The 7th Voyage of Sinbad - nareszcie powtórka po latach. Lepiej się oglądało niż za pierwszym razem. Czuć tu idealnie ducha tej arabskiej przygody ze znajdywaniem skarbów czy walki z potworami i czarownikami. Warto też pochwalić, że występujący dzieciak nie jest irytujący i jest to całkiem odmienna rola dziecięca (młody jest dżinem) i trochę ma głębi zamiast być wciśniętym przez producenta jako utożsamiacz dla pacholęć. Pisanie, że efekty Harryhausena są znakomite to oczywistość. Co ja mogę wspomnieć, to jest przywiązanie do szczegółów jak na tamte lata, bo logicznie wyspę zamieszkuje więcej niż jeden cyklop. Ale z rzeczy technicznej to jest warte pochwalenia, to kultowa muzyka z początkiem na czele, który do tej pory pamiętam (soundtracki do późniejszych tak średnio, w zasadzie żadnego soundtracku z filmografii Harryhausena nie pamiętam).
By jednak nie było za dużo słodzenia. Już w czasach gimnazjalnych, gdy (pierwszy raz widziałem całą trylogię) mnie irytowała mało bliskowschodnio wyglądająca obsada. Oczywiście wiem, że to Hollywood z lat 50. i taki był klimat, ale widząc gładko ogolonego i z europejskimi rysami twarzy Sindbada mam wrażenie, że widzę bohatera z baśni braci Grimm niż tych z tysiąca i jednej nocy (plus nie pomaga mocno współczesne uczesanie). W dwóch późniejszych Sindbadach od Harryhausena aktorzy trochę lepiej byli dopasowani i sprzedający iluzję Araba - jakiś czarny zarost, turban itd. Też dano licencji artystycznej, bo cyklopi są wyłącznie w mitologii greckiej (a olbrzymi potwór z którym Sindbad walczył w jednej z podróży był po prostu czarnym humanoidem), ale wszystko to ma ręce i nogi i nie ma czucia dysonansu. Smok ma vibe arabskiego bestiariusza, no i do wyglądu cyklopa podeszło się niestandardowo, robiąc z niego przerośniętego satyra (czytałem gdzieś, że tak oryginalnie miał wyglądać Ymir z 20 Million Miles to Earth) i już przez to zapada pamięć. I prawdopodobnie to najlepsza ekranizacja Sindbada Żeglarza.
9/10
Jack the Giant Killer - też powtórka po milionie lat. I fun fact - mamy do czynienia z knock-offem z w/w Sindbada. Producent wziął nie tylko reżysera, ale aktorów grających głównego bohatera i czarny charakter - oczywiście powtarzają te same role. Pierwszy potwór zaś wygląda w cholerę podobnie do cyklopa, a bohaterowi pomaga magiczny spełniacz życzeń. Mathews już bardziej pasuje do brytyjskiego farmera (generalnie obsada dostarcza) i choć to typowy fantasy-miszmasz (bo mamy renesansowe ubiory w X-wiecznej Kornwalii plus dochodzi Wiking w skórze), to nie razi to, bo to wszystko w jednym okręgu kulturowym (no i Irlandia, Brytania i Skandynawia są sąsiadami).
Nie mogę odmówić widowiskowości i włożonego budżetu w kostiumy i scenografię. I całkiem sporo różnorodnych efektów specjalnych; zaskakująco najsłabsze to są efekty stop-motion. Z reguły animacja w większości jest solidna (za które odpowiadał Jim Danforth), a czasem widać wyraźnie braki i płynności i talentu animatorów, a i projekty postaci bardziej pasujące do bajki (sic!). I czuć, że bardziej było kierowane do dzieci; leprechaun wyjęty z Disneya (zanotować - w końcu nadrobić Darby'ego O'Gilla i krasnoludki). Ale jak na film dla dzieci, jest trochę krwi, a sam Cormoran jest pokonany dość brutalnie. W środku brakowało jeszcze jakiejś poklatkowej kreatury, gdy w Sindbadzie proporcje i odstępy w stop motion były lepiej wyważone. Przy czym jest akcja z fluoroscencyjnymi i fantazyjnymi wiedźmami i walka na zamku z magicznymi rycerzami, więc nie ma nudy. Generalnie jak na mockbuster, jest całkiem solidny i sam w sobie to przyzwoity familijny obrazek.
