W końcu obejrzałem Rocky Vs Drago i jak w przypadku poprzednich dircutów od Sly'a uczucia mieszane - z jednej strony fajnie zobaczyć sporo nowego materiału z jednego z moich ulubionych filmów, z drugiej - sporo zmian nic w sumie nie wnosi, a za to irytuje bo zastępuje rzeczy, które zdecydowanie bardziej lubiłem. Nowe sceny przeważnie są takie sobie, do tego czasami montaz jest dziwny np szereg reaction shotów żony Creeda przy pierwszej walce wydaje się troche z dupy, a wycięcie większości roli Nielsen zostawia niesmak. Za robotem niby nie tęsknię jakoś szczególnie ale była to, jakby nie patrzeć, część 80sowego uroku tego filmu więc w jakiś sposób mi go mimo wszystko brakowało. Wstęp zrobiony bez sensu, za dużo powtórki z trójki (ale brakuje ostatniej sceny - a ta była akurat taka, że jak dla mnie warto ją było powtórzyć), w oryginale ta częśc wypadała zdecydowanie lepiej. W paru miejscach jakieś z dupy wstawki tekstów Sly'a z offu (w tym jeden z tekstów które w wersji kinowej były normalnie i wypadało to o wiele lepiej). Na plus chyba policzyłbym rozklejenie sie Rocky'ego na pogrzebie Apolla, ale to w sumie jedyna fajniejsza nowa scena, no i walka Apolla wydawała się jakby trochę lepsza, ale brakowało jego potknięcia.
Ogólnie rzecz biorąc - fajna ciekawostka, można rzucic okiem, ale podobnie jak w przypadku Ex i Johna Rambo wracać będę do wersji kinowej.
Co do kadrowania - z początku trochę raziło, bo ewidentnie widac, że kadry są ciachnięte, ale potem jakoś przestałem zwracać uwagę - szczególnie, że ogólnie preferuję ten format.
Ogólnie rzecz biorąc - fajna ciekawostka, można rzucic okiem, ale podobnie jak w przypadku Ex i Johna Rambo wracać będę do wersji kinowej.
Co do kadrowania - z początku trochę raziło, bo ewidentnie widac, że kadry są ciachnięte, ale potem jakoś przestałem zwracać uwagę - szczególnie, że ogólnie preferuję ten format.
06-12-2025, 07:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-12-2025, 08:01 przez Gieferg.)





