A ja byłem od was mądrzejszy, bo się nie katowałem jakimś harlekinem, gdzie wiadomo że on będzie słaby, i zamiast tego obejrzałem bajkową trylogię, bo pasuje mi tematycznie do lutego :).
Balto (1995) - widziałem tylko początek na Polsacie, który dał lektora (gdy TVP jak zwykle w tych sprawach była rigczowa i dała dubbing).
Co mogę pochwalić - nie jest to musical. W ogóle Amblimation ze wszystkich studiów animacji tych czasów najmniej małpowało renesans Disneya i miało własną tożsamość. Nic dziwnego, że to na jego bazie powstało Dreamworks Animation za czasów 2D. Niestety, w przeciwieństwie do Dreamworksa, Amblimation nie miało szczęścia do scenariuszy. Animację miały zajebistą, ale historie w najlepszym był średnie.
Oczywiście film jak to każda animacja inspirowana prawdziwymi zdarzeniami leje sikiem na zgodność historyczną. Balto jest w połowie Indiańcem tj. rdzennym psowatym, więc jest stygmatyzowany przez wszystkich (BTW nikt nie wpadł na odstrzelenie potencjalnie groźnego psa?) i historia z tego powodu jest dość oklepana (jest sobie szkolny bully, jakaś dupencja z sąsiedztwa lubiąca wyrzutka, który robi coś zajebistego i zyskuje szacun na dzielni). I tu jest wciskanie comic reliefów. Gąsior jeszcze trochę unikalny, bo trochę to zrzęda. Próbują niepotrzebnie dośmiesznić scenę jak Balto ma doła, a Borys stara go rozweselić w wyjątkowo nieadekwantym momencie. Phil Collins jako podwójny miś polarny też nic nie wnosi do fabuły. Mógł chociaż się przydać w walce z grizzlym.
Ale przyznam, że z całej trójki Balto ma najsolidniejszy scenariusz. Sporym wątkiem jest choroba u dzieci i jest moment, jak grabarz przygotowuje miniaturowe trumny. I film mądrze robi, pozbywając się comic reliefów na szmat czasu i heros sam uczestniczy w drodze po lekarstwa.
Przyznaję, że jak zaczyna podróż, to całość robi dramatyczna i wielokrotnie postacie są na granicy śmierci. No i będę powtarzać się, ale co mnie tam - film jest prześliczny. Co chwila miał pięknie pokolorowany krajobraz.
Na cda.pl jest TVP-owski dubbing. Który jest pół na pół. Arkadiusz Jakubik jako Balto to... dziwny wybór. Podobnie Jolanta Wołłejko z tym dojrzałym matczynym głosem jako Jenna. Chociaż ta sama reżyserka obsadziła Mirosława Zbrojewicza do roli pieska Kacpra (ostatniej roli, do której by się obsadziło Zbrojewicza) i Zbrojewicz okazał się strzałem w dziesiątkę. Zofia Gładyszewska dobrze wypada jako Miriam Margoyles. Olesiński jako te miśki polarne to od razu skojarzyły się z Dommelem, bo postacie wyglądają tak samo i Olesiński nadał im tą samą barwę głosu,. Przy okazji zauważyłem, że dubbingi robione przez TVP z reguły jak ognia unikają zatrudniania dzieci do ról dzieci (zarówno w serialach jak i pełnometrażówkach) i tylko dwa przypadki kojarzę - Sara Mülnder jako Pippi Langstrumpf i chłopak grający Culkina we Władcy ksiąg. Ciekawe z czego to wynika.
Reasumując - mimo pewnych bolączek, nadal to dobra animacja i jest to najlepszy film z Amblimation i szkoda, że tej wytwórni się nie ułożyło.
7,5/10
PS. Ciekawostka - jeden ziomek próbował saneczkować wilki, ale w tym przypadku psowaty BIOS był przestarzały:
![[Obrazek: The_Wolves_of_North_America_%281944%29_L...Coyote.png]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/97/The_Wolves_of_North_America_%281944%29_LaFlame%27s_Wolf_%26_Coyote.png)
Balto 2 - ciekawostka. W jedynce Borysa dubbingował Bob Hoskins, a w dwójce Charles Fleischer – obaj panowie byli w Króliku Rogerze. I inna ciekawostka. Prawdziwy Balto był wykastrowany, więc mógł zapomnieć o szczeniakach :). Dlaczego do cholery szczenięta nie wyglądają jak wymieszane? Wszystkie mają czerwona sierść jak Jenna, a tylko jedna córka przypomina Balta. I dlaczego Balto nie został przez nikogo adoptowany, skoro zyskał famę i doczekał się pomnika?
