Kopnęłabym cię, gdybym mogła / If I Had Legs I'd Kick You
Krytyc piejo z zachwytu, że to "Uncut Gems" tylko, że o macierzyństwie. Taki z tego "Uncut Gems", że zasnąłem w kinie. Film jest już w sklepikach, więc sobie dokończyłem w domu i z tego co widzialem to komara przyciąłem około 35 minut przed zakończeniem. Zasnąłem w trakcie kolejnej sesji terapeutycznej głównej bohaterki, a obudziłem się na napisach końcowych jak światła były już na maksa odpalone i ludzie wychodzili.
No, ale trzeba oddać twórczyni, że ten film to w takim razie IMMERSJA na 1000%. Z każdą kolejną minutą byłem zmęczony co najmniej tak bardzo jak główna bohaterka i podobnie, jak jej oko mi się zamykało.
W ogóle nie wiem dlaczego porównuje się ten film z "Uncut Gems". Że to niby takie samo intensywne przeciążenie sensoryczne i emocjonalne? No nie wiem, chyba tylko dla "mama na 100%", "zawód matka" i "mama na pełen etat" na Facebooku i krytyków Filmwebu.
Całość oczywiście w tonie arystycznej symoboliki, której jest tutaj w ciul i jeszcze więcej. Tylko Rose Byrne szkoda, bo jej rola na pewno robi wrażenie i jest godna zobaczenia. Ale cały film totalnie nie mój vibe - odbiłem się mocno.
Krytyc piejo z zachwytu, że to "Uncut Gems" tylko, że o macierzyństwie. Taki z tego "Uncut Gems", że zasnąłem w kinie. Film jest już w sklepikach, więc sobie dokończyłem w domu i z tego co widzialem to komara przyciąłem około 35 minut przed zakończeniem. Zasnąłem w trakcie kolejnej sesji terapeutycznej głównej bohaterki, a obudziłem się na napisach końcowych jak światła były już na maksa odpalone i ludzie wychodzili.
No, ale trzeba oddać twórczyni, że ten film to w takim razie IMMERSJA na 1000%. Z każdą kolejną minutą byłem zmęczony co najmniej tak bardzo jak główna bohaterka i podobnie, jak jej oko mi się zamykało.
W ogóle nie wiem dlaczego porównuje się ten film z "Uncut Gems". Że to niby takie samo intensywne przeciążenie sensoryczne i emocjonalne? No nie wiem, chyba tylko dla "mama na 100%", "zawód matka" i "mama na pełen etat" na Facebooku i krytyków Filmwebu.
Całość oczywiście w tonie arystycznej symoboliki, której jest tutaj w ciul i jeszcze więcej. Tylko Rose Byrne szkoda, bo jej rola na pewno robi wrażenie i jest godna zobaczenia. Ale cały film totalnie nie mój vibe - odbiłem się mocno.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
24-02-2026, 08:27





