![[Obrazek: MV5BOTJmYjhmMmQtZTNjYy00OTgxLWJmOTUtZTI4...@._V1_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/M/MV5BOTJmYjhmMmQtZTNjYy00OTgxLWJmOTUtZTI4YmRhNTllN2VhXkEyXkFqcGc@._V1_.jpg)
Moskwa nad rzeką Hudson / Moscow on the Hudson, reż. Paul Mazursky (1984)
Bardzo fajny film - z jednej strony pełen nostalgii, ale z drugiej boleśnie szczery i obalający mit amerykańskiego snu. Robin Williams genialny, aczkolwiek nieco bardziej stonowany, pozbawiony aż takiej energii, jak na późniejszym etapie kariery. W tej roli jednak sprawdza się perfekcyjnie - bez przerysowania, bez komediowej ekspresji i potrzeby ożywiania każdej sceny. Czuć w tej postaci ciężar emocjonalny i to tłamszenie jednostki przez system, a później trudy procesu asymilacji w nowym miejscu i godzenia się z pierwotną naiwnością.
Pierwsza część, kiedy postać Robina jest jeszcze w ZSRR i przybywa do USA, była dla mnie lepsza, później tempo nieco spadło, było bardziej melancholijnie i nawet bym powiedział smutno, własnie z tego powodu trudnego procesu asymilacji głównego bohatera. Zresztą jest świetna scena, jak bohater uświadamia sobie, że USA wcale nie jest takie super i w swojej ojczyźnie to on chociaż wiedział, kto jest zły i na kogo trzeba uważać.
Film Mazursky'ego ma też bardzo fajny wątek romantyczny, któremu daleko do hollywoodzkich wyidealizowanych związków - żadnych romantycznego pierdololo, po prostu dwójka dorosłych ludzi, którzy w wchodzą ze sobą w relację, bardoz naturalna i autentyczna. Maria Conchita Alonso jest przurocza i stanowi fajną przeciwwagę dla postaci Robina.
Generalnie mega uroczy film, który nie jest żadną naiwną sztampą o amerykańskim śnie, do tego Robin Williams rzuci czasami jakimś słodko-gorzkim dowcipem. Jasne, ma przy tym pewne problemy z temptem, ale ogląda się to naprawdę dobrze. Mocne 7/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
29-11-2025, 20:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-11-2025, 20:12 przez Pelivaron.)





