Smashing Machine
Wreszcie nadrobiłem i pierwsza moja myśl po seansie jest taka, że Mark Kerr to za cholerę nie jest persona, która zasługuje na film biograficzny. To by się spradziło dużo lepiej, jako klasyczny film dokumentalny, a nie fabuła. Szczerze mówiac to już B.J. Penn byłby lepszym kandydatem do pełnokrwistego bohatera filmu fabularnego, a nie Kerr. Jon Jones to kolejny, który mógłby mieć fajną sportową biografię. Royce Gracie - pierwszym w historii mistrz UFC, który tłukł się z dużo większymi od siebie. Ba, nawet Mike Coleman, który był obecny w Smashing Machine jest ciekawszy - pierwszym w historii mistrz wagi ciężkiej UFC - od tego mogliby zacząć i poźniej pokazać jego upadek, aż to wskrzeszenia dawnego mistrza i tego turnieju Pride 2000, który wygrał. No, ale żadnego z nich nie mógłby zagrać Dwayne, więc...
Generalnie Smashing Machine zaczęło się naprawdę obiecująco i do pojedynku z Usykiem miałem w głowie myśl, że to będzie ten lepszy z filmów braci Safdie. No, ale niestety później przyszło jeszcze jakieś półtorej godziny. Absolutnie nieznoszę w tym filmie postaci Emily Blunt - toksyczne babsko będące czarnym charakterem. Normalnie takie osoby powinny iść do utylizacji i aż prosiłoby się, aby skończyła ona jak drzwi (i to dwa razy). Sama Emilka oczywiście do schrupania. Rola The Rocka fajna, na pewno lepsza niż chujowego Jordana nominowanego do Oscara. Sam look filmu, włącznie z walkami, jest bardzo dobry.
Myślałem, żeby dać temu filmowi 6/10, ale jednak daje oczko niżej. No niestety ta historia nie dowozi. Zero w tym mięsa, nie czuć tu żadnej dramaturgii. Jak w teorii coś fajnego się dzieje i Kerr zaczyna brać dragi to zostaje to olane - idzie na odwyk, od razu wychodzi i elo. No niezbyt to było ciekawe, niestety.
Smashing Machine fajnie się broniło na początku pojedynku, ale finalnie to "Marty Supreme" wygrywa przez ciężki nokaut w drugiej rundzie.
Ooo, widzę, że jest dokument -> https://www.filmweb.pl/film/The+Smashing+Machine-2002-505716
Wreszcie nadrobiłem i pierwsza moja myśl po seansie jest taka, że Mark Kerr to za cholerę nie jest persona, która zasługuje na film biograficzny. To by się spradziło dużo lepiej, jako klasyczny film dokumentalny, a nie fabuła. Szczerze mówiac to już B.J. Penn byłby lepszym kandydatem do pełnokrwistego bohatera filmu fabularnego, a nie Kerr. Jon Jones to kolejny, który mógłby mieć fajną sportową biografię. Royce Gracie - pierwszym w historii mistrz UFC, który tłukł się z dużo większymi od siebie. Ba, nawet Mike Coleman, który był obecny w Smashing Machine jest ciekawszy - pierwszym w historii mistrz wagi ciężkiej UFC - od tego mogliby zacząć i poźniej pokazać jego upadek, aż to wskrzeszenia dawnego mistrza i tego turnieju Pride 2000, który wygrał. No, ale żadnego z nich nie mógłby zagrać Dwayne, więc...
Generalnie Smashing Machine zaczęło się naprawdę obiecująco i do pojedynku z Usykiem miałem w głowie myśl, że to będzie ten lepszy z filmów braci Safdie. No, ale niestety później przyszło jeszcze jakieś półtorej godziny. Absolutnie nieznoszę w tym filmie postaci Emily Blunt - toksyczne babsko będące czarnym charakterem. Normalnie takie osoby powinny iść do utylizacji i aż prosiłoby się, aby skończyła ona jak drzwi (i to dwa razy). Sama Emilka oczywiście do schrupania. Rola The Rocka fajna, na pewno lepsza niż chujowego Jordana nominowanego do Oscara. Sam look filmu, włącznie z walkami, jest bardzo dobry.
Myślałem, żeby dać temu filmowi 6/10, ale jednak daje oczko niżej. No niestety ta historia nie dowozi. Zero w tym mięsa, nie czuć tu żadnej dramaturgii. Jak w teorii coś fajnego się dzieje i Kerr zaczyna brać dragi to zostaje to olane - idzie na odwyk, od razu wychodzi i elo. No niezbyt to było ciekawe, niestety.
Smashing Machine fajnie się broniło na początku pojedynku, ale finalnie to "Marty Supreme" wygrywa przez ciężki nokaut w drugiej rundzie.
Ooo, widzę, że jest dokument -> https://www.filmweb.pl/film/The+Smashing+Machine-2002-505716
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
25-01-2026, 22:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2026, 22:19 przez Pelivaron.)





