Hamnet - czytam sobie pochwalne recenzje i mam wrażenie, że inny film widziałem, albo że wszyscy zachwyceni dostali jakąś wersję reżyserką, gdzie rzeczywiście Zhao mówi o przeżywaniu żałoby coś więcej niż zbliżenia na smutne twarze Buckley i Mescala, a o relacji sztuka-życie prywatne coś więcej niż fochy Agnes, że ja tu płaczę, a ty robisz karierę Londynie. W finale jest to wkładanie emocji widzom łopatą do głowy, co niekoniecznie jest w filmach złe, ale musi przynajmniej działać, a ja wspólnie z dziewczyną siedzieliśmy w kinie kompletnie niewzruszeni.
Ładnie film wygląda, to prawda: te nominacje za scenografię, kostiumy zasłużone, brakuje nominacji dla Żala, bo zdjęcia są o klasę lepsze niż chociażby we Frankensteinie, aktorsko: no Buckley ładnie, niech ma tego Oscara, ale to wcale nie jest żadna wybitna rola, poza tym skoro ona, to czemu nie równie dobry Mescal? W każdym razie wg mnie kuleje reżyseria, nie pomagają w tym banalne symbole jak jama w lesie czy odczuwające niepokój pszczoły: co ta Zhao zapytała ChataGPT "kręcę hollywoodzki film o tragedii i żałobie, jakiej symboliki mogę użyć żeby każdy debil zrozumiał, a krytycy bili brawo uszami?" i dostała odpowiedź "proponuję wielką, czarną jamę w lesie, zrób na taką otchłań kilka zbliżeń, dodaj niepokojącą muzykę i będzie git. A jak jeszcze potem pokażesz na premierze Hamleta podobną otchłań w dekoracji to worek nominacji gwarantowany!"
Najlepsze w Hamnecie jest kilka scen z dziećmi, ta relacja bliźniąt jak z jakiegoś lepszego filmu, niestety trwa to kilka minut, a przez całą resztę mamy tani melodramat.
Anachronizmy są naprawdę ostatnim problemem filmu, w sumie to w ogóle nie są problemem, tych jest mnogość i leżą tam gdzie napisałem.
5/10
Ładnie film wygląda, to prawda: te nominacje za scenografię, kostiumy zasłużone, brakuje nominacji dla Żala, bo zdjęcia są o klasę lepsze niż chociażby we Frankensteinie, aktorsko: no Buckley ładnie, niech ma tego Oscara, ale to wcale nie jest żadna wybitna rola, poza tym skoro ona, to czemu nie równie dobry Mescal? W każdym razie wg mnie kuleje reżyseria, nie pomagają w tym banalne symbole jak jama w lesie czy odczuwające niepokój pszczoły: co ta Zhao zapytała ChataGPT "kręcę hollywoodzki film o tragedii i żałobie, jakiej symboliki mogę użyć żeby każdy debil zrozumiał, a krytycy bili brawo uszami?" i dostała odpowiedź "proponuję wielką, czarną jamę w lesie, zrób na taką otchłań kilka zbliżeń, dodaj niepokojącą muzykę i będzie git. A jak jeszcze potem pokażesz na premierze Hamleta podobną otchłań w dekoracji to worek nominacji gwarantowany!"
Najlepsze w Hamnecie jest kilka scen z dziećmi, ta relacja bliźniąt jak z jakiegoś lepszego filmu, niestety trwa to kilka minut, a przez całą resztę mamy tani melodramat.
Anachronizmy są naprawdę ostatnim problemem filmu, w sumie to w ogóle nie są problemem, tych jest mnogość i leżą tam gdzie napisałem.
5/10
01-02-2026, 00:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-02-2026, 00:27 przez simek.)





