Over your dead body (2026) czyli mąż artysta ma dość żony artystki i postanawia ją zabić, nie wiedząc, że żona ma identyczny plan - weekend w domku wypoczynkowym nad jeziorem szybko przeradza się w katastrofę. Niestety, nie dlatego, że żona wszystko odkrywa (chociaż to też), ale dlatego, że
i to bardzo boli. Troszkę gore jest, ale cała ta przemoc jest naprawdę fatalnie ukazana, jak z kreskówki: jeśli ktoś dostanie w łeb, to pada nieprzytomny, albo jest tak zamroczony, że ledwo jest w stanie ustać na własnych nogach, albo po kilku ciosach w łeb zaczyna wymiotować i to jest spoko, ALE jednocześnie typ przyjmuje x ciosów nożem, w tym w łeb i poza utratą przytomności na parę chwil nic sobie z tego nie robi, podobnie potrącenie przez samochód jadący z pełną prędkością, aż gościa wyrzuciło w powietrze nie ma absolutnie żadnych konsekwencji, czy przebicie stopy nożem początkowo sprawia, że ledwo się można poruszać a potem jest nieskrępowany niczym bieg...no nie kupuję tego, niestety.
Podobnie nie kupuję gry Olyphanta, Lewis i tego trzeciego, stereotypowej góry mięcha o mentalności dziecka, jakieś to takie, nie wiem, wymuszone, sztuczne, ale bez uroku. Dla porównania, Samara jako żona i zarazem podrzędna aktorka ma o niebo trudniejszą rolę (choć sama nie jest przecież cholera wie jak wybitną aktorką) i potrafi zabłysnąć kilka razy, tak samo jak Jason Segel jako jej mąż, podrzędny reżyser całkiem wiarygodnie przechodzi przemianę... ale i tak wszystko szlag trafia przez ten twist wspomniany w spojlerze. Niepotrzebny totalnie, już zabawa z pokazywaniem wszystkiego z dwóch punktów widzenia - planu żony, planu męża - była wystarczająca, zwłaszcza, że ON miał pomagiera, a ONA... no, sama też nie była. I można było to pociągnąć! W tym kierunku iść!
Ledwo 5/10. Zmarnowany, niewykorzystane potencjał.
i to bardzo boli. Troszkę gore jest, ale cała ta przemoc jest naprawdę fatalnie ukazana, jak z kreskówki: jeśli ktoś dostanie w łeb, to pada nieprzytomny, albo jest tak zamroczony, że ledwo jest w stanie ustać na własnych nogach, albo po kilku ciosach w łeb zaczyna wymiotować i to jest spoko, ALE jednocześnie typ przyjmuje x ciosów nożem, w tym w łeb i poza utratą przytomności na parę chwil nic sobie z tego nie robi, podobnie potrącenie przez samochód jadący z pełną prędkością, aż gościa wyrzuciło w powietrze nie ma absolutnie żadnych konsekwencji, czy przebicie stopy nożem początkowo sprawia, że ledwo się można poruszać a potem jest nieskrępowany niczym bieg...no nie kupuję tego, niestety.
Podobnie nie kupuję gry Olyphanta, Lewis i tego trzeciego, stereotypowej góry mięcha o mentalności dziecka, jakieś to takie, nie wiem, wymuszone, sztuczne, ale bez uroku. Dla porównania, Samara jako żona i zarazem podrzędna aktorka ma o niebo trudniejszą rolę (choć sama nie jest przecież cholera wie jak wybitną aktorką) i potrafi zabłysnąć kilka razy, tak samo jak Jason Segel jako jej mąż, podrzędny reżyser całkiem wiarygodnie przechodzi przemianę... ale i tak wszystko szlag trafia przez ten twist wspomniany w spojlerze. Niepotrzebny totalnie, już zabawa z pokazywaniem wszystkiego z dwóch punktów widzenia - planu żony, planu męża - była wystarczająca, zwłaszcza, że ON miał pomagiera, a ONA... no, sama też nie była. I można było to pociągnąć! W tym kierunku iść!
Ledwo 5/10. Zmarnowany, niewykorzystane potencjał.
10-06-2026, 12:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-06-2026, 12:06 przez raven.second.)
Spoiler




