mnie również kill bill nie podobał się od zarania. niedawno obejrzałem go ponownie (od razu mowie: to nie była moja inicjatywa) i po seansie wyglądałem dokładnie tak, jak laska ze screena. a death proof - tu nie będę ściemniał --> za pierwszym razem byłem cały w skowronkach. do tego stopnia, że umieściłem film w moim prywatnym top 10. potem przyszedł seansik na kompie (z ojcem) i... ojciec wyszedł, nie zobaczywszy pościgu nawet (pół-żartem, pół-serio: "na takie filmy brata zapraszaj, nie mnie"). to był punkt zwrotny w moim życiu
15-04-2009, 23:30






