Wybacz, Mental, ale akurat jeśli chodzi o argumentację, to Twoje ujęcie tematu "Kill Billa" to kwitnesencja "jazdy na jałowym biegu", i to od pierwszego postu. Wykładasz oczywistości, które są w zasadzie równie jasne dla fanów, jak dla antyfanów, i co z tego? Kompletnie nic. Nie podnosić ręki? A co to, Twoja życiowa misja? Czy coś jest złego w "nie lubię filmów Tarantino"? Najlepsze, co w całym wątku powiedziałes, to był ostatni akapit pierwszego postu.
Czy Tarantino jest niezatapialny? Nie wiem. Ja też coraz częściej powtarzam, że jestem znużony jego stylistyką. Ale żeby "zatopić" Tarantino, trzeba by wykazać (choć niby jak?), że jest kiepski w swojej własnej dyscyplinie. Nie zatopi się dramatu, mówiąc, że za mało w nim gagów, a komedii - że za mało refleksji nad życiem.
Czy Tarantino jest niezatapialny? Nie wiem. Ja też coraz częściej powtarzam, że jestem znużony jego stylistyką. Ale żeby "zatopić" Tarantino, trzeba by wykazać (choć niby jak?), że jest kiepski w swojej własnej dyscyplinie. Nie zatopi się dramatu, mówiąc, że za mało w nim gagów, a komedii - że za mało refleksji nad życiem.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
16-04-2009, 13:05






