(21-10-2025, 11:46)samuuel napisał(a):Ooo, to na pewno z nikt z forumowiczów nie będzie pamiętać, bo takich dinozaurów to tu nie ma* :). Swoja drogą to trafiłem z tym Belfegorem na porę seansu, bo tego samego dnia ktoś ograbił Luwr.(20-10-2025, 19:09)OGPUEE napisał(a): O, nawet nie wiedziałem, że u nas emisję miał ten serial z lat 60. Sądziłem, że franczyza zadebiutowała u nas za sprawą filmu kinowego.Znajomy mi o tym serialu opowiadał bo pamięta i żył wtedy przede wszystkim a były to lata 67-68. Rzecz podobno nosiła tytuł Belfegor czyli upiór Luwru a już czołówka, jak sam mi teraz pisze, była okropna :O, w sensie niepokojąca a nie do dupy
* A propo prehistorii:
Revenge of the Creature - jako reprezentant Potwora z Czarnej Laguny będzie jego sequel. Aż dziwne, że do tej pory nie zrobili remake’u oryginału. Nawet del Toro robił jedynie wariację. Właściwie del Toro zrimejkował ten akurat film, ponieważ i tu rybolud zostaje złapany do ośrodka naukowego i nie chce tu przebywać. Też zaskoczyłem się, że ponownie za kamerą stoi Jack Arnold.
Technicznie dalej jest dobrze, jest sporo ujęć podwodnych i Gill Man nadal wygląda jak żywy (jak na tamte lata). Witają zdjęcia florydzkiej przyrody udającej ta amazońską. I jak na robiony na szybko sequel przynajmniej nie jest to remake jedynki i fabuła jest naturalnym rozwinięciem tej z poprzednika. I tutaj ludzie wykazują troskę wobec Gill Mana i starają się go zaaklimatyzować. Zresztą jest sporo sympatii wobec potwora, który atakuje gdy jest sprowokowany, gdy np. nachalni reporterzy z ich fleszami rozjuszają go niczym King Konga. A miło też relacja romansowa głównej pary jest naturalna, bo razem pracują od dłuższego czasu.
Z drugiej strony to dość nudny film, słabo zagrany i czasem memicznie śmieszny, bo jak ogłaszają ucieczkę Gill Mana to ludzie uciekają w popłochu, mimo że rybiak wielkości człowieka mógłby zostać łatwo zneutralizowany. A przez spory kawałek jest przewidywalne romansidło między ichtiologiem a ichtiolożką (która i tak swoje serce trzyma dla rosłego wilczura). I jeszcze to nadużywanie "strasznego" motywu muzycznego, mimo że w większości potwór nie robi nic złowieszczego.
W sumie film byłby zapomniany, gdyby nie fakt, że to debiut Clinta Eastwooda. Przy czym inny sajfaj z początków jego kariery też mi bardziej przypadł do gustu (Tarantula jakby ktoś się pytał).
5/10
21-10-2025, 21:55





