Michael - ultrabezpieczny biopic stojący muzyką i fenomenalnym jeśli chodzi o sceny taneczne Jaafarem. Genów nie oszukasz, chłopak pozamiatał ostro, a moment gdy idzie do kalifornijskich tancerzy trenować do "Beat It" to jest pełna epa i pierwszy pokaz talentu bratanka. Chyba nikt by nie byłby w stanie tego tak dobrze ogarnąć, nawet Christian Bale w szczycie swoich aktorskich transformacji.
Ale niestety, jest w tym filmie jeszcze fabuła z zestawem czerstwych dialogów. Tu nawet nie ma pola do refleksji, zastanowienia się nad postacią Michaela. Kiedy z ust padają tak ponadczasowe cytaty jak "Zawsze byłeś wyjątkowy" lub "Na świecie są tylko zwycięzcy i przegrani" to nie pozostaje widowni zostawić tego z uśmieszkiem. Może dlatego całość jest tak przeładowana muzyką - bo tylko ona i sceny z występów bronią się w 100%. Wielkich emocji tu nie ma, ale bawiłem się ok. I dodam, że jeśli nie pojawi się sequel pokazujący tę gorszą stronę życia Jacksona i jego powolny zjazd w uzależnienia i afery, to ten film nie ma najmniejszego sensu. Nie dlatego, że jest słaby (bo warsztatowo to stany średnie), ale dlatego że to po prostu wielomilionowa laurka postaci, której już nie ma, a która ciągnęła za sobą cały ciąg kontrowersji. To już Luhrmann w Elvisie miał więcej jaj, aby pokazać zaćpaną legendę. Tutaj tego nie ma.
5+/10
Ale niestety, jest w tym filmie jeszcze fabuła z zestawem czerstwych dialogów. Tu nawet nie ma pola do refleksji, zastanowienia się nad postacią Michaela. Kiedy z ust padają tak ponadczasowe cytaty jak "Zawsze byłeś wyjątkowy" lub "Na świecie są tylko zwycięzcy i przegrani" to nie pozostaje widowni zostawić tego z uśmieszkiem. Może dlatego całość jest tak przeładowana muzyką - bo tylko ona i sceny z występów bronią się w 100%. Wielkich emocji tu nie ma, ale bawiłem się ok. I dodam, że jeśli nie pojawi się sequel pokazujący tę gorszą stronę życia Jacksona i jego powolny zjazd w uzależnienia i afery, to ten film nie ma najmniejszego sensu. Nie dlatego, że jest słaby (bo warsztatowo to stany średnie), ale dlatego że to po prostu wielomilionowa laurka postaci, której już nie ma, a która ciągnęła za sobą cały ciąg kontrowersji. To już Luhrmann w Elvisie miał więcej jaj, aby pokazać zaćpaną legendę. Tutaj tego nie ma.
5+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
1 godzinę temu (Ten post był ostatnio modyfikowany: 1 godzinę temu przez Snappik.)






