Anastazja (1956) - i kolejny film z 1956 roku z Yulem Brynnerem za mną. Dlatego, bo się dowiedziałem, że Anastazja Dona Blutha była na podst. tego filmu (a robię na Śląskie Dni Fantastyki prelekcję o disneyowskich podróbach). Mnie zaskoczyło, że mimo tematyki nie jest to romansidło i 90% fabuły opiera się na próbach oszustwa. Bo też nie ma jakiegoś wątku romansowego Bunina z Anną, a jak są jakieś wskazówki odnośnie zakwitania uczucia, to bardzo subtelne. Zwłaszcza, że postać Brynnera nie jest tu sympatycznym kombinatorem z Blutha, a dumnym łajdakiem chcącym tylko kasy. A i tak jest bardziej charyzmatyczny niż safandułowaty książę Paweł (czemu on musiał być moim imiennikiem?) i nic dziwnego, że Anka nie była chętna na ożenek z arystokratą.
Ładnie film gra tym, że I też mądra fabuła, bo Bunin wierzy w sukces oszustwa, gdyż Anastazję widywano z odległości, a pamięć jest zawodna, nie mówiąc że potencjalna carewna postarzała się i to w niekorzystnych warunkach (przez co, faktyczny wiek Ingrid - 40 lat - wypada na korzyść). A sam tytułowa (?) bohaterka sama nie wie czy nią jest i zgadza się na udział w scamie, bo liczy na odpędzenie demonów. Świetna Bergman w roli znerwicowanej kobiety z kryzysem tożsamości. Najlepsza scena to konfrontacja z konkretną cesarzową (też dobra kreacja) zderzenie dwóch odmiennych osobowości odbywającego się bez zbędnego sentymentalizmu (i jest nawet meta-komentarz do melodramatów).
Co też pochwalę, to widać, że odrobili lekcje w znajomości rosyjskiej kultury. Oddano także poprawną wymowę rosyjskich imion i nazewnictwa. Też na plus wychodzi, że kręcili to w prawdziwych lokalizacjach, czym pomaga jeszcze świeży Cinemascope. Także pozwolili na nieco szorstkości, ukazując zapyziałe uliczki Paryża.
Jednocześnie czegoś mi brakuje, ale w sumie nie wiem czego. Ale generalnie to przyzwoita produkcja.
7/10
Ładnie film gra tym, że I też mądra fabuła, bo Bunin wierzy w sukces oszustwa, gdyż Anastazję widywano z odległości, a pamięć jest zawodna, nie mówiąc że potencjalna carewna postarzała się i to w niekorzystnych warunkach (przez co, faktyczny wiek Ingrid - 40 lat - wypada na korzyść). A sam tytułowa (?) bohaterka sama nie wie czy nią jest i zgadza się na udział w scamie, bo liczy na odpędzenie demonów. Świetna Bergman w roli znerwicowanej kobiety z kryzysem tożsamości. Najlepsza scena to konfrontacja z konkretną cesarzową (też dobra kreacja) zderzenie dwóch odmiennych osobowości odbywającego się bez zbędnego sentymentalizmu (i jest nawet meta-komentarz do melodramatów).
Co też pochwalę, to widać, że odrobili lekcje w znajomości rosyjskiej kultury. Oddano także poprawną wymowę rosyjskich imion i nazewnictwa. Też na plus wychodzi, że kręcili to w prawdziwych lokalizacjach, czym pomaga jeszcze świeży Cinemascope. Także pozwolili na nieco szorstkości, ukazując zapyziałe uliczki Paryża.
Jednocześnie czegoś mi brakuje, ale w sumie nie wiem czego. Ale generalnie to przyzwoita produkcja.
7/10
29-03-2026, 17:52

Spoiler




