca meganową wersję złego terminatora z Terminatora 2 (albo terminatorki z Terminatora 3). Ocena: 3/10.
Weapons (2025)
Wśród krytyków i dziennikarzy panuje od kilku lat taka moda, że jeśli jest jakiś horror, który bawi się gatunkami, kliszami, albo czymś się wyróżnia to z miejsca uznawany jest za horror roku, a kiedyś takich słów używano głównie do horrorów od studia A24, ale jakiegoś czasu to się zmieniło (w 2025 roku mieliśmy też inne filmy, które już za premiery okrzyknięto horrorem roku, np Bring her back, a jestem pewien, że było jeszcze kilka innych horrorów, które reklamowano jako najlepsze kino grozy w 2025, których tytuły wyleciały mi z głowy. Przestałem się już na takie reklamy nabierać, więc nie przeżyłem rozczarowania, bo spodziewałem się dobrej rozrywki w stylu poprzedniego filmu , czyli Barbarian i to dostałem, a nie żadne kino zmieniające gatunek. I tak szczerze, to film mnie niczym nie zaskoczył.
Oczywiście jest świetnie zagrany przez wszystkich, też dzieciaka. Julia Garner w końcu ma rolę, w której może pokazać swój talent, wychodzi z szufladki serialu Ozark, a jeśli wcześniej miała takie role to przegapiłem. Jest dobrze zrealizowany i ma dobrą muzykę (napisaną przez reżysera), ale o większości współczesnych dobrych horrorów można powiedzieć, że dowożą od strony produkcji i aktorstwa. Doceniam to jak umiejętnie Cregger przechodzi z humoru w sceny w trzymające w napięciu, a raczej jak jedna i ta sama scena potrafi rozbawić i jednocześnie w tym samym momencie trzymać w napięciu i nie wybija to z filmu Weapons wyśmiewa klisze jak np sekwencja z jump scare,na którą Brolin reaguje - What the fu.... - czyli tak jakby widz zareagował. A zakończenie, które dzieli to nie uważam za takie po którym mógłbym się wkurzyć na reżysera i film skreślam, ani też nie zareagowałem tak, że wyrwało mnie z kapci i podniosę ocenę, bo od początku reżyser sugerował o czym może być historia..
Film ma dość prostą i przewidywalną fabułę opowiedzianą w stylu np Damona Lindelofa, on lubi się bawić w żonglowanie perspektywami. No może nie domyśliłem się co dokładnie z dzieciakami się stało, ale od sceny gdy nauczycielka obserwuje pewien dom, a to był pierwszy rozdział, czyli początek filmu, to mniej więcej domyślałem się w jaką stronę historia pójdzie. Są w filmie różne sugestie od początku w jaką stronę fabuła może eskalować, a że oglądałem Barbarian to nie byłem specjalnie zaskoczony. No i też Barbarian uważam za film bardziej zaskakujący, w tamtym filmie jednak mnie potrafił reżyser i scenarzysta zaskoczyć.
Nie przeszkadza mi to, że twórcę Weapons nie interesuje żaden przekaz, że Weapons to jest np metafora np współczesnej Ameryki, tylko jest czysta rozrywka i nic więcej. Nie każdy współczesny horror to musi być od razu dzieło artystyczne do rozmyślań, które ma kilka warstw w sobie, a dziennikarze, krytycy i widzowie będą wyciągać te warstwy z "cebuli", i zastanawiali się o co chodziło artyście. No chyba że zamiarem Zacha Creggera było pokazanie co wiadomo odkąd kino powstało, że komedia i horror to gatunki które są blisko siebie, bo wywołują reakcje ciała widzów (podskakujesz na horrorze, śmiejesz się na komedii) to się mu udało, bo połączył oba gatunki tak, że już bardziej przenikać się nie mogą.
W filmie jest sporo głupotek i to od początku, wiem że to satyra, ale np
i to trochę mnie kłuło w oczy, ale przez to, że film ma fajne postacie i humor, który mi przypasował, a twórca nie sili się na żadne wielkie dzieło, tylko rozrywkę to przymykam oko na te głupotki. Gdyby takie głupoty były w poważniejszym filmie to oceniłbym niżej a tak np na scenie finałowej jak z Evil Dead miałem banana na twarzy. Ocena: 7/10.
Morderca (dość oryginalna maska) poluje na zakochanych w walentynki, ale tym razem się pomylił, bo wziął za cel dwóch pracowników firmy produkującej biżuterie, którzy dopiero co zaczęli ze sobą współpracować i próbują wymyślić nową reklamę na której firma planuje zarobić dużo kasy. Udane połączenie slashera z komedią romantyczną. Twórcy bawią się kliszami tych gatunków, szczególnie romcomu. Dwójka głównych (nie) zakochanych to sympatyczni bohaterowie, którym się kibicuje w walce z mordercą. Morderstwa są odpowiednio krwawe , mamy też zabawne dialogi, ogólnie to cały czas się coś dzieje. Z zainteresowaniem obserwuje się Olivię Holt i Masona Goodinga grających Ally i Jaya, jak się docierają na (nie) randce, a jednocześnie walczą z psychopatą. Przez cały film miałem wrażenie, że oglądam kolejną produkcje Christophera Landona, bo film ma podobny klimat co Freaky, Śmierć nadejdzie dziś (ale jedynka), i niewiele się pomyliłem, bo nie jest reżyserem, ale jednym ze współscenarzystów. Ocena: 6/10.
