(22-02-2026, 23:00)aPaszczak napisał(a): Dahl to jeden z niekwestionowanych królów neo noir. The Last Seduction to ekstremalny przykład, nie kojarzę innego filmu tak ostentacyjnie zdominowanego przez femme fatale. Każdy samiec w tym filmie to zatracony piździelec.
Zarzucę czymś mniej oczywistym. Zrealizowany przez Dahla odcinek genialnego i haniebnie zapomnianego serialu (antologia adaptacji czarnych kryminałów) Fallen Angels. Nie ma serii telewizyjnej z bardziej wyjebaną w kosmos listą reżyserów.
Soderbergh.
Cuaron.
Bogdanovich.
TOM CRUISE ?!
Jakaś polska żydówa, mniejsza z tym.
TOM HANKS?!
KIEFER SUTHERLAND?!
Twórca najlepszego filmu o irlandzkiej mafii w Nowym Jorku w roku 1990 Phil Joanou.
Dahl zrealizował wyjebaną w kosmos adaptację opowiadania Mickeya Spillane'a. Bardzo wierną... jeśli nie liczyć ostatnich 10 sekund.
Nie ma za co dzifki.
(22-02-2026, 23:11)samuuel napisał(a): Paszczak, gruba ta lista reżyserów i myślę, że Kiefer mógł dowalić do pieca
Właśnie jestem w połowie drugiej serii i podoba mi się. Akurat odcinek Kiefera ze sobą i Madchen Amick uważam za najsłabszy. Najlepsze epizody z tych co widzialem do tej pory to Soderbergha (mam na myśli oba), Cuarona, Gordona z Ferrerem (choć bardziej pasuje do Strefy Mroku albo Twin Peaks) i Dahla (to chyba mój ulubiony ze świetnym Pullmanem). Reszta odcinków jest w najgorszym razie ok. A też obsada to jakiś kosmos, nawet jeśli weźmie się pod uwagę że we wspołczesnych serialach to normalne że gwiazdy grają, a to lata 90-e więc raczej nie spotykane. No i sporo obsady z Twin Peaks się pojawia, najwięcej w odcinku Dahla, ze świetnym Pullmanem, który trochę kojarzył mi się, w sensie niektóre sceny z Autostradą Lyncha, ale to pewnie przez obsadę i te jazdy samochodem.
W odcinku Dahla to doslownie każdy kto się pojawia nawet na chwilę to znana twarz. I to też jeden z tych seriali, gdzie aktorzy grają w kilku odcinkach, ale różne role, np Grace Zabriskie, ale najwięcej razy się pojawia Dan Hedaya. Pewnie przez to że oglądam kilka odcinków za jednym posiedzeniem to mam wrażenie że był w każdym odcinku. Największe aktorskie zaskoczenie dla mnie to Fraser u Soderbergha. U Arronofsky'ego przypomniał o sobie, ale w odcinku Soderbergha pokazał, a to czasy gdy był piękny i młody, że nawet z tą przesympatyczna twarzą potrafił zagrać typa, któremu ciężko kibicować i wypada wiarygodnie.
28-02-2026, 01:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-02-2026, 03:01 przez michax.)