Szczerze mówiąc, bardzo mi się podobał. DVD-sequel, który nie jest musicalem?! Co to za herezja. Animacja jest... dobra. Żeby nie powiedzieć, bardzo dobra. W porównaniu z Pradawnymi lądami czy Amerykańskimi opowieściami to poziom wręcz kinowy. Często są przebitki na ładnie namalowane tła. No i szczeniaki sprzed okresu dojrzewania nie mają zaznaczonych cech płciowych typu rzęsy. I jak Szarka jest dojrzałą suką to jej rzęsy są symbolicznie zaznaczone. W ogóle pochwalę projektantów, że postacie poza owymi rzęsami, nie krzyczą że są babami, łącznie z tą lisicą startującej do wilczaka. I aż dziwne, że ktoś pamiętał o tym, że kruk jednak różni się od wrony i jego ogon jest w kształcie romba (bo na takie szczegóły nikt nie zwraca uwagi, a to wciąż sequel prosto na DVD).
A co z fabułą? Córka Balta ma kryzys egzystencjalny i nie wie, czy jest leśnym psem czy domowym wilkiem. I dość długo obserwujemy wędrówkę jej i ojca. I bardziej na doczepkę dali villaina, który dla odmiany ma uzasadnioną motywację i można rzec, że daleko mu do w pełni złego. I wyjątkowo dam pass, że znowu mamy wilczą watahę jako plemię, bo produkcję robili, gdy jeszcze David Mech nie obalił swego naukowego błędu (no i tutaj w watasze wszyscy są na równi). I też trochę wychodzi z poza pudełka, bo myśliwy strzelający do Szarki to nie jakiś białas z redneckowa, a randomowy Eskimos (w ogóle na tej Alasce jest sporo Inuitów, a wtedy nie naciskali na diversity. Nie muszę mówić, że tutaj diversity jest faktycznie dobrze odzworowane). A i małe szczekające tatałajstwo zostanie potraktowane kopem przez Borysa. Niestety, więcej jest scen z comic reliefami.
Za polski dubbing znów odpowiada TVP, ale wymienili wszystkich aktorów - zarzutów jak zwykle nie mam, i przyznam że Balto i Jenna są lepiej dobrani. I rany, Andrzej Bogusz podczas czytania creditsów mówi tak monotonnie, że aż amatorsko - słychać, że wiek dał o sobie znać. Nie dziwota, że to on był trzecim Gumisiem u kostuchy (i wielka szkoda, że gościówa od Widzę Głosy nie zrobiła z nim wywiadu). No i w oryginale kruk to faktycznie kruk, a nie wrona, więc tu plus #StopKruczyzacjiWronPrzezPolskichTłumaczy.
Więc tak. To całkiem udana vhs-owa kontynuacja kinowej animki. Coś co się rzadko zdarza.
7,5/10
Balto 3 - początek ma całkiem dobre tropy xenofiction, bo Balto i Jenna zastanawiają co to za dziwna istota, ten cały aeroplan. Wzorem sequeli Pradawnego lądu w końcu to jest musical z całą tą oprawą. I wzorem sequeli Pradawnego lądu też fabuła jest dość pretekstowa. I gdyby nie parę zapychaczy, to fabuły starczy na najwyżej 45 minut. Choć ma parę niezłych przemyśleń, jak przegrywanie z postępem technologicznym czy warto zachowywać pracę kosztem moralności. A i lotnik nie jest złolem. I do Balta podchodzi z respektem. A także nietuzinkowo za jedynego złego robi łoś, którego przedstawiono jakby chciano przekonać dzieci, że może jednak zdejmijmy z tego gatunku moratorium.
Tym razem Borys jest w centrum uwagi. W sumie centrum powinien być syn Balta, bo przez pocztę lotniczą traci zatrudnienie jako psi listonosz i na tym polega cały konflikt. Wreszcie animacja dostosowała się do nośnika i tym razem jest średnia, a nawet słaba :). I nie tylko - gęś dostała subtelne najgorsze tropy akcentowania żeńskich atrybutów. Prócz nieśmiertelnych rzęs to jest nie tylko grzywki, a także pokaźny biust (mimo, że piersi to wyłącznie atrybut ssaków) i wcięcie talii. I parę jest wyborowych fuck-upów - jest dramatyczna scena z wodospadem, to leci sympatyczna jazzowa muza. Kek. Ale też się oglądało to bez większych boleści i najgorszym wypadku to przeciętniak. Co i tak jest wyczynem, jeśli chodzi o tanie i zbędne sequele do klasyków.
Co reżyser, to inna obsada w polskim dubie. Piotr Adamczyk z całej trójki chyba jest najlepszym wyborem. Ale Jenna już gorsza.
