(31-10-2025, 16:06)Pelivaron napisał(a): The Ballad of a Small PlayerMam podobne zdanie, aż szkoda Farrella na taki bezjajeczny scenariusz, no ale czego się spodziewać po najbardziej znienawidzonym przeze mnie współczesnym reżyserze, czyli Edwardzie Bergerze, którego filmy pod makijażem wielkich emocji skrywają jedną wielką, treściową pustkę.
Panie, bida i nuda, że aż piszczy. Tylko Farrella szkoda bo się chłopak stara, a sam film to jakieś upośledzone dziecko "Między słowami" i neonowych filmów Refna. Jak chcielibyście sobie obejrzeć dobry film o toksycznym uzależnieniu od hazardu i upadku moralnym to nie tutaj.
I tak ocenię na wyrost, bo Farrell niesie cały film na barkach plus zdjęcia są naprawdę sztosem - 3/10.
Z jednym się tylko nie zgodzę, że zdjęcia nie są żadnym sztosem - postawienie kamery przed wieżowcami i świecącymi fontannami Makau i władowanie setek fajerwerków na drugim planie to nie ma nic wspólnego z dobrymi zdjęciami, to jest po prostu tanie efekciarstwo. Można powiedzieć, że tak samo jak tytułowy lord Doyle to pozer, który myśli, że jest wyrafinowany, bo ubrał krzykliwy garnitur i gra w skórzanych rękawiczkach, tak Berger myśli, że jest wyrafinowanym reżyserem, bo nakręci oczojebny film w luksusowych azjatyckich hotelach. Ten film raczej na oscarowe nominacje się nie załapie, ale co chłop zebrał niesłusznych laurów za Konklawe i Na zachodzie bez zmian to nigdy się z tym nie pogodzę.
Film nie jest tragiczny, ja daję 4/10 bo nawet bezboleśnie się to ogląda, ale gdyby nie Farrell, to byłby punkt niżej. Przy czym jest to ciekawy przypadek, że pomimo brawurowego aktorstwa, to postać jako taka jest zbudowana marnie.
04-11-2025, 09:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-11-2025, 09:21 przez simek.)