M3GAN 2.0 (2025)
Doceniam to, gdy twórcy filmów idą w sequelach w inne rejony, bawią się gatunkami, i tak zrobił Gerard Johnstone, który z wariacji nad "nawiedzonym dzieckiem" mającej w sobie elementy horroru w dwójce porzuca całkowicie takie klimaty i robi coś w stylu Terminatora 2 co już widać od pierwszych scen, a oprócz tego mamy w pewnym momencie coś w stylu pierwszej Szklanej Pułapki i nawet w jednej scenie musical. Nie mam nic przeciwko temu, ale nie przypominam sobie filmu, który oglądałbym na trzy posiedzenia (serio, to mój pierwszy raz, nawet na dwa posiedzenia nigdy żadnego filmu nie oglądałem). A nie byłem zmęczony, niewyspany, po prostu nie dałem rady tak mnie film znudził, choć doceniam za próbę zrobienia czegoś nowego i innego, ale to jest nieudany eksperyment. Ale żart z Seagalem na początku filmu, który wraca pod koniec doceniam. No i podobała mi się aktorka grająca meganową wersję złego terminatora z Terminatora 2 (albo terminatorki z Terminatora 3). Ocena: 3/10.
Weapons (2025)
Wśród krytyków i dziennikarzy panuje od kilku lat taka moda, że jeśli jest jakiś horror, który bawi się gatunkami, kliszami, albo czymś się wyróżnia to z miejsca uznawany jest za horror roku, a kiedyś takich słów używano głównie do horrorów od studia A24, ale jakiegoś czasu to się zmieniło (w 2025 roku mieliśmy też inne filmy, które już za premiery okrzyknięto horrorem roku, np Bring her back, a jestem pewien, że było jeszcze kilka innych horrorów, które reklamowano jako najlepsze kino grozy w 2025, których tytuły wyleciały mi z głowy. Przestałem się już na takie reklamy nabierać, więc nie przeżyłem rozczarowania, bo spodziewałem się dobrej rozrywki w stylu poprzedniego filmu , czyli Barbarian i to dostałem, a nie żadne kino zmieniające gatunek. I tak szczerze, to film mnie niczym nie zaskoczył.
Oczywiście jest świetnie zagrany przez wszystkich, też dzieciaka. Julia Garner w końcu ma rolę, w której może pokazać swój talent, wychodzi z szufladki serialu Ozark, a jeśli wcześniej miała takie role to przegapiłem. Jest dobrze zrealizowany i ma dobrą muzykę (napisaną przez reżysera), ale o większości współczesnych dobrych horrorów można powiedzieć, że dowożą od strony produkcji i aktorstwa. Doceniam to jak umiejętnie Cregger przechodzi z humoru w sceny w trzymające w napięciu, a raczej jak jedna i ta sama scena potrafi rozbawić i jednocześnie w tym samym momencie trzymać w napięciu i nie wybija to z filmu Weapons wyśmiewa klisze jak np sekwencja z jump scare,na którą Brolin reaguje - What the fu.... - czyli tak jakby widz zareagował. A zakończenie, które dzieli to nie uważam za takie po którym mógłbym się wkurzyć na reżysera i film skreślam, ani też nie zareagowałem tak, że wyrwało mnie z kapci i podniosę ocenę, bo od początku reżyser sugerował o czym może być historia..
Film ma dość prostą i przewidywalną fabułę opowiedzianą w stylu np Damona Lindelofa, on lubi się bawić w żonglowanie perspektywami. No może nie domyśliłem się co dokładnie z dzieciakami się stało, ale od sceny gdy nauczycielka obserwuje pewien dom, a to był pierwszy rozdział, czyli początek filmu, to mniej więcej domyślałem się w jaką stronę historia pójdzie. Są w filmie różne sugestie od początku w jaką stronę fabuła może eskalować, a że oglądałem Barbarian to nie byłem specjalnie zaskoczony. No i też Barbarian uważam za film bardziej zaskakujący, w tamtym filmie jednak mnie potrafił reżyser i scenarzysta zaskoczyć.
Nie przeszkadza mi to, że twórcę Weapons nie interesuje żaden przekaz, że Weapons to jest np metafora np współczesnej Ameryki, tylko jest czysta rozrywka i nic więcej. Nie każdy współczesny horror to musi być od razu dzieło artystyczne do rozmyślań, które ma kilka warstw w sobie, a dziennikarze, krytycy i widzowie będą wyciągać te warstwy z "cebuli", i zastanawiali się o co chodziło artyście. No chyba że zamiarem Zacha Creggera było pokazanie co wiadomo odkąd kino powstało, że komedia i horror to gatunki które są blisko siebie, bo wywołują reakcje ciała widzów (podskakujesz na horrorze, śmiejesz się na komedii) to się mu udało, bo połączył oba gatunki tak, że już bardziej przenikać się nie mogą.
W filmie jest sporo głupotek i to od początku, wiem że to satyra, ale np
i to trochę mnie kłuło w oczy, ale przez to, że film ma fajne postacie i humor, który mi przypasował, a twórca nie sili się na żadne wielkie dzieło, tylko rozrywkę to przymykam oko na te głupotki. Gdyby takie głupoty były w poważniejszym filmie to oceniłbym niżej a tak np na scenie finałowej jak z Evil Dead miałem banana na twarzy. Ocena: 7/10.
21-10-2025, 02:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-10-2025, 02:58 przez michax.)
Spoiler