6/10
Balto (1995) - widziałem tylko początek na Polsacie, który dał lektora (gdy TVP jak zwykle w tych sprawach była rigczowa i dała dubbing).
Co mogę pochwalić - nie jest to musical. W ogóle Amblimation ze wszystkich studiów animacji tych czasów najmniej małpowało renesans Disneya i miało własną tożsamość. Nic dziwnego, że to na jego bazie powstało Dreamworks Animation za czasów 2D. Niestety, w przeciwieństwie do Dreamworksa, Amblimation nie miało szczęścia do scenariuszy. Animację miały zajebistą, ale historie w najlepszym był średnie.
Oczywiście film jak to każda animacja inspirowana prawdziwymi zdarzeniami leje sikiem na zgodność historyczną. Balto jest w połowie Indiańcem tj. rdzennym psowatym, więc jest stygmatyzowany przez wszystkich (BTW nikt nie wpadł na odstrzelenie potencjalnie groźnego psa?) i historia z tego powodu jest dość oklepana (jest sobie szkolny bully, jakaś dupencja z sąsiedztwa lubiąca wyrzutka, który robi coś zajebistego i zyskuje szacun na dzielni). I tu jest wciskanie comic reliefów. Gąsior jeszcze trochę unikalny, bo trochę to zrzęda. Próbują niepotrzebnie dośmiesznić scenę jak Balto ma doła, a Borys stara go rozweselić w wyjątkowo nieadekwantym momencie. Phil Collins jako podwójny miś polarny też nic nie wnosi do fabuły. Mógł chociaż się przydać w walce z grizzlym.
Ale przyznam, że z całej trójki Balto ma najsolidniejszy scenariusz. Sporym wątkiem jest choroba u dzieci i jest moment, jak grabarz przygotowuje miniaturowe trumny. I film mądrze robi, pozbywając się comic reliefów na szmat czasu i heros sam uczestniczy w drodze po lekarstwa.
Przyznaję, że jak zaczyna podróż, to całość robi dramatyczna i wielokrotnie postacie są na granicy śmierci. No i będę powtarzać się, ale co mnie tam - film jest prześliczny. Co chwila miał pięknie pokolorowany krajobraz.
Na cda.pl jest TVP-owski dubbing. Który jest pół na pół. Arkadiusz Jakubik jako Balto to... dziwny wybór. Podobnie Jolanta Wołłejko z tym dojrzałym matczynym głosem jako Jenna. Chociaż ta sama reżyserka obsadziła Mirosława Zbrojewicza do roli pieska Kacpra (ostatniej roli, do której by się obsadziło Zbrojewicza) i Zbrojewicz okazał się strzałem w dziesiątkę. Zofia Gładyszewska dobrze wypada jako Miriam Margoyles. Olesiński jako te miśki polarne to od razu skojarzyły się z Dommelem, bo postacie wyglądają tak samo i Olesiński nadał im tą samą barwę głosu,. Przy okazji zauważyłem, że dubbingi robione przez TVP z reguły jak ognia unikają zatrudniania dzieci do ról dzieci (zarówno w serialach jak i pełnometrażówkach) i tylko dwa przypadki kojarzę - Sara Mülnder jako Pippi Langstrumpf i chłopak grający Culkina we Władcy ksiąg. Ciekawe z czego to wynika.
Reasumując - mimo pewnych bolączek, nadal to dobra animacja i jest to najlepszy film z Amblimation i szkoda, że tej wytwórni się nie ułożyło.
7,5/10
PS. Ciekawostka - jeden ziomek próbował saneczkować wilki, ale w tym przypadku psowaty BIOS był przestarzały:
![[Obrazek: The_Wolves_of_North_America_%281944%29_L...Coyote.png]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/97/The_Wolves_of_North_America_%281944%29_LaFlame%27s_Wolf_%26_Coyote.png)
Balto 2 - ciekawostka. W jedynce Borysa dubbingował Bob Hoskins, a w dwójce Charles Fleischer – obaj panowie byli w Króliku Rogerze. I inna ciekawostka. Prawdziwy Balto był wykastrowany, więc mógł zapomnieć o szczeniakach :). Dlaczego do cholery szczenięta nie wyglądają jak wymieszane? Wszystkie mają czerwona sierść jak Jenna, a tylko jedna córka przypomina Balta. I dlaczego Balto nie został przez nikogo adoptowany, skoro zyskał famę i doczekał się pomnika?