7/10
By jednak nie było za dużo słodzenia. Już w czasach gimnazjalnych, gdy (pierwszy raz widziałem całą trylogię) mnie irytowała mało bliskowschodnio wyglądająca obsada. Oczywiście wiem, że to Hollywood z lat 50. i taki był klimat, ale widząc gładko ogolonego i z europejskimi rysami twarzy Sindbada mam wrażenie, że widzę bohatera z baśni braci Grimm niż tych z tysiąca i jednej nocy (plus nie pomaga mocno współczesne uczesanie). W dwóch późniejszych Sindbadach od Harryhausena aktorzy trochę lepiej byli dopasowani i sprzedający iluzję Araba - jakiś czarny zarost, turban itd. Też dano licencji artystycznej, bo cyklopi są wyłącznie w mitologii greckiej (a olbrzymi potwór z którym Sindbad walczył w jednej z podróży był po prostu czarnym humanoidem), ale wszystko to ma ręce i nogi i nie ma czucia dysonansu. Smok ma vibe arabskiego bestiariusza, no i do wyglądu cyklopa podeszło się niestandardowo, robiąc z niego przerośniętego satyra (czytałem gdzieś, że tak oryginalnie miał wyglądać Ymir z 20 Million Miles to Earth) i już przez to zapada pamięć. I prawdopodobnie to najlepsza ekranizacja Sindbada Żeglarza.
9/10
Jack the Giant Killer - też powtórka po milionie lat. I fun fact - mamy do czynienia z knock-offem z w/w Sindbada. Producent wziął nie tylko reżysera, ale aktorów grających głównego bohatera i czarny charakter - oczywiście powtarzają te same role. Pierwszy potwór zaś wygląda w cholerę podobnie do cyklopa, a bohaterowi pomaga magiczny spełniacz życzeń. Mathews już bardziej pasuje do brytyjskiego farmera (generalnie obsada dostarcza) i choć to typowy fantasy-miszmasz (bo mamy renesansowe ubiory w X-wiecznej Kornwalii plus dochodzi Wiking w skórze), to nie razi to, bo to wszystko w jednym okręgu kulturowym (no i Irlandia, Brytania i Skandynawia są sąsiadami).
Nie mogę odmówić widowiskowości i włożonego budżetu w kostiumy i scenografię. I całkiem sporo różnorodnych efektów specjalnych; zaskakująco najsłabsze to są efekty stop-motion. Z reguły animacja w większości jest solidna (za które odpowiadał Jim Danforth), a czasem widać wyraźnie braki i płynności i talentu animatorów, a i projekty postaci bardziej pasujące do bajki (sic!). I czuć, że bardziej było kierowane do dzieci; leprechaun wyjęty z Disneya (zanotować - w końcu nadrobić Darby'ego O'Gilla i krasnoludki). Ale jak na film dla dzieci, jest trochę krwi, a sam Cormoran jest pokonany dość brutalnie. W środku brakowało jeszcze jakiejś poklatkowej kreatury, gdy w Sindbadzie proporcje i odstępy w stop motion były lepiej wyważone. Przy czym jest akcja z fluoroscencyjnymi i fantazyjnymi wiedźmami i walka na zamku z magicznymi rycerzami, więc nie ma nudy. Generalnie jak na mockbuster, jest całkiem solidny i sam w sobie to przyzwoity familijny obrazek.
7/10
20-11-2025, 14:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-12-2025, 18:08 przez OGPUEE.)






