Ja przestałęm pisać po każdym odcinku bo akcja toczy się bardzo wolno, więc za wiele nie miałbym do pisania o odcinkach, ale jednocześnie każdy odcinek mi się spodobał. Nie tylko Seehorn, ale też Wydra jest super. Dla mnie to nie pustka, tylko zwykła rozrywka czym serial miał być bo tak zapowiadał ale opowiedziana w wolnym stylu przez Gilligana (przypominam, że w BB i BCS też było wolne tempo, szczególnie w pierwszych seriach). Fabuła jest prosta np to czego dowiedzieliśmy się w poprzednim odcinku gdzie było gościnne cameo i nawiązanie do Bonda to kilka spraw się wyjaśniło, ale tych wyjaśnień np co było w magazynie i czym jest mleko, to klasyka SF. Po poprzednim odcinku, w sensie po piątym, domyśliłem się, co będzie w magazynie w szóstym odcinku.
Dla wielu jest problemem to, że jeden odcinek na tydzień, a niewiele się dzieje, więc lepiej by się oglądało całość. Ja takiego problemu nie mam., traktuję serial jak rozciągnięte na 9 odcinkow epizod Strefy Mroku czy Archiwum X, czyli to co zapowiadal Gilligan, a nie jakąś metaforę, coś więcej, choć dla wielu to serial o AI, dla innych o depresji, a dla mnie tylko lub aż dobra rozrywka SF. Widocznie ja mam więcej cierpliwości do wolnego stylu Gilligana, albo idealnie trafił z tempem, bo ani raz nie pomyślałem - facet przyśpiesz.
Najnowszy odcinek jest też wielkim testem na cierpliwość dla widzów (gdybym był złośliwy powiedziałbym, a który nie był?), ale też dla dwójki glownych bohaterów, w sensie ile wytrzymają w tym co robią. Troche to był musical (śpiewała Seehorn), trochę Indiana Jones (przeprawa w dżungli), a w sumie to był epizod o samotności,i sytuacji gdy człowiek ma wszystkiego dość.
No i o tym, że człowiek na dłuższą metę nie wytrzyma sam, i choćby wróg, czy ktoś ale z kimś musi się spotkać, bo go szlag trafi w końcu, tak odbieram cały odcinek.
A scena oglądania obrazu przez Carol to przypominała mi sceny jak Pinkman z dziewczyną oglądali coś tam w domu Jessego, patrzyli się w ścianę czy coś takiego.
Głos w telefonie to jest prawnik Howard z Saula. A to że nie powiedziała Carol do telefonu w końcu - skróćcie wiadomość w sekretarce - to jest specjalnie by nas trollować ale też uważam, że dlatego, bo Carol jednak chce słyszeć kogoś, jakieś interakcje mieć.
Dla wielu jest problemem to, że jeden odcinek na tydzień, a niewiele się dzieje, więc lepiej by się oglądało całość. Ja takiego problemu nie mam., traktuję serial jak rozciągnięte na 9 odcinkow epizod Strefy Mroku czy Archiwum X, czyli to co zapowiadal Gilligan, a nie jakąś metaforę, coś więcej, choć dla wielu to serial o AI, dla innych o depresji, a dla mnie tylko lub aż dobra rozrywka SF. Widocznie ja mam więcej cierpliwości do wolnego stylu Gilligana, albo idealnie trafił z tempem, bo ani raz nie pomyślałem - facet przyśpiesz.
Najnowszy odcinek jest też wielkim testem na cierpliwość dla widzów (gdybym był złośliwy powiedziałbym, a który nie był?), ale też dla dwójki glownych bohaterów, w sensie ile wytrzymają w tym co robią. Troche to był musical (śpiewała Seehorn), trochę Indiana Jones (przeprawa w dżungli), a w sumie to był epizod o samotności,i sytuacji gdy człowiek ma wszystkiego dość.
No i o tym, że człowiek na dłuższą metę nie wytrzyma sam, i choćby wróg, czy ktoś ale z kimś musi się spotkać, bo go szlag trafi w końcu, tak odbieram cały odcinek.
A scena oglądania obrazu przez Carol to przypominała mi sceny jak Pinkman z dziewczyną oglądali coś tam w domu Jessego, patrzyli się w ścianę czy coś takiego.
Głos w telefonie to jest prawnik Howard z Saula. A to że nie powiedziała Carol do telefonu w końcu - skróćcie wiadomość w sekretarce - to jest specjalnie by nas trollować ale też uważam, że dlatego, bo Carol jednak chce słyszeć kogoś, jakieś interakcje mieć.
13-12-2025, 03:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-12-2025, 03:51 przez michax.)

Spoiler




