(31-01-2026, 11:10)shamar napisał(a): I ten aktor, który gra dziadków bo wygląda jak dziadek a ma z 30 lat. No wiecie, ten wąsacz z "Kokonów".I Blair z carpenterowego The Thing.
Czarnoksiężnik z krainy Oz (1939) - pierwszy kontakt z krainą Oz i zarazem pierwszy obejrzany w całości film na TCM (jeszcze tym anglojęzycznym) i pamiętam, że zapadał w pamięć. Z adaptacji Oza obejrzanych w dzieciństwie znałem tą wersję i polski serial od Se-Ma-Foru (plus po tym randomowe odcinki The Oz Kids na Super RTL. I jeszcze The Wiz Lumeta na Polsacie). Chciałem ujrzeć to bardziej pod okiem krytycznym.
Są memicznie śmieszne momenty jak i czasem maniera aktorska Garland. I gdy Gladiola mówi, że tylko złe czarownice są brzydkie, to też kek, bo aktorka swe lata ma już za sobą :). I gdy czytam, że Zła Czarownica z Zachodu przerażała Amerykanów i była w rankingach najstraszniejszych elementów ich dzieciństwa, ja się pytam serio? Chyba to najbardziej stereotypowa wiedźma na świecie, że aż pasująca do spoofa. Nigdy jej się nie bałem, a jej rola sprowadza się do grożenia, że czego to ona nie zrobi Dorotce i jej funflom - a gdy przychodzi co do czego to ginie od oblania wodą; bardziej lamersko się nie da (swoją drogą jak ona musiała śmierdzieć).
Ale generalnie okazało, że niespecjalnie się zestarzał i jak już - to z godnością. Przede wszystkim realizacja - może matte painting czasem pachnie malunkami w dziecięcych szpitalach, manczkinowe kwiaty są z plastiku, a wprawne oko dostrzeże elementy studyjne. Ale czuje się, że Kraina Oz to magiczne miejsce z innego wymiaru. Długie ujęcie na Kraj Manczkinów, jak i cała oprawa utworu Ding Dong The Witch is Dead robią piorunujące wrażenie do dziś. No i feeria technikolorowych barw aż jest przecudna. Charakteryzacja jest świetna nawet do dzisiaj. Wierzy się, że Strach na wróble to strach na wróble czy Blaszany Drwal jest z blachy, a ogon Tchórzliwego Lwa porusza w górze po różnych stronach zamiast majtając się po podłodze. Oprawa muzyczna też zajebista i każda z piosenek. No, prawie. Solowa piosenka Lwa zbędna i zapychająca. Wiele też smaczków, jak jeden z parobków stwierdza, że kiedyś postawią mu pomnik, to w Oz jako Blaszany Drwal pojawia się w formie nieruchomej figury. Czy jak roni łzę, to jest ślad rdzy. Albo inny parobek sugeruje, by napluć Gulch i jej odpowiednik zostaje pokonany cieczą.
Świetna też gra aktorska, głównie dlatego że trio grające towarzyszów Dorotki patrzyło z pogardą na Garland, a jedyna jej serdeczna osoba na planie to była Margaret Hamilton grająca Złą Czarownicę i tą szmatę Gulch mającą układy z policją i prokuraturą. I aż dziwne, że film wyszedł, bo z tego co czytałem to na planie był ostry clusterfuck już na etapie scenariusza (jest jakiś dokument/książka opisująca całe kulisy powstania Czarnoksiężnika z krainy Oz?).
I szczerze żałuję, że nie widziałem ostatnich wznowień w polskich kinach jak leciały, bo warto ujrzeć na większym ekranie. No i próg wejścia jest zaskakująco łatwy. Może nie jestem obiektywny, bo mam słabość do filmowych baśni, ale jak na niemal 90-letni film nadal imponuje rozmachem i obecny przeciętny widz za to go doceni.
