Frankenstein od Del Toro ma w sumie tylko dwie prawdziwe wady (albo trzy, ale to nie tyle wada, co moje czepianie się): cgi zwierzątka, które nie rażą aż tak bardzo bo są w raptem paru scenach i kilku ujęciach i muzykę, która z kolei nie jest w żaden sposób charakterystyczna, ot, takie plumkanie w tle. Czepianie się z kolei to sama budowa filmu, bo nastawiłem się na coś innego, niż dostałem, więc moja wina, nie samego Toro ani Shelley.
Otóż w pierwszej chwili, gdy pojawiła się plansza tytułowa rozdziału, myślałem, że to będzie ta sama historia, opowiedziana z dwóch punktów widzenia, Wiktora i Potwora, od chwili obudzenia się aż do wiadomego momentu, a zamiast tego dostałem po prostu dwie różne historie: pierwsza Wiktora i druga Potwora, tyle :)
Reszta to naprawdę dobra rzecz, zaskakująco krwawa i soczysta gdy chodzi o wszystko co się wiąże z ciałami, czy ich fragmentami. Boli jednak ta muzyka, bo wszystko wygląda bardzo ładnie, scenografie są świetne, monumentalne wręcz, charakteryzacja także imponuje, stroje również, no wszystko cieszy oko i duszę, takie w sam raz 8/10.
Otóż w pierwszej chwili, gdy pojawiła się plansza tytułowa rozdziału, myślałem, że to będzie ta sama historia, opowiedziana z dwóch punktów widzenia, Wiktora i Potwora, od chwili obudzenia się aż do wiadomego momentu, a zamiast tego dostałem po prostu dwie różne historie: pierwsza Wiktora i druga Potwora, tyle :)
Reszta to naprawdę dobra rzecz, zaskakująco krwawa i soczysta gdy chodzi o wszystko co się wiąże z ciałami, czy ich fragmentami. Boli jednak ta muzyka, bo wszystko wygląda bardzo ładnie, scenografie są świetne, monumentalne wręcz, charakteryzacja także imponuje, stroje również, no wszystko cieszy oko i duszę, takie w sam raz 8/10.
07-11-2025, 21:49





