Hellfire (2026)
![[Obrazek: vlcsnap-2026-02-18-16h00m19s102.png]](https://i.postimg.cc/mkdks2Wr/vlcsnap-2026-02-18-16h00m19s102.png)
Kurczę, przyznam się bez bicia - lubię takie proste, niespieszne, klasycznie zrealizowane akcyjniaki. Zwiastun szczerze mówiąc mnie nie kupił, chociaż obsada jest zacna. W roli głównej mamy przecież Stephena Langa a towarzyszą mu Dolph Lundgren czy Harvey Keitel, czyli nazwiska znane każdemu średnio ogarniętemu kinomanowi czy też oglądaczowi filmów, co by nie nadużywać tego pierwszego określenia. W każdym razie są to aktorzy lubiani, aczkolwiek raczej nie sięgnąłbym po "Hellfire" gdyby nie osoba reżysera.
Isaac Florentine to gość może nie tak znany jak wcześniej wymienieni, ale w kręgu miłośników porządnych B-klasowców (przeważnie) ze Scottem Adkinsem w roli głównej bardzo ceniony. Zna się na swojej robocie i fuszerki nie odwala, chociaż pracuje z dosyć małymi budżetami. Dlatego zachęcony tak obsadą jak i jego osobą sięgnąłem po ten obrazek i co mogę napisać - dostałem absolutnie wszystko to, czego oczekiwałem.
Fabuła typowa i znana z kilkuset innych podobnych filmów - rok 1988, miasteczko Rondo gdzieś w Teksasie i przemierzający je wędrowiec, który za chwilę uwikła się w nie swoje sprawy - skorumpowany szeryf, lokalny oligarcha imieniem Jeremiah (no bo zawsze jest jakiś Jeremiah, ostatnio choćby "Tulsa King"), przemyt narkotyków i tego typu sprawy. Schemat oklepany jak twarz Artura Szpilki, ale w tym wypadku zdecydowanie od niego sympatyczniejszy i o wiele lepiej się sprawdzający. Jak ktoś lubi to lubi, jak nie to nie polubi, bo nie ma tutaj nic nowego, czego byśmy już gdzieś nie widzieli.
Ale to co jest jest zrealizowane bardzo porządnie i miło się to ogląda. Zdjęcia są odpowiednio plastyczne i klimatyczne, tempo raczej niespieszne ale gdy już dochodzi do scen akcji to są one zmontowane i pokazane jak należy - Florentine to fachura i to tutaj absolutnie widać. Dodatkowo gdzieś w tle ciągle przygrywa nam klasyczny i bardzo charakterystyczny amerykański motyw muzyczny zatytułowany "Wayfaring Stranger", tutaj w wersji śpiewanej znakomicie wykonany na napisach końcowych przez artystkę znaną pod pseudonimem Mean Mary, nadając całości westernowy charakter.
Lang w roli wojennego weterana walczącego ze złolami sprawdza się rewelacyjnie, Lundgren i Keitel raczej dużo do grania nie mają ale zawsze miło ich widzieć na ekranie, świetnie wypada też Scottie Thompson jako Lena, prowadząca ze swoim niepełnosprawnym ojcem okoliczny bar, chcąca się wyrwać ze skorumpowanego miasteczka. Oscarowych ról tutaj nie uświadczymy ale to nie ten rodzaj kina - ważne, że nikt nie odwala fuszerki, co można też odnieść do kaskaderów i osób odpowiedzialnych za choreografię walk czy scen akcji. Jest to wszystko na bardzo porządnym poziomie realizacyjnym.
I tak w sumie można by "Hellfire" podsumować - typowe B-klasowe ale właśnie bardzo porządne kino, które trwa tyle ile powinno i daje to, czego można się po nim spodziewać. Nikogo raczej nie zachwyci czy nie pozostawi z wieloma pytaniami po seansie, nie odmieniając niczyjego życia ale da rozrywkę na odpowiednim poziomie. Fanom tego typu obrazków polecam, ja bardzo miło spędziłem te 90 kilka minut i absolutnie nie żałuję, że dałem się Isaacowi Florentine'owi namówić na tę podróż do czasów i miejsc, w których wszystko było prostsze i nieskażone współczesną polityką a dobro na koniec zawsze triumfowało nad złem.
Lekko naciągane 7/10.
