Niekiedy słyszę zawodzenie psów i zastanawiam się nad ich stopniem pokrewieństwa z Plantem; wyżyny tego wieśniackiego wycia osiągnął na II. Generalnie gdyby z całego repertuaru (wliczamy Codę) tych rzezimieszków usunąć towary skradzione (do pewnego momentu [bodaj IV] była to bodaj prawie połowa kawałków), to z reszty moooooże udałoby się sklecić jeden przyzwoity album (naciągane 4 w skali szkolnej).
Pogadajmy o dwóch sprawach: opiniach subiektywnych i faktach. Od zawsze nie trawię LZ (o plagiatowaniu nie wiedziałem od początku); z miejsca odrzuca mnie barwa głosu Planta, psuje mi to (i tak nudne) hardrockowe rzępolenie. Bonham może sobie wirtuozersko napieprzać w bębny a pedofil Page walić solówkę za solówką, ale mam to gdzieś. W idealnym świecie Black Sabbath (wiem, nieco inne rejony) byłby traktowany jak Led Zeppelin, a Zeppelin... no, mniej więcej jak taki Uriah Heep. W każdym razie narzekam i psioczę, bo nie lubię ceplinów, natomiast jeśli komuś podoba się tego typu granie, to nie mam nic do gadania — kwestia gustu; w przypadku muzyki trudno o rozkładanie kompozycji na czynniki pierwsze i wyrokowanie: to jest złe, to słabo zaśpiewane, tutaj przejście nie pasuje i tak dalej. Z filmami łatwiej: można wytykać błędy logiczne w scenariuszu, wyśmiewac nędzne aktorstwo etc. Cytat z „tańczeniem o architekturze" podsumowuje kwestię subiektywnego odbioru muzyki.
Teraz druga kwestia: fakty. Ceplini kradli. Nie inspirowali się. Nie „pożyczali". Bezczelnie, prostacko brali cudze, psikali sprejem i przedstawiali jako swoje. Zostało to wielokrotnie udowodnione w sądzie i poza nim (choćby zestawienia linii melodycznych). Taka sytuacja: nowo powstała firma wypuszcza na rynek automobil. Pojazd z dobrym silnikiem, całkiem wygodny i wydajny, przyjemny w prowadzeniu. Wygląda trochę koślawo (taki śmieszny „kańciak") i kolor nieco ponury, ale nie ma tragedii. Na scenę wkraczają złoczyńcy, kradną samochodzik, trochę go „przycinają", wygładzają, przemalowują (coś pstrokatego albo pastelowego), montują nowy, cholernie głośny klakson, po czym krzyczą: patrzcie, jaki wspaniały wóz zaprojektowaliśmy. Konsumenci w siódmym niebie pieją peany na cześć nowych pionerów branży automoto. Tak mniej więcej wygląda historia Led Zeppelin; „wielkość" osiągnięta plagiatowaniem, przy śladowym udziale kreatywności. Pies (nie mylić z Plantem) ich wiadomo co. :)
Może eksmisja do paplaninowej Muzyki?
Pogadajmy o dwóch sprawach: opiniach subiektywnych i faktach. Od zawsze nie trawię LZ (o plagiatowaniu nie wiedziałem od początku); z miejsca odrzuca mnie barwa głosu Planta, psuje mi to (i tak nudne) hardrockowe rzępolenie. Bonham może sobie wirtuozersko napieprzać w bębny a pedofil Page walić solówkę za solówką, ale mam to gdzieś. W idealnym świecie Black Sabbath (wiem, nieco inne rejony) byłby traktowany jak Led Zeppelin, a Zeppelin... no, mniej więcej jak taki Uriah Heep. W każdym razie narzekam i psioczę, bo nie lubię ceplinów, natomiast jeśli komuś podoba się tego typu granie, to nie mam nic do gadania — kwestia gustu; w przypadku muzyki trudno o rozkładanie kompozycji na czynniki pierwsze i wyrokowanie: to jest złe, to słabo zaśpiewane, tutaj przejście nie pasuje i tak dalej. Z filmami łatwiej: można wytykać błędy logiczne w scenariuszu, wyśmiewac nędzne aktorstwo etc. Cytat z „tańczeniem o architekturze" podsumowuje kwestię subiektywnego odbioru muzyki.
Teraz druga kwestia: fakty. Ceplini kradli. Nie inspirowali się. Nie „pożyczali". Bezczelnie, prostacko brali cudze, psikali sprejem i przedstawiali jako swoje. Zostało to wielokrotnie udowodnione w sądzie i poza nim (choćby zestawienia linii melodycznych). Taka sytuacja: nowo powstała firma wypuszcza na rynek automobil. Pojazd z dobrym silnikiem, całkiem wygodny i wydajny, przyjemny w prowadzeniu. Wygląda trochę koślawo (taki śmieszny „kańciak") i kolor nieco ponury, ale nie ma tragedii. Na scenę wkraczają złoczyńcy, kradną samochodzik, trochę go „przycinają", wygładzają, przemalowują (coś pstrokatego albo pastelowego), montują nowy, cholernie głośny klakson, po czym krzyczą: patrzcie, jaki wspaniały wóz zaprojektowaliśmy. Konsumenci w siódmym niebie pieją peany na cześć nowych pionerów branży automoto. Tak mniej więcej wygląda historia Led Zeppelin; „wielkość" osiągnięta plagiatowaniem, przy śladowym udziale kreatywności. Pies (nie mylić z Plantem) ich wiadomo co. :)
Może eksmisja do paplaninowej Muzyki?
17-03-2026, 17:33





