Przypomniałem sobie The Hand that Rocks the Cradle z Rebeccą de Mornay i Annabelle Sciorrą, bo pojawił się dziś na D+ remake z Maiką Monroe i Mary Elizabeth Winstead Spoko się ogląda, ale żeby remakować go, to żaden klasyk. Córkę głównych bohaterów gra Madeline Zima, czyli laska znana dziś z rol mocno rozerotyzowanych, np w Californication i w Twin Peaks 3 serii grała. No i przez to trochę dziwnie się oglądało Zimę jako dziewczynkę, a nawet jakbym jej nazwiska w napisach nie zauważył to bym poznal bo mając te 10 lat czy ile miała to prawie nic się nie zmieniła z twarzy. I obejrzałem tez remake, który jest beznadziejny. Przede wszystkim nie polubiłem żadnego z bohaterów, w przeciwieństwie do bohaterów z oryginału, których z miejsca polubiłem, też drugoplanowych np faceta co pomagal rodzinie czy przyjaciółkę grana przez Julianne Moore. Jakoś tam zrozumieć można było nianię, wywoływała jakieś uczucia, a do jej odpowiednika w remake'u to nie miałem żadnych uczuć, nawet negatywnych.. Ale jakbym nie wiedział że to remake to bym nie domyślił się, bo scenariusz przepisano na nowo. Jest to zupełnie inna historia.
Nie chodzi nawet o to, że odpowiednik De Mornay jest lesbijką, bo to nie ma żadnego znaczenia, ani nawet o to, że faceci są zupełnie niepotrzebni, np mąż Winstead dosłownie jest nieużyteczny, a w oryginale mąż miał jakąś sprawczość, coś robił. W nowej wersji mogło by go w ogóle nie być, ale zmienili choćby to jak się łączą losy głównych bohaterek. No i jest to zupełnie inne powiązanie co w oryginale, akurat w tej wersji jest to wydarzenie z dzieciństwa niani. Film jest nudny, a Monroe i Winstead nie mają co grać. No i muzyka jest okropna, w ogóle nie buduje klimatu tylko wybija z filmu. Za oryginał postawię 6/10, a remake dostanie 3/10.
Czy Winstead robiła sobie coś z twarzą? Niby nie widać, by robiła, ale jakb troche za bardzo się jej zmieniła twarz przez lata.
Nie chodzi nawet o to, że odpowiednik De Mornay jest lesbijką, bo to nie ma żadnego znaczenia, ani nawet o to, że faceci są zupełnie niepotrzebni, np mąż Winstead dosłownie jest nieużyteczny, a w oryginale mąż miał jakąś sprawczość, coś robił. W nowej wersji mogło by go w ogóle nie być, ale zmienili choćby to jak się łączą losy głównych bohaterek. No i jest to zupełnie inne powiązanie co w oryginale, akurat w tej wersji jest to wydarzenie z dzieciństwa niani. Film jest nudny, a Monroe i Winstead nie mają co grać. No i muzyka jest okropna, w ogóle nie buduje klimatu tylko wybija z filmu. Za oryginał postawię 6/10, a remake dostanie 3/10.
Czy Winstead robiła sobie coś z twarzą? Niby nie widać, by robiła, ale jakb troche za bardzo się jej zmieniła twarz przez lata.
20-11-2025, 04:01