![[Obrazek: vlcsnap-2026-02-18-16h00m19s102.png]](https://i.postimg.cc/mkdks2Wr/vlcsnap-2026-02-18-16h00m19s102.png)
Kurczę, przyznam się bez bicia - lubię takie proste, niespieszne, klasycznie zrealizowane akcyjniaki. Zwiastun szczerze mówiąc mnie nie kupił, chociaż obsada jest zacna. W roli głównej mamy przecież Stephena Langa a towarzyszą mu Dolph Lundgren czy Harvey Keitel, czyli nazwiska znane każdemu średnio ogarniętemu kinomanowi czy też oglądaczowi filmów, co by nie nadużywać tego pierwszego określenia. W każdym razie są to aktorzy lubiani, aczkolwiek raczej nie sięgnąłbym po "Hellfire" gdyby nie osoba reżysera.
Isaac Florentine to gość może nie tak znany jak wcześniej wymienieni, ale w kręgu miłośników porządnych B-klasowców (przeważnie) ze Scottem Adkinsem w roli głównej bardzo ceniony. Zna się na swojej robocie i fuszerki nie odwala, chociaż pracuje z dosyć małymi budżetami. Dlatego zachęcony tak obsadą jak i jego osobą sięgnąłem po ten obrazek i co mogę napisać - dostałem absolutnie wszystko to, czego oczekiwałem.
Fabuła typowa i znana z kilkuset innych podobnych filmów - rok 1988, miasteczko Rondo gdzieś w Teksasie i przemierzający je wędrowiec, który za chwilę uwikła się w nie swoje sprawy - skorumpowany szeryf, lokalny oligarcha imieniem Jeremiah (no bo zawsze jest jakiś Jeremiah, ostatnio choćby "Tulsa King"), przemyt narkotyków i tego typu sprawy. Schemat oklepany jak twarz Artura Szpilki, ale w tym wypadku zdecydowanie od niego sympatyczniejszy i o wiele lepiej się sprawdzający. Jak ktoś lubi to lubi, jak nie to nie polubi, bo nie ma tutaj nic nowego, czego byśmy już gdzieś nie widzieli.
Ale to co jest jest zrealizowane bardzo porządnie i miło się to ogląda. Zdjęcia są odpowiednio plastyczne i klimatyczne, tempo raczej niespieszne ale gdy już dochodzi do scen akcji to są one zmontowane i pokazane jak należy - Florentine to fachura i to tutaj absolutnie widać. Dodatkowo gdzieś w tle ciągle przygrywa nam klasyczny i bardzo charakterystyczny amerykański motyw muzyczny zatytułowany "Wayfaring Stranger", tutaj w wersji śpiewanej znakomicie wykonany na napisach końcowych przez artystkę znaną pod pseudonimem Mean Mary, nadając całości westernowy charakter.
Lang w roli wojennego weterana walczącego ze złolami sprawdza się rewelacyjnie, Lundgren i Keitel raczej dużo do grania nie mają ale zawsze miło ich widzieć na ekranie, świetnie wypada też Scottie Thompson jako Lena, prowadząca ze swoim niepełnosprawnym ojcem okoliczny bar, chcąca się wyrwać ze skorumpowanego miasteczka. Oscarowych ról tutaj nie uświadczymy ale to nie ten rodzaj kina - ważne, że nikt nie odwala fuszerki, co można też odnieść do kaskaderów i osób odpowiedzialnych za choreografię walk czy scen akcji. Jest to wszystko na bardzo porządnym poziomie realizacyjnym.
I tak w sumie można by "Hellfire" podsumować - typowe B-klasowe ale właśnie bardzo porządne kino, które trwa tyle ile powinno i daje to, czego można się po nim spodziewać. Nikogo raczej nie zachwyci czy nie pozostawi z wieloma pytaniami po seansie, nie odmieniając niczyjego życia ale da rozrywkę na odpowiednim poziomie. Fanom tego typu obrazków polecam, ja bardzo miło spędziłem te 90 kilka minut i absolutnie nie żałuję, że dałem się Isaacowi Florentine'owi namówić na tę podróż do czasów i miejsc, w których wszystko było prostsze i nieskażone współczesną polityką a dobro na koniec zawsze triumfowało nad złem.
Lekko naciągane 7/10.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
18-02-2026, 17:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2026, 20:46 przez slepy51.)






