Po azjatyckim Noroi znowu Północna Ameryka:
The Changeling (1980) - hm... film dystrybuowany przez AFD.
:)
A z dzisiejszej perspektywy i dbania o zdrowie, to obecny człowiek mógł pomyśleć, że 50-letni bohater Scotta to dziadek, a nie ojciec. Albo kwestia genów, bo pomiędzy nim a znacznie młodziej wyglądającą Jean Marsh jest jedynie dziesięć lat różnicy.
Zaś sam film... O kurczę, nie spodziewałem się. Pierwsza połowa filmu jest to trochę takie Amityville. Nawiedzona chałupa, która ma ten creepy factor i miałem wrażenie, iż na niektórych ujęciach był matte-painting. I zastanawia czy nadnaturalne wydarzenia łączą się z tragedią Johna (BTW też dowód, że ludzie byli jednak twardsi - facio traci nieszczęśliwie żonę i córkę, a mimo to szybko wraca do życia towarzyskiego). Sądziłem, że całość będzie przewidywalna i spodziewałem tożsamości nawiedzającego ducha, ale podczas seansu spirystycznego następuje zwrot o 180 stopni. I potem też zdaje się za dużo powiedzieć, by po chwili pozwolić skojarzyć fakty. Potem film staje przerażający w ten bardziej przyziemny sposób. I też w sumie smutny, bo w zasadzie główny zły cierpi za grzechy rodziny. Ogólnie świetna reżyseria i oddanie grozy. Nigdy bym nie przypuszczał, że reżyser rok później nakręci Zorro, ostrze szpady o innym spektrum gatunkowym (też zajebisty film).
W tym roku póki co Kanada dała mi najlepsze horrory straszdziernika.
9/10
The Changeling (1980) - hm... film dystrybuowany przez AFD.
:)
A z dzisiejszej perspektywy i dbania o zdrowie, to obecny człowiek mógł pomyśleć, że 50-letni bohater Scotta to dziadek, a nie ojciec. Albo kwestia genów, bo pomiędzy nim a znacznie młodziej wyglądającą Jean Marsh jest jedynie dziesięć lat różnicy.
Zaś sam film... O kurczę, nie spodziewałem się. Pierwsza połowa filmu jest to trochę takie Amityville. Nawiedzona chałupa, która ma ten creepy factor i miałem wrażenie, iż na niektórych ujęciach był matte-painting. I zastanawia czy nadnaturalne wydarzenia łączą się z tragedią Johna (BTW też dowód, że ludzie byli jednak twardsi - facio traci nieszczęśliwie żonę i córkę, a mimo to szybko wraca do życia towarzyskiego). Sądziłem, że całość będzie przewidywalna i spodziewałem tożsamości nawiedzającego ducha, ale podczas seansu spirystycznego następuje zwrot o 180 stopni. I potem też zdaje się za dużo powiedzieć, by po chwili pozwolić skojarzyć fakty. Potem film staje przerażający w ten bardziej przyziemny sposób. I też w sumie smutny, bo w zasadzie główny zły cierpi za grzechy rodziny. Ogólnie świetna reżyseria i oddanie grozy. Nigdy bym nie przypuszczał, że reżyser rok później nakręci Zorro, ostrze szpady o innym spektrum gatunkowym (też zajebisty film).
W tym roku póki co Kanada dała mi najlepsze horrory straszdziernika.
9/10
24-10-2025, 20:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-10-2025, 23:24 przez OGPUEE.)