Szczerze mówiąc, bardzo mi się podobał. DVD-sequel, który nie jest musicalem?! Co to za herezja. Animacja jest... dobra. Żeby nie powiedzieć, bardzo dobra. W porównaniu z Pradawnymi lądami czy Amerykańskimi opowieściami to poziom wręcz kinowy. Często są przebitki na ładnie namalowane tła. No i szczeniaki sprzed okresu dojrzewania nie mają zaznaczonych cech płciowych typu rzęsy. I jak Szarka jest dojrzałą suką to jej rzęsy są symbolicznie zaznaczone. W ogóle pochwalę projektantów, że postacie poza owymi rzęsami, nie krzyczą że są babami, łącznie z tą lisicą startującej do wilczaka. I aż dziwne, że ktoś pamiętał o tym, że kruk jednak różni się od wrony i jego ogon jest w kształcie romba (bo na takie szczegóły nikt nie zwraca uwagi, a to wciąż sequel prosto na DVD).
A co z fabułą? Córka Balta ma kryzys egzystencjalny i nie wie, czy jest leśnym psem czy domowym wilkiem. I dość długo obserwujemy wędrówkę jej i ojca. I bardziej na doczepkę dali villaina, który dla odmiany ma uzasadnioną motywację i można rzec, że daleko mu do w pełni złego. I wyjątkowo dam pass, że znowu mamy wilczą watahę jako plemię, bo produkcję robili, gdy jeszcze David Mech nie obalił swego naukowego błędu (no i tutaj w watasze wszyscy są na równi). I też trochę wychodzi z poza pudełka, bo myśliwy strzelający do Szarki to nie jakiś białas z redneckowa, a randomowy Eskimos (w ogóle na tej Alasce jest sporo Inuitów, a wtedy nie naciskali na diversity. Nie muszę mówić, że tutaj diversity jest faktycznie dobrze odzworowane). A i małe szczekające tatałajstwo zostanie potraktowane kopem przez Borysa. Niestety, więcej jest scen z comic reliefami.
Za polski dubbing znów odpowiada TVP, ale wymienili wszystkich aktorów - zarzutów jak zwykle nie mam, i przyznam że Balto i Jenna są lepiej dobrani. I rany, Andrzej Bogusz podczas czytania creditsów mówi tak monotonnie, że aż amatorsko - słychać, że wiek dał o sobie znać. Nie dziwota, że to on był trzecim Gumisiem u kostuchy (i wielka szkoda, że gościówa od Widzę Głosy nie zrobiła z nim wywiadu). No i w oryginale kruk to faktycznie kruk, a nie wrona, więc tu plus #StopKruczyzacjiWronPrzezPolskichTłumaczy.
Więc tak. To całkiem udana vhs-owa kontynuacja kinowej animki. Coś co się rzadko zdarza.
7,5/10
Balto 3 - początek ma całkiem dobre tropy xenofiction, bo Balto i Jenna zastanawiają co to za dziwna istota, ten cały aeroplan. Wzorem sequeli Pradawnego lądu w końcu to jest musical z całą tą oprawą. I wzorem sequeli Pradawnego lądu też fabuła jest dość pretekstowa. I gdyby nie parę zapychaczy, to fabuły starczy na najwyżej 45 minut. Choć ma parę niezłych przemyśleń, jak przegrywanie z postępem technologicznym czy warto zachowywać pracę kosztem moralności. A i lotnik nie jest złolem. I do Balta podchodzi z respektem. A także nietuzinkowo za jedynego złego robi łoś, którego przedstawiono jakby chciano przekonać dzieci, że może jednak zdejmijmy z tego gatunku moratorium.
Tym razem Borys jest w centrum uwagi. W sumie centrum powinien być syn Balta, bo przez pocztę lotniczą traci zatrudnienie jako psi listonosz i na tym polega cały konflikt. Wreszcie animacja dostosowała się do nośnika i tym razem jest średnia, a nawet słaba :). I nie tylko - gęś dostała subtelne najgorsze tropy akcentowania żeńskich atrybutów. Prócz nieśmiertelnych rzęs to jest nie tylko grzywki, a także pokaźny biust (mimo, że piersi to wyłącznie atrybut ssaków) i wcięcie talii. I parę jest wyborowych fuck-upów - jest dramatyczna scena z wodospadem, to leci sympatyczna jazzowa muza. Kek. Ale też się oglądało to bez większych boleści i najgorszym wypadku to przeciętniak. Co i tak jest wyczynem, jeśli chodzi o tanie i zbędne sequele do klasyków.
Co reżyser, to inna obsada w polskim dubie. Piotr Adamczyk z całej trójki chyba jest najlepszym wyborem. Ale Jenna już gorsza.
6/10
22-02-2026, 21:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2026, 13:56 przez OGPUEE.)






