Silent Hill: Homecoming
Pierwsze screeny i filmiki z tej gry pokazywały, że to już nie będzie to samo Silent Hill co kiedyś, ale nie spodziewałem się że będzie to tak fatalna gra:
+ większa interakcja z otoczeniem - oczywiście tylko tam gdzie pozwolili na to twórcy, ale możliwość przeciskania się między wąskimi szczelinami, przechodzenia pod przeszkodami czy wspinania dodała nieco realizmu
- scenariusz - twórcy gry oglądali film Silent Hill, Piłę 3 i Hostel. Zapomnieli tylko zagrać w gry Silent Hill, dlatego ich gra nie ma z tym o co w serii chodzi w zasadzie nic wspólnego. Jakby tego było mało upstrzyli fabułę okropnymi kliszami, jeden z dwóch końcowych twistów powoduje tylko przewrócenie oczami, a drugi to zrzynka - żeby nie spojlerować - z jednej z części SH i na tym znajomość serii się kończy.
- teleportacja - tak można to określić. W poprzednich częściach gracz przemieszczał się z miejsca na miejsce, tutaj też tak jest, ale kilkukrotnie główny bohater traci przytomność i budzi się... w innym mieście.
- dialogi - chyba najgorsze ever. EVER i nie mówię tylko o grach. Mała próbka: w pewnym momencie towarzyszy nam czarnoskóry policjant. Idziemy, pojawia się cutscenka, z górnego poziomu więzienia zeskakuje największy z potworów. Policjant: Ty zakuj go w kajdanki, a ja przeczytam mu jego prawa. Albo po tym jak główny bohater był świadkiem transformacji świata, po tym jak widział te różne potwory, gdy pojawia się kolejny mówi: You gotta be shittin' me! Sklerotyk czy co?
- potwory - pasują do wszystkiego, ale nie do Silent Hill. Tylko pielęgniarki (co robią w hotelu???) się bronią, dodatkowo wyglądają jak w filmie. Reszta pochodzi z zupełnie innej bajki, za to bossowie... pomijam że ich pojawienie się nie ma ŻADNEGO sensu ani uzasadnienia w fabule, to fantazyjne, może i niezłe stwory, ale w ogóle nie pasujące do Silent Hill.
- klimat - a raczej jego brak. Gra nie jest w ogóle straszna. W OGÓLE. To dotyczy eksploracji świata mgły. Gdy otoczenie przechodzi transformację jest jeszcze "lepiej". Czemu to wszystko takie jaskrawe i cool? Gwoździem do trumny jest droga do kościoła, gdy jesteśmy w Otherworldzie na zewnątrz - normalnie się zaśmiałem. Świecące okna, czerwone niebo, full wypas. To samo z poziomem Hell Descent - niektóre tekstury są niezłe, ale znowu design i realizacja wołają o pomstę do nieba.
- zagadki - pomijając kilka pomniejszych, będących zupełnie ok zagadek pojawiają się większe, będące zupełnie nie na miejscu. Np. gdy dom głównego bohatera przechodzi transformację, zamienia się w dom gry; trzeba rozwiązać zagadki w 4 pokojach by otworzyć drzwi. Zerowe znaczenie dla fabuły, za to sztucznie ją przedłużające. Nie mówiąc już o tym że razem z nami w domu uwięziona została dwójka ludzi która porwała naszą matkę, ale magicznie zniknęli :lol:
Mógłbym pisać tak jeszcze długo, ta gra to jedno wielkie nieporozumienie. Nawet muzyka Akiry jest nijaka, tylko muzyczka z menu utkwiła mi w pamięci.
Ocena: 1/10
Pierwsze screeny i filmiki z tej gry pokazywały, że to już nie będzie to samo Silent Hill co kiedyś, ale nie spodziewałem się że będzie to tak fatalna gra:
+ większa interakcja z otoczeniem - oczywiście tylko tam gdzie pozwolili na to twórcy, ale możliwość przeciskania się między wąskimi szczelinami, przechodzenia pod przeszkodami czy wspinania dodała nieco realizmu
- scenariusz - twórcy gry oglądali film Silent Hill, Piłę 3 i Hostel. Zapomnieli tylko zagrać w gry Silent Hill, dlatego ich gra nie ma z tym o co w serii chodzi w zasadzie nic wspólnego. Jakby tego było mało upstrzyli fabułę okropnymi kliszami, jeden z dwóch końcowych twistów powoduje tylko przewrócenie oczami, a drugi to zrzynka - żeby nie spojlerować - z jednej z części SH i na tym znajomość serii się kończy.
- teleportacja - tak można to określić. W poprzednich częściach gracz przemieszczał się z miejsca na miejsce, tutaj też tak jest, ale kilkukrotnie główny bohater traci przytomność i budzi się... w innym mieście.
- dialogi - chyba najgorsze ever. EVER i nie mówię tylko o grach. Mała próbka: w pewnym momencie towarzyszy nam czarnoskóry policjant. Idziemy, pojawia się cutscenka, z górnego poziomu więzienia zeskakuje największy z potworów. Policjant: Ty zakuj go w kajdanki, a ja przeczytam mu jego prawa. Albo po tym jak główny bohater był świadkiem transformacji świata, po tym jak widział te różne potwory, gdy pojawia się kolejny mówi: You gotta be shittin' me! Sklerotyk czy co?
- potwory - pasują do wszystkiego, ale nie do Silent Hill. Tylko pielęgniarki (co robią w hotelu???) się bronią, dodatkowo wyglądają jak w filmie. Reszta pochodzi z zupełnie innej bajki, za to bossowie... pomijam że ich pojawienie się nie ma ŻADNEGO sensu ani uzasadnienia w fabule, to fantazyjne, może i niezłe stwory, ale w ogóle nie pasujące do Silent Hill.
- klimat - a raczej jego brak. Gra nie jest w ogóle straszna. W OGÓLE. To dotyczy eksploracji świata mgły. Gdy otoczenie przechodzi transformację jest jeszcze "lepiej". Czemu to wszystko takie jaskrawe i cool? Gwoździem do trumny jest droga do kościoła, gdy jesteśmy w Otherworldzie na zewnątrz - normalnie się zaśmiałem. Świecące okna, czerwone niebo, full wypas. To samo z poziomem Hell Descent - niektóre tekstury są niezłe, ale znowu design i realizacja wołają o pomstę do nieba.
- zagadki - pomijając kilka pomniejszych, będących zupełnie ok zagadek pojawiają się większe, będące zupełnie nie na miejscu. Np. gdy dom głównego bohatera przechodzi transformację, zamienia się w dom gry; trzeba rozwiązać zagadki w 4 pokojach by otworzyć drzwi. Zerowe znaczenie dla fabuły, za to sztucznie ją przedłużające. Nie mówiąc już o tym że razem z nami w domu uwięziona została dwójka ludzi która porwała naszą matkę, ale magicznie zniknęli :lol:
Mógłbym pisać tak jeszcze długo, ta gra to jedno wielkie nieporozumienie. Nawet muzyka Akiry jest nijaka, tylko muzyczka z menu utkwiła mi w pamięci.
Ocena: 1/10
20-03-2009, 11:07





