Muszę przyznać, że o uniwersum Star Treka wiem tyle, co nic. Oglądałem te dwa filmy Abramsa i nawet trzecią część, ale były to seanse zupełnie bezobjawowe, nic mi z nich w głowie nie zostało. Kojarzę, że w tym świecie są Klingoni i że ta unia planeterna to podobno socjalizm :D W każdym razie długo zwlekałem z obejrzeniem Star Trek: The Motion Picture i wczoraj wreszcie naprawiłem ten błąd. Okazało się, że to zajebisty film!
Wielce zaskoczyło mnie tempo i w ogóle styl reżyserii, bo spodziewałem się klona Star Warsów i niby jest sporo podobieństw w scenografiach czy nawet konkretnych efektach (skok w nadświetlną, który akurat jest tutaj o wiele gorszy niż w SW), ale ton filmu jest kompletnie odmienny. Powiedziałbym, że to taki miks Star Wars, Diuny Lyncha i Odysei Kosmicznej - zwłaszcza te majestatyczne, kilkuminutowe (!) sekwencje w przestrzeni kosmicznej są wzorowane na Kubricku. Film wygląda pięknie, kolejny z wielu dowodów na to, że 4K i HDR w starych filmach to cudowna sprawa: wszystkie modele statków i stacji kosmicznych to świetna robota, efekty specjalne niczego sobie, tylko czasami, dosyć rzadko wyskoczy jakiś szczegół przypominający, że oglądamy prawie pięćdziesięcioletni film. W większości przypadków te efekty wciąż działają! Te sekwencja ze zwolnionym czasem przed kolizją z asteroidą - wow! Efekt niby rozmycia postaci niby taki prosty, a jakoś nie pamiętam, żebym go gdzieś wcześniej widział, wspaniale wykonane, do tego z napięciem sięgającym zenitu.
Wykonanie wykonaniem, ale treść też jest niczego sobie - nie ma tu co prawda prawie w ogóle mitologii Star Treka, bo Klingoni mają tylko epizodzik w prologu, na dobrą sprawę taka fabuła w ogóle mogłaby się nie dziać w uniwersum Star Trek, tylko jako osobne sci-fi. No ale do konkretów: klimacik wyruszania naprzeciw nieznanej cywilizacji, która anihiluje sobie jednym strzałem wielkie statki kosmiczne jest bezbłędny, a jego rozwiązanie, gdy okazuje się, że to wszystko sprawka zaginionego Voyagera - szacunek, toż to jest twist na poziomie Planety Małp, piękna sprawa. Daję 8+/10
Dobrze myślę, że wszystkie sequele to już jakieś popłuczyny po jedynce? Przyznam, że o ile film mnie zachwycił, to jakoś nie mam przekonania do poznawania tego uniwersum.
PS. Kolejny przykład na to, że jak film ma uwerturę, to najprawdopodobniej jest zajebisty :)
Wielce zaskoczyło mnie tempo i w ogóle styl reżyserii, bo spodziewałem się klona Star Warsów i niby jest sporo podobieństw w scenografiach czy nawet konkretnych efektach (skok w nadświetlną, który akurat jest tutaj o wiele gorszy niż w SW), ale ton filmu jest kompletnie odmienny. Powiedziałbym, że to taki miks Star Wars, Diuny Lyncha i Odysei Kosmicznej - zwłaszcza te majestatyczne, kilkuminutowe (!) sekwencje w przestrzeni kosmicznej są wzorowane na Kubricku. Film wygląda pięknie, kolejny z wielu dowodów na to, że 4K i HDR w starych filmach to cudowna sprawa: wszystkie modele statków i stacji kosmicznych to świetna robota, efekty specjalne niczego sobie, tylko czasami, dosyć rzadko wyskoczy jakiś szczegół przypominający, że oglądamy prawie pięćdziesięcioletni film. W większości przypadków te efekty wciąż działają! Te sekwencja ze zwolnionym czasem przed kolizją z asteroidą - wow! Efekt niby rozmycia postaci niby taki prosty, a jakoś nie pamiętam, żebym go gdzieś wcześniej widział, wspaniale wykonane, do tego z napięciem sięgającym zenitu.
Wykonanie wykonaniem, ale treść też jest niczego sobie - nie ma tu co prawda prawie w ogóle mitologii Star Treka, bo Klingoni mają tylko epizodzik w prologu, na dobrą sprawę taka fabuła w ogóle mogłaby się nie dziać w uniwersum Star Trek, tylko jako osobne sci-fi. No ale do konkretów: klimacik wyruszania naprzeciw nieznanej cywilizacji, która anihiluje sobie jednym strzałem wielkie statki kosmiczne jest bezbłędny, a jego rozwiązanie, gdy okazuje się, że to wszystko sprawka zaginionego Voyagera - szacunek, toż to jest twist na poziomie Planety Małp, piękna sprawa. Daję 8+/10
Dobrze myślę, że wszystkie sequele to już jakieś popłuczyny po jedynce? Przyznam, że o ile film mnie zachwycił, to jakoś nie mam przekonania do poznawania tego uniwersum.
PS. Kolejny przykład na to, że jak film ma uwerturę, to najprawdopodobniej jest zajebisty :)
11-02-2026, 14:15





