Wzięło mnie na blaxploitation - w końcu mamy "progres", więc "trzeba" nadrabiać.
Across 110th Street - Jak dla mnie to bardziej oldskulowy kryminał z rasowymi wątkami niż czarny nurt kina jako taki, co nie zmienia faktu, że to solidna rzecz. Dobra obsada, świetny soundtrack i ta charakterystyczna dla lat 70., niepodrabialna atmosfera ulicy robią swoje. Nawet głupotka w finale - dodajmy iż zwieńczonym proroczym ujęciem w kontekście kulturowym - nie razi.
7+/10
Black Caesar - To mógłby być pewnie gangsterski klasyk, gdyby nie iście komiksowy sznyt i miejscami cyrkowa realizacja (zwłaszcza w finale), która pcha całość w rejony niezamierzonej parodii. Do tego Fred Williamson jest bardziej drętwy ode mnie i ma gigantyczny kij w dupie. Oczywiście całość już tonie w elementach rasowych, więc mamy tu tak dobrze znany z obecnych produkcji absolutnie negatywny obrazek białych, którzy są idiotami dającymi rozstawiać się po kątach jak małe dzieci przez naszego drewnianego herosa (i białe kobiety gotowe niańczyć mu dzieci za kawałek czarnej pyty). Są tu co prawda dobre sceny i pomysły, ale całościowo rzecz poniżej średniej krajowej.
4/10
Hell Up in Harlem - Sequel do powyższego, wysmażony na szybko z uwagi na sukces kasowy poprzednika. Ponieważ w oryginalnym zakończeniu tamtego dzieła czarny Pinokio ginie, więc już początek nie ma tu sensu, ale to akurat najmniejszy problem tego cudeńka, które jest na poziomie produkcji ZF Skurcz - i nie, nie przesadzam. Kuriozalnie złe jest tu naprawdę wszystko, choć wisienką na torcie pozostaje atak czarnych na wyspę białych, gdzie nie działa absolutnie nic i spuentowane jest to wziętym z absolutnej dupy kontekstem rasistowskim. Film idealny do alkoholu, bo tylko tak można docenić jego walory rozrywkowe. Paradoksalnie sam Williamson wypada tu lepiej.
2/10
Coffy - Klasyka przez duże K(KK). Pam Grier jest świetna, fabuła też w miarę solidna i - co należy wyróżnić w tego typu kinie - psychologicznie dopracowana. Finał jest pod tym względem naprawdę dobry - szczególnie, gdy zestawimy to z obecnym feminizmem na dużym ekranie. Zresztą w ogóle jest to dość stonowana rzecz pod względem światopoglądowym. A poza tym to, tak po prostu, spoko film i tyle.
7/10
Sheba, Baby - Znowu Grier, niestety tym razem w fabule o dwie klasy niższej. Dziewczyna to nadal dynamit, ale bondowska intryga i takie też postaci zupełnie nie pomagają. Przeciętna realizacja dopełnia całości, którą ogląda się w miarę bezboleśnie, choć nie jest to film na miarę poprzednika, Foxy Brown czy nawet Cleopatry Jones, które powstały w międzyczasie.
5/10
Truck Turner - Naprawdę przyjemny miks detektywistycznej przygody z humorem i kina akcji. Isaac Hayes ma luz, którego brakowało Williamsowi, a fabuła jest naprawdę pomysłowa i bardzo, bardzo rozrywkowa. Realizacyjnie też trudno się tu do czegoś przyczepić, a sceny pościgu pozazdrościć mógłby niejeden "biały film". Kolejnym plusem jest ponownie bardzo dobry, dziś będący wszak klasyką samą w sobie, soundtrack. Jedynym większym mankamentem może być fakt, że pierwsza połowa filmu jest nieco lepsza od drugiej, ale niejako wynagradza to finał z bardzo oryginalną sceną śmierci.
7/10
Across 110th Street - Jak dla mnie to bardziej oldskulowy kryminał z rasowymi wątkami niż czarny nurt kina jako taki, co nie zmienia faktu, że to solidna rzecz. Dobra obsada, świetny soundtrack i ta charakterystyczna dla lat 70., niepodrabialna atmosfera ulicy robią swoje. Nawet głupotka w finale - dodajmy iż zwieńczonym proroczym ujęciem w kontekście kulturowym - nie razi.
7+/10
Black Caesar - To mógłby być pewnie gangsterski klasyk, gdyby nie iście komiksowy sznyt i miejscami cyrkowa realizacja (zwłaszcza w finale), która pcha całość w rejony niezamierzonej parodii. Do tego Fred Williamson jest bardziej drętwy ode mnie i ma gigantyczny kij w dupie. Oczywiście całość już tonie w elementach rasowych, więc mamy tu tak dobrze znany z obecnych produkcji absolutnie negatywny obrazek białych, którzy są idiotami dającymi rozstawiać się po kątach jak małe dzieci przez naszego drewnianego herosa (i białe kobiety gotowe niańczyć mu dzieci za kawałek czarnej pyty). Są tu co prawda dobre sceny i pomysły, ale całościowo rzecz poniżej średniej krajowej.
4/10
Hell Up in Harlem - Sequel do powyższego, wysmażony na szybko z uwagi na sukces kasowy poprzednika. Ponieważ w oryginalnym zakończeniu tamtego dzieła czarny Pinokio ginie, więc już początek nie ma tu sensu, ale to akurat najmniejszy problem tego cudeńka, które jest na poziomie produkcji ZF Skurcz - i nie, nie przesadzam. Kuriozalnie złe jest tu naprawdę wszystko, choć wisienką na torcie pozostaje atak czarnych na wyspę białych, gdzie nie działa absolutnie nic i spuentowane jest to wziętym z absolutnej dupy kontekstem rasistowskim. Film idealny do alkoholu, bo tylko tak można docenić jego walory rozrywkowe. Paradoksalnie sam Williamson wypada tu lepiej.
2/10
Coffy - Klasyka przez duże K(KK). Pam Grier jest świetna, fabuła też w miarę solidna i - co należy wyróżnić w tego typu kinie - psychologicznie dopracowana. Finał jest pod tym względem naprawdę dobry - szczególnie, gdy zestawimy to z obecnym feminizmem na dużym ekranie. Zresztą w ogóle jest to dość stonowana rzecz pod względem światopoglądowym. A poza tym to, tak po prostu, spoko film i tyle.
7/10
Sheba, Baby - Znowu Grier, niestety tym razem w fabule o dwie klasy niższej. Dziewczyna to nadal dynamit, ale bondowska intryga i takie też postaci zupełnie nie pomagają. Przeciętna realizacja dopełnia całości, którą ogląda się w miarę bezboleśnie, choć nie jest to film na miarę poprzednika, Foxy Brown czy nawet Cleopatry Jones, które powstały w międzyczasie.
5/10
Truck Turner - Naprawdę przyjemny miks detektywistycznej przygody z humorem i kina akcji. Isaac Hayes ma luz, którego brakowało Williamsowi, a fabuła jest naprawdę pomysłowa i bardzo, bardzo rozrywkowa. Realizacyjnie też trudno się tu do czegoś przyczepić, a sceny pościgu pozazdrościć mógłby niejeden "biały film". Kolejnym plusem jest ponownie bardzo dobry, dziś będący wszak klasyką samą w sobie, soundtrack. Jedynym większym mankamentem może być fakt, że pierwsza połowa filmu jest nieco lepsza od drugiej, ale niejako wynagradza to finał z bardzo oryginalną sceną śmierci.
7/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
23-03-2026, 04:37





