Czy mnie słychać? / Is This Thing On
Będę monotematyczny i napiszę to po raz kolejny - nominacja do Oscara dla Jordana tylko i wyłącznie dlatego, że jest czarny to złodziejstwo. Zwykłe zabranie wyróżnienia dużo lepszym aktorom i występom. Kolejnym takimi aktorem na liście jest Will Arnett! To smutne, jest świetny.
Will Arnett w roli życia (wyłączając głosowe), jest subtelny, kruchy i niezwykle wiarygodny. Ma super chemię z Laurą Dern. Sam film to kino gadane, które lubię, gdzie te rozmowy naprawdę mają emocjonalną wagę i naturalny rytm. Relacja małżeńska jest pokazana z perspektywy obojga bohaterów, pomimo tego, że to Arnett gra tutaj pierwsze skrzypce. Za to duży plus. Cooper też bardzo uczciwie pokazuje kryzys wieku średniego, bez żadnych fajerwerków i nie wiadomo jakiego melodramatu (zaśmiałem jak Arnett zamiast porsche albo lambo kupił se... nowego ID Buzza) Bardzo podoba mi się to, że balans między dramatem a humorem przez większość czasu pozostaje pod kontrolą, w samej historii brak efekciarstwa, jest to mega kameralne i intymne kino z super rozmową na końcu pomiędzy małżonkami.
No i chyba największa zaleta to autentyczne sceny stand-upu, kręcone przed prawdziwą publicznością, z niezręcznymi pauzami i żartami, które nie zawsze działają. Chociaż liczyłem, że będzie tego więcej. Stand-up jest traktowany jako terapia dla głównego bohatera. Fajny pomysł.
Z minusów? Wątek przyjaciela głównego bohatera granego przez samego Coppera - rola w sumie spoko (lepsza niż Lindo, który też ma nominację lol), ale zbędna tak naprawdę. Czasami gubi tempo przez co spojrzałem kilka razy na zegarek. No i sam finał delikatnie przylukrowany względem reszty, która była dosyć surowa.
Nie mniej film godny zobaczenia głównie dla roli BoJacka :) 7/10
Będę monotematyczny i napiszę to po raz kolejny - nominacja do Oscara dla Jordana tylko i wyłącznie dlatego, że jest czarny to złodziejstwo. Zwykłe zabranie wyróżnienia dużo lepszym aktorom i występom. Kolejnym takimi aktorem na liście jest Will Arnett! To smutne, jest świetny.
Will Arnett w roli życia (wyłączając głosowe), jest subtelny, kruchy i niezwykle wiarygodny. Ma super chemię z Laurą Dern. Sam film to kino gadane, które lubię, gdzie te rozmowy naprawdę mają emocjonalną wagę i naturalny rytm. Relacja małżeńska jest pokazana z perspektywy obojga bohaterów, pomimo tego, że to Arnett gra tutaj pierwsze skrzypce. Za to duży plus. Cooper też bardzo uczciwie pokazuje kryzys wieku średniego, bez żadnych fajerwerków i nie wiadomo jakiego melodramatu (zaśmiałem jak Arnett zamiast porsche albo lambo kupił se... nowego ID Buzza) Bardzo podoba mi się to, że balans między dramatem a humorem przez większość czasu pozostaje pod kontrolą, w samej historii brak efekciarstwa, jest to mega kameralne i intymne kino z super rozmową na końcu pomiędzy małżonkami.
No i chyba największa zaleta to autentyczne sceny stand-upu, kręcone przed prawdziwą publicznością, z niezręcznymi pauzami i żartami, które nie zawsze działają. Chociaż liczyłem, że będzie tego więcej. Stand-up jest traktowany jako terapia dla głównego bohatera. Fajny pomysł.
Z minusów? Wątek przyjaciela głównego bohatera granego przez samego Coppera - rola w sumie spoko (lepsza niż Lindo, który też ma nominację lol), ale zbędna tak naprawdę. Czasami gubi tempo przez co spojrzałem kilka razy na zegarek. No i sam finał delikatnie przylukrowany względem reszty, która była dosyć surowa.
Nie mniej film godny zobaczenia głównie dla roli BoJacka :) 7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
02-03-2026, 22:31





