Michael Jackson: The Verdict - większość psychofanów MJ-a kazała nie oglądać, bo dokument wyszedł w momencie, gdy Król Popu zaczął być lepiej spostrzegany (plus kolejne Brutusy - rodzeństwo Cascio - zaczęły chlipać w jakiejś australijskiej bulwarówce, jak to MJ ich macał, będąc wiarygodnym tak samo jak te różne ananasy ze "Sprawy dla reportera" orane przez mecenasa Kaszewiaka). I niepokojąca była plota, że producentem był facet od tego mockumentu Bashira, od którego zaczęła ta chryja. Zdecydowałem dać szansę, bo część recenzentów chwaliła za neutralność, a Netflix jednak umie w dokumenty. Byłem ciekaw, więc spiraciłem.
Muszę przyznać, że dokument jest jako tako obiektywny. Przede wszystkim daje się wypowiedzieć obu stronom, zarówno tej anty-jacksonowej i pro-jacksonowej. Bo we własnej osobie pojawia się Bashir, który się wybiela, Ale dokument też mówi, iż Bashir zrobił swój materiał dla famy. I Arvizów też wybielali (którzy na początku nie chcieli dawać pożywki mediom), przy czym nie pominęli, że matka rzekomych ofiar była notoryczną oszustką. Michaela też pokazali czasem z dobrej strony, bo dobrowolnie dał się zakuć policji i konsekwentnie odmawiał komentarza mediom ze względu na zakazy sędziowskie. A część prokuratury i policja po prostu wykonywała służbowe obowiązki. I choć werdykt zostaje podany, że MJ jest niewinny i jeden prokurator przyjmuje porażkę ze spokojem... Ale kilkukrotnie jakby sugeruje, "Michał Józef Dżekson ruchał małe dzieci" jak pokazują makiety Neverland jak w jakimś horrorze o duchach. Też sporo pomijają przy sprawie z 1993 roku, jak to że był to proces cywilny i ten ojciec Chandlera miał niekoniecznie czyste intencje. Plus ucięli wypowiedź Culkina u Kinga dająca kontekst wielkości sypialni MJ-a. I nie wiem, czy to było świadome, ale wspomniane, że Jermaine chciał brata bronić, bo miał w planach z nim koncertować i kasa przeleciała obok kinola (to akurat mogę uwierzyć). I brakowało mi w tym dokumencie drugiego adwokata MJ-a, Toma Mesereau czy jego podwładnej, bo myślę że sporo daliby contentu i dokument by zyskał na obiektywności.
Plus liczyłem, że dadzą więcej mięsa, o którym szerzej czytałem w Nie(do)tykalnym Randalla Sullivana (najlepszej książce o Jacksonie). Jak MJ był na tyle przytomny, że miał swój własny materiał filmowy i potem wyemitował go w Foxie. Lub jak na początku jak gówno się rozlało to strona Jacksona popełniała megakardynalne błędy (jak zatrudnienie pierwszego adwokata, któremu bardziej zależało na szoł. Czy Naród Islamu wynajęty przez Randy'ego Jacksona chciał robić zamieszki rasowe). Czy gdy Mesereau i jego team musiał użerać z ludźmi Jacksona (gdy paradoksalnie to Michael był najmniej problematyczny i nie sprawiał kłopotów jako klient). I podczas, gdy wszyscy Jacksonowie otaczali wsparciem (?), to Jermaine (zawsze zazdrosny o brata) pracował nad jakąś książką z sugestiami, że MJ to może jednak PDF.
Jako fan MJ-a powiem, że można obejrzeć dokument Netflixa bez zgrzytów, bo idzie w szarość i jest parę interesujących szczegółów. Choć próbuje sugerować tezę i dla uzupełniania powinno się dać Nie(do)tykalnego czy odcinek True Crime Aphrodite Jones.
6/10
Muszę przyznać, że dokument jest jako tako obiektywny. Przede wszystkim daje się wypowiedzieć obu stronom, zarówno tej anty-jacksonowej i pro-jacksonowej. Bo we własnej osobie pojawia się Bashir, który się wybiela, Ale dokument też mówi, iż Bashir zrobił swój materiał dla famy. I Arvizów też wybielali (którzy na początku nie chcieli dawać pożywki mediom), przy czym nie pominęli, że matka rzekomych ofiar była notoryczną oszustką. Michaela też pokazali czasem z dobrej strony, bo dobrowolnie dał się zakuć policji i konsekwentnie odmawiał komentarza mediom ze względu na zakazy sędziowskie. A część prokuratury i policja po prostu wykonywała służbowe obowiązki. I choć werdykt zostaje podany, że MJ jest niewinny i jeden prokurator przyjmuje porażkę ze spokojem... Ale kilkukrotnie jakby sugeruje, "Michał Józef Dżekson ruchał małe dzieci" jak pokazują makiety Neverland jak w jakimś horrorze o duchach. Też sporo pomijają przy sprawie z 1993 roku, jak to że był to proces cywilny i ten ojciec Chandlera miał niekoniecznie czyste intencje. Plus ucięli wypowiedź Culkina u Kinga dająca kontekst wielkości sypialni MJ-a. I nie wiem, czy to było świadome, ale wspomniane, że Jermaine chciał brata bronić, bo miał w planach z nim koncertować i kasa przeleciała obok kinola (to akurat mogę uwierzyć). I brakowało mi w tym dokumencie drugiego adwokata MJ-a, Toma Mesereau czy jego podwładnej, bo myślę że sporo daliby contentu i dokument by zyskał na obiektywności.
Plus liczyłem, że dadzą więcej mięsa, o którym szerzej czytałem w Nie(do)tykalnym Randalla Sullivana (najlepszej książce o Jacksonie). Jak MJ był na tyle przytomny, że miał swój własny materiał filmowy i potem wyemitował go w Foxie. Lub jak na początku jak gówno się rozlało to strona Jacksona popełniała megakardynalne błędy (jak zatrudnienie pierwszego adwokata, któremu bardziej zależało na szoł. Czy Naród Islamu wynajęty przez Randy'ego Jacksona chciał robić zamieszki rasowe). Czy gdy Mesereau i jego team musiał użerać z ludźmi Jacksona (gdy paradoksalnie to Michael był najmniej problematyczny i nie sprawiał kłopotów jako klient). I podczas, gdy wszyscy Jacksonowie otaczali wsparciem (?), to Jermaine (zawsze zazdrosny o brata) pracował nad jakąś książką z sugestiami, że MJ to może jednak PDF.
Jako fan MJ-a powiem, że można obejrzeć dokument Netflixa bez zgrzytów, bo idzie w szarość i jest parę interesujących szczegółów. Choć próbuje sugerować tezę i dla uzupełniania powinno się dać Nie(do)tykalnego czy odcinek True Crime Aphrodite Jones.
6/10
6 godzin(y) temu (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6 godzin(y) temu przez OGPUEE.)





