Struktura każdego odcinka w tym sezonie jest następująca:
Pchnięcie fabuły do przodu ---> Scena dialogowa o problemach osobistych ---> Pchnięcie fabuły do przodu ---> Scena dialogowa o problemach osobistych itd.
Nie pamiętam czy w poprzednich sezonach było tak samo, ale w tym sezonie szczególnie mi się to rzuciło w oczy, zwłaszcza, że, przynajmniej dla mnie, większość tych scen dialogowych nie sprawia wrażania organicznie wkomponowanych w fabułę. Raczej zatrzymują one całą fabułę, przez co sprawiają trochę wrażenie spowalniaczy i zapychaczy, zupełnie jakby Dufferowie chcieli odfajkować obowiązkowe "momenty dla postaci". Ta formuła fabuła - dialog jest tak konsekwentna, że da się wyczuć konkretny moment, w którym zaraz nastąpi szczera rozmowa dwóch postaci na temat ich osobistych rozterek, np. na temat gejostwa.
Odnośnie gejostwa, to moment "wyjścia z szafy" niestety był dla mnie raczej żałosny i żenujący. Być może Dufferowie lub prezesi Netflixa myśleli, że przecierają tu jakieś nowe szlaki, dokonują czegoś rewolucyjnego i odważnego, ale tak nie jest. Elgiebetyzm trząsł zachodnią cywilizacją przez ostatnią dekadę. Ta scena była dla mnie bardziej kazaniem niż czymś ujmującym i wzruszającym.
Ogólnie jednak ogląda się fajnie, ale chyba poprzedni sezon bardziej mi podszedł (i niech w końcu dadzą sobie spokój z piosenką Kate Bush! Ileż można?!).
Dla zainteresowanych, poniżej wrzucam omówienie przedstawienia teatralnego: "Stranger Things: The First Shadow". Ostrzegam jednak, że zdradza ono prawdopodobny zwrot fabularny, który będzie mieć miejsce w finalne.
Pchnięcie fabuły do przodu ---> Scena dialogowa o problemach osobistych ---> Pchnięcie fabuły do przodu ---> Scena dialogowa o problemach osobistych itd.
Nie pamiętam czy w poprzednich sezonach było tak samo, ale w tym sezonie szczególnie mi się to rzuciło w oczy, zwłaszcza, że, przynajmniej dla mnie, większość tych scen dialogowych nie sprawia wrażania organicznie wkomponowanych w fabułę. Raczej zatrzymują one całą fabułę, przez co sprawiają trochę wrażenie spowalniaczy i zapychaczy, zupełnie jakby Dufferowie chcieli odfajkować obowiązkowe "momenty dla postaci". Ta formuła fabuła - dialog jest tak konsekwentna, że da się wyczuć konkretny moment, w którym zaraz nastąpi szczera rozmowa dwóch postaci na temat ich osobistych rozterek, np. na temat gejostwa.
Odnośnie gejostwa, to moment "wyjścia z szafy" niestety był dla mnie raczej żałosny i żenujący. Być może Dufferowie lub prezesi Netflixa myśleli, że przecierają tu jakieś nowe szlaki, dokonują czegoś rewolucyjnego i odważnego, ale tak nie jest. Elgiebetyzm trząsł zachodnią cywilizacją przez ostatnią dekadę. Ta scena była dla mnie bardziej kazaniem niż czymś ujmującym i wzruszającym.
Ogólnie jednak ogląda się fajnie, ale chyba poprzedni sezon bardziej mi podszedł (i niech w końcu dadzą sobie spokój z piosenką Kate Bush! Ileż można?!).
Dla zainteresowanych, poniżej wrzucam omówienie przedstawienia teatralnego: "Stranger Things: The First Shadow". Ostrzegam jednak, że zdradza ono prawdopodobny zwrot fabularny, który będzie mieć miejsce w finalne.
27-12-2025, 21:23





