HAMNET
Byłem w kinie. Nie płakałem, ale miałem ciarki. Film arcygenialny, emocjonalnie wyniszczający, spektakularnie zagrany. To jest skandaliczne, że z powodu rasowych nominację dostaja Jordan, Wunmi Mosaku i o zgrozo Delroy Lindo, a pomijani są Paul Mascal w swojej roli życia i przede wszystkim Jacobi Jupe, czyli chłopiec, który zagrał tytułowego Hamneta. To jest niepojęte jaką łatwość mają w hameryce przy wyszukiwaniu dziecięcych talentów - chłopak odjebal performance roku i nie widzę lepszej męskiej roli od niego. Akademia powinna się zastanowić nad wprowadzeniem dziecięcego Oscara, bo to smutne, że Lindo dostaje nominację a on nie. Mascal i dzieciak wybitny, ale to i tak nic przy Jessie Buckley - totalnie uważałem, że to jakaś przehajpowana rola, ale już od pierwszych minut było wszystko jasne. Tutaj jest wszystko od intensywnośći po subtelności, autentyczność tej postaci i jej dramatu jest porażająca. Ma 2-3 takie momenty, że ja nie wiem czy to nie powinno być wymieniane wśród najlepszych kobiecych ról XXI wieku. Nie wiem czy z tych najnowszych czasów, przebija to Emmę Stone w "Biednych istotach", ale jest co najmniej na tym samym poziomie.
Wizualnie ten film jest piękny, dopracowany do perfekcji. Przedstawienie natury i epoki przez Żala godne najważniejszych laurów.
W ogóle Oleszczyk na FW popełnił taki komentarz:
I ja np. rozumiem jego punkt widzenia, ale wg mnie ten film ma być osadzony w epoce, ale był jednocześnie przefiltrowanym przez współczesne emocje, które będą zrozumiałe dla dzisiejszego widza. Oleszczyk chyba chciał film, w którym pokazaliby jak Szekspirowie przeżywali żałobę w swojej epoce. Bohaterowie "Hamneta" funkcjonują bliżej współczesnych kodów emocjonalnych i jest to świadomy skrót, który pozwala wejść w tę historię. Do tego Klołi Ziało interesuje uniwersalność emocji plus "Manchester by the Sea" (również wybitny film o żałobie) konfrontuje żałobę brutalnie, a Ziało tworzy kino bardziej kontemplacyjne.
I jeszcze jedna ważna rzecz, która podnosi ocenę do góry. "Hamnet" pokazuje, że można robić kino w epoce elżbietańskiej, gdzie na drugich planach (albo i pierwszych - Anna Boleyn lubi to) co drugi nie musi być opalony.
Byłem w kinie. Nie płakałem, ale miałem ciarki. Film arcygenialny, emocjonalnie wyniszczający, spektakularnie zagrany. To jest skandaliczne, że z powodu rasowych nominację dostaja Jordan, Wunmi Mosaku i o zgrozo Delroy Lindo, a pomijani są Paul Mascal w swojej roli życia i przede wszystkim Jacobi Jupe, czyli chłopiec, który zagrał tytułowego Hamneta. To jest niepojęte jaką łatwość mają w hameryce przy wyszukiwaniu dziecięcych talentów - chłopak odjebal performance roku i nie widzę lepszej męskiej roli od niego. Akademia powinna się zastanowić nad wprowadzeniem dziecięcego Oscara, bo to smutne, że Lindo dostaje nominację a on nie. Mascal i dzieciak wybitny, ale to i tak nic przy Jessie Buckley - totalnie uważałem, że to jakaś przehajpowana rola, ale już od pierwszych minut było wszystko jasne. Tutaj jest wszystko od intensywnośći po subtelności, autentyczność tej postaci i jej dramatu jest porażająca. Ma 2-3 takie momenty, że ja nie wiem czy to nie powinno być wymieniane wśród najlepszych kobiecych ról XXI wieku. Nie wiem czy z tych najnowszych czasów, przebija to Emmę Stone w "Biednych istotach", ale jest co najmniej na tym samym poziomie.
Wizualnie ten film jest piękny, dopracowany do perfekcji. Przedstawienie natury i epoki przez Żala godne najważniejszych laurów.
W ogóle Oleszczyk na FW popełnił taki komentarz:
Cytat:"Zapłakany Szekspir". Przepraszam, ale ja nie dołączam. Wpychanie cebuli pod nos to nie to samo, co subtelność w wywoływaniu wzruszenia. Zhao każe nam patrzeć na Państwa Szekspirów, jakby byli parą współczesnych influencerów; ona ma kanał "Matka Ziemia", on "Unleash the Poet Within". Zachowania, emocje, wizja teatru i sztuki, wszystko tu jest z "dziś", nic nie jest z czasów Szekspira. Słyszałem szlochy na sali -- ale jako ktoś, kto nie raz płakał na "Hamlecie", zachowuję dystans wobec tej pop-psychologii na jakiej jest zbudowany ten film. A co do roboty technicznej: tak, zdjęcia świetne, aktorzy wybitni, robota pierwszorzędna. Boję się, że to celujące wypracowanie na temat "Co Szekspir miał na myśli pisząc Hamleta" zgarnie Oscara "Grzesznikom"... (P.S. Naprawdę wybitnym filmem o żałobie rodziców pozostaje dla mnie "Manchester by the Sea" -- porównajcie scenę Affleck/Williams z tamtego filmu z "Hamnetem"; ten kontrast chyba streszcza mój problem z filmem Zhao.)
I ja np. rozumiem jego punkt widzenia, ale wg mnie ten film ma być osadzony w epoce, ale był jednocześnie przefiltrowanym przez współczesne emocje, które będą zrozumiałe dla dzisiejszego widza. Oleszczyk chyba chciał film, w którym pokazaliby jak Szekspirowie przeżywali żałobę w swojej epoce. Bohaterowie "Hamneta" funkcjonują bliżej współczesnych kodów emocjonalnych i jest to świadomy skrót, który pozwala wejść w tę historię. Do tego Klołi Ziało interesuje uniwersalność emocji plus "Manchester by the Sea" (również wybitny film o żałobie) konfrontuje żałobę brutalnie, a Ziało tworzy kino bardziej kontemplacyjne.
I jeszcze jedna ważna rzecz, która podnosi ocenę do góry. "Hamnet" pokazuje, że można robić kino w epoce elżbietańskiej, gdzie na drugich planach (albo i pierwszych - Anna Boleyn lubi to) co drugi nie musi być opalony.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
27-01-2026, 17:05





