freak_outXP napisał(a):chciał nam coś ten Pan powiedziećCo chciał powiedzieć? Ile razy trzeba powtarzać coś, co powinno być oczywiste od pierwszych kadrów: Niczego nie chciał "tym powiedzieć". Twórczość Tarantino jest skrajnie wyzuta z ambicji "mówienia czegoś".
I przede wszystkim: w przypadku tego gościa sprawdza się coś, co -- nie wiedzieć czemu -- rzadko kiedy przychodzi kinomanom do głowy, a już w odniesieniu do takiej na przykład muzyki wydaje się jasne. Otóż w świecie kina pokutuje przekonanie, że aby film uznać za dobry/wartościowy/godny uwagi (niepotrzebne skreślić), pownien się podobać praktycznie każdemu, a już na pewno każdemu kinomanowi, "który się zna". Tymczasem przecież niewielu ludzi lubi jednocześni dobry jazz, dobry hiphop, dobrego rocka, dobre techno, dobry industrial i dobre reggae. Reggae grane przez Tarantino jest dobre dla tych, którzy lubią reggae. I nie chodzi o to, że rzekomo "można obronić każde gówno". Po prostu: Tarantino gra dla swojej publiczności. I pomimo panujących w świecie filmu przekonań, o których piszę powyżej, nie ma w tym niczego zdrożnego.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
16-04-2009, 12:27