9/10
Błękitny ptak (1940) - Fox też chciał zrobić swojego Czarnoksiężnika z krainy Oz i ma. Również jest czarno-biały prolog kontrastujący z kolorową krainą fantasy, która wydaje się snem na jawie. I co ciekawe - inkorporował parę odrzutów z Czarnoksiężnika MGM-u. Główną rolę gra Shirley Temple, pierwotnie typowana na Dorotkę, a villainem jest Gale Sondergaard, pierwotnie typowana na Złą Czarownicę z Zachodu. Aha, i obie wersje planował zekranizować Disney w formie animowanej, ale większe studia go ubiegły w zdobyciu praw. I będąc przy Disneyu, to tu jedną z głównych ról gra Eddie Collins, czyli Gapcio z Królewny Śnieżki.
Widać, że to cash-in, co widać po przejściu z czerni i bieli na kolor, i oczywiście dużo gorzej. W Ozie mieliśmy podbudowę - dom Dorotki opada w ciszy, ta wstaje i kieruje się do drzwi, również w ciszy. Jest napięcie. I gdy Dorotka otwiera drzwi w jej czarno-białym domu, na oścież ukazuje się piękna technikolorowa kraina witana uroczą muzyką. A tu Myltyl żegna się z matką i następuje ściemnienie. I z natychmiastowym rozjaśnieniem taśma staje kolorowa, bo tak było w Oz.
Co docenię to to, że bije od tego mądrość. Np. jak Mytyl przeprasza za chamstwo, to matka kwituje że to puste słowa, bo jutro powtórzy swe zachowanie. Albo segment z dziadkami i o tym jak powinno załatwiać sprawy jeszcze za życia. Lub że zbytnie spędzanie w luksusach nie jest zdrowe. I jak na film jednak dla dzieci podniósł dawną kwestię, że dzieci mogą nie dorastać do dorosłości, która i tak bywa ciężka. Nawet widzę odwołania do nastrojów II wojny światowej i kwestii tego zaciąganie do armii wpływa na rodziny. Realizacyjnie też jest dobrze, zwłaszcza postać Światła jest konsekwentnie oświetlana i na pewno nie oszczędzano na scenografii. Jak już zgapiali od Oza, to przynajmniej nie żydzili na rozmach i nawet dzisiaj ogląda się to dobrze, zwłaszcza sekwencję w świecie nienarodzonych dzieci. Też plus, że Amerykanie wykorzystali element swojej fauny jako nadnaturalny element, bo nie kojarzę by w Europie występował dziko jakiś w pełni niebieski ptak (jak np. błękitnik czy modrosójka w Ameryce Pn.).
A propo 20th Century Fox to chyba była jedyna duża wytwórnia nie zarządzana przez czapeczkowych, bo Shirley i jej rodzina modli sie przed posiłkiem :). I podczas poszukiwań na cmentarze widać wyraźnie ukrzyżowanego Jezusa. I szacun za proprzyrodnicze przesłanie, bo ojciec Mytyl strofuje ją za kłusownictwo na drobnych ptaszkach. A też potrafi być memicznie, bo wróżka się czepia, że nie dzieci jej nie otworzyły drzwi, gdy pukała. A sama wygląda jakby mieszkała w piernikowej chatce i szukała naiwnych gówniaków na pieczeń. Akcja dzieje się w Niemczech, a wszystkie postaci mają niezrozumiałe imiona przypominających transkrypcję bełkotania. Może oni z Bawarii? Albo skoro to adaptacji belgijskiej operetki, to może dlatego.
Tak zdałem sprawę, że chyba nigdy nie widziałem w całości filmu z Temple. Jedynie fragment Małego pułkownika na TV4. Temple jest tu starsza i mniej urocza, bo w tym filmie gra samolubną małpę, która nie lubi się dzielić z innymi (i też dobrze gra). I przez to ma więcej osobowości niż jej w zasadzie mało wnoszący do fabuły jej braciszek. Drugim najjaśniejszym punktem jest Sondergaard. Zdecydowanie nie pasowała do Złej Czarownicy, bo prezentuje inny typ charyzmy; a idealnie oddała behawior kota.
Kiedyś to i mockbustery potrafił być lepsze.
7/10
31-01-2026, 21:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-01-2026, 21:39 przez OGPUEE.)





