No Other Choice
Park Chan-wook przypomina że to on jest najlepszym koreańskim reżyserem, a nie jakiś tam Bong. NOC to adaptacja powieści Donalda Westlake'a której nie czytałem, ale satyryczne zacięcie filmu kojarzy się nieco z jego scenariuszem do Ojczyma, choć w bardziej jawnie komediowym wydaniu. Pracownik fabryki papieru zostaje po 25 latach wiernej pracy wywalony na bruk. Po roku desperackich poszukiwań nowej posady, chcąc za wszelką cenę utrzymać standard życia rodziny, postanawia fizycznie wyeliminować aroganckiego delikwenta zatrudnionego w najbardziej atrakcyjnej firmie w branży. Wcześniej jednak trzeba uśmiercić dwóch potencjalnych rywalów do przyszłego wakatu. Jako że z bohatera żaden zabójca, jego kolejne próby wywołują lawinę groteskowo-pokracznych wydarzeń, a fakt że na cel bierze typów równie zdesperowanych i nieszczęśliwych jak on sam sprawia że cała historia nabiera nieoczekiwanego patosu.
Mistrzowska czarna tragikomedia ze znakomitą rolą Lee Byung-huna (dla większości "Front Man" z jakiegoś "Squidward Game", dla mnie Storm Shadow) i nienachalnie popisową realizacją. Sekwencja zabójstwa pierwszej ofiary dorównuje poziomem śmieszno-strasznego spaprania atakowi na parkę kochanków w Martinie od Romero. Końcowa puenta jest idealna.
9/10
Park Chan-wook przypomina że to on jest najlepszym koreańskim reżyserem, a nie jakiś tam Bong. NOC to adaptacja powieści Donalda Westlake'a której nie czytałem, ale satyryczne zacięcie filmu kojarzy się nieco z jego scenariuszem do Ojczyma, choć w bardziej jawnie komediowym wydaniu. Pracownik fabryki papieru zostaje po 25 latach wiernej pracy wywalony na bruk. Po roku desperackich poszukiwań nowej posady, chcąc za wszelką cenę utrzymać standard życia rodziny, postanawia fizycznie wyeliminować aroganckiego delikwenta zatrudnionego w najbardziej atrakcyjnej firmie w branży. Wcześniej jednak trzeba uśmiercić dwóch potencjalnych rywalów do przyszłego wakatu. Jako że z bohatera żaden zabójca, jego kolejne próby wywołują lawinę groteskowo-pokracznych wydarzeń, a fakt że na cel bierze typów równie zdesperowanych i nieszczęśliwych jak on sam sprawia że cała historia nabiera nieoczekiwanego patosu.
Mistrzowska czarna tragikomedia ze znakomitą rolą Lee Byung-huna (dla większości "Front Man" z jakiegoś "Squidward Game", dla mnie Storm Shadow) i nienachalnie popisową realizacją. Sekwencja zabójstwa pierwszej ofiary dorównuje poziomem śmieszno-strasznego spaprania atakowi na parkę kochanków w Martinie od Romero. Końcowa puenta jest idealna.
9/10
08-12-2025, 21:55





