Po finale mogę powtórzyć po raz kolejny: bez spiny ogląda się to całkiem fajnie. Ten emocjonalny twist całkiem ciekawy i mocny, nawet jeśli do przewidzenia. Tylko, że on ma podbudowę co najwyżej od połowy sezonu. Wcześniej Gilligana poszczuł jednak trochę innym serialem. Najpierw się skupia na wytłumaczeniu konceptu. Spoko. Koncept miejscami głupiutki, ale ok. Potem prześlizguje się po konflikcie Carol - reszta ocalałych, otwiera jakieś dodatkowe wątki o piciu mleka i jeszcze mniej istotne. Żeby na końcu jednak pojąć w emocje i dorzuca Paragwajczyka. Niby od początku było to psychologiczne sci-fi, ale rozumiem rozczarowanie mała ilością fabularnego mięcha. Mi to nie przeszkadza za bardzo, bo mam obawę, że to mięcho byłoby kombinowaniem na siłę. Wolę dwa ostatnie odcinki niż te sensacyjne akcje z mlekiem itd. Pewnie na bazie tego pomysłu, można było napisać coś bardziej emocjonującego i gęstszego, ale czy byłby to serial dużo lepszy? Nie wiem. Chętnie poczytam, co w warstwie fabularnej byście tu zobaczyli.
28-12-2025, 20:02





