Jak to już pewnie kiedyś pisałem, film nie wpisuje się w pełni w żadną z dwóch opcji. Bo to, że wszystko dzieje się według scenariusza przedstawionego w Rekall, wskazuje, że to rzeczywiście tylko symulacja. Ale z kolei są sceny, w których nie ma Quaida. Rozgdz pisze, że jest jedna scena, która nie pozwala na interpretację, że to wszystko jest tylko w głowie Quaida, ale tak naprawdę jest kilka takich scen z Cohaagenem i innymi złolami, które dzieją się w ogóle bez udziału Quaida. Nie trafia do mnie to, co pisze Bucho, że "Quaid jest jak widzowie, gdy jest taka potrzeba widzi świat w III osobie." Widzenie świata w trzeciej osobie to jedno, ale widzenie scen dziejących się tam, gdzie cię w ogóle nie ma, to już grubymi nićmi szyte. Zwłaszcza, że w Rekall Quaid wykupił sobie przecież "wspomnienia z wakacji", a nie "film, w którym będzie przeskakiwał do perspektywy nieznanych mu osób trzecich, knujących niecne plany gdzieś za zamkniętymi drzwiami". Więc to po prostu nie ma sensu.
Film tak w pełni nie broni się więc ani jako "to dzieje się naprawdę", ani jako "to wszystko w głowie Quaida". I w sumie myślę, że to po prostu scenariuszowe niedbalstwo. Bo zamysł "dajmy widzowi przesłanki potwierdzające obie interpretacje, i niech sobie wybierze" byłby naprawdę spoko, ale tylko wtedy, gdyby te przesłanki nie wykluczały siebie nawzajem.
Film tak w pełni nie broni się więc ani jako "to dzieje się naprawdę", ani jako "to wszystko w głowie Quaida". I w sumie myślę, że to po prostu scenariuszowe niedbalstwo. Bo zamysł "dajmy widzowi przesłanki potwierdzające obie interpretacje, i niech sobie wybierze" byłby naprawdę spoko, ale tylko wtedy, gdyby te przesłanki nie wykluczały siebie nawzajem.
19-01-2026, 19:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2026, 19:14 przez al_jarid.)





